środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 11

Ludzie mi mówią abym nie szła w stro­nę światła. Ja i tak tam pójdę, bo wo­le iść mając ja­kiś cel niż bez ce­lu błądzić w ciemności. 

Dortmund...od niedawna był jej domem, ale zdążyła się już do niego przyzwyczaić.
To wszystko działo się tak szybko, tak niespodziewanie. Pokonywała kolejne schody, prowadzące na szczyt, ale co z tego jak nadal jest daleko. Na jej szczęście ma prawdziwych, niesamowitych przyjaciół.
Była już w domu, z Paryża wrócili poprzedniego dnia. Marco, Łukasz i reszta drużyny, miała dzisiaj rozegrać swoje pierwsze spotkanie po letniej przerwie, rozpoczynając tym nowy sezon. Niby nic w tym dziwnego, ale Dortmund zmieniał się w tym czasie nie do poznania. Co druga osoba mieszkająca w Dortmundzie, w tym dniu musiała włożyć koszulkę regionalnego klubu. Borussie Dortmund kochali wszyscy, i szczerze nikt się temu nie dziwił. Spotkanie jak każde inne. Borussia nie tylko była faworytem tego spotkania, ale większość stawiała na nich w Bundes Lidze.
Rose chyba jako jedyna nie zwariowała na tym punkcie, może mieszkała tu od niedawna , ale zdążyła już przywyknąć do całodziennego gadania o piłce nożnej. Nie tylko że mieszkała w domu z Łukaszem Piszczkiem, ale też dlatego że jako dziewczyna Marco Reus'a.
Stała na balkonie i wsłuchiwała się w śpiew ptaków. Nikogo już w domu nie było, została tylko ona. Marco na wszelki wypadek gdyby jednak zmieniła zdanie, zostawił jej swoją klubowa koszulkę i Full Capa z logo klubu.
- I tak tam nie pójdę.- powiedziała sama do siebie, patrząc na rzeczy leżące na jej łóżku. Lubiła piłkę nożną, ale nie chciała być spostrzegana jako jedna z tak zwanych WAG'S. Może to i dziwne z jej strony, ale tak właśnie było.Wróciła do pokoju, usiadła na łóżku i patrzyła na koszulkę z numerem 11 i nazwiskiem REUS na tyle. Postanowiła zejść na dół, i jednak obejrzeć mecz w telewizji. Włączyła program i zobaczyła rozgrzewających się piłkarzy Borussii Dortmund.  Do meczu zostało niespełna pół godziny. W każdej chwili mogła wsiąść w samochód i pojechać na stadion. Miała wejściówki vip więc została by wpuszczona przodem. Wstała i ruszyła do swojego pokoju po wspomnianą wcześniej koszulkę i Full Capa. Kluczyki leżały na szafce nocnej, więc chwyciła je i tak po prostu poszła do garażu po swoje auto, które dostała również od Marco. Przeklinała go za to że kupił jej akurat taki wóz.
Ulice Dortmundu nie były puste, ale też nie była tak pełne jak zawsze są.
- Po co ja w ogóle tam jadę ?- zapytała sama siebie, skręcając w drogę prowadzącą do domu Reus'a a potem na stadion.
Nadal nie mogła uwierzyć, w to że jest jego dziewczyną. Było to zaskakujące, ale nie tylko dla niej. Marco twierdził że to przeznaczenie, a ona że to zwykły zbieg okoliczności. Rose sądziła, że chłopak tak naprawdę jej nie kocha. Że jest jedną z tych przygód, które towarzyszyły mu przez większość życia. Nikt jej nie ostrzegał jak na razie przed chłopakiem, wręcz przeciwnie większość ją jeszcze zachęcała do tego aby się z nim związać. Ona natomiast...zastanawiała się nad tym wszystkim, coraz dogłębniej.
Gdy już dojechała na stadion, było słychać krzyk dziesiątek tysięcy gardeł, co oznaczało, że Borussia najprawdopodobniej prowadzi. Zaparkowała samochód w strefie dla piłkarzy, a że miała karnet od Marco, ochrona nie miała wyjścia i musiała ją wpuścić. Jeszcze raz spojrzała w samochodowe lusterko i ze spokojem powędrowała na stadion. Znała go już jak własną kieszeń. W sumie to wcale nie było dziwne, była tu już tyle razy.
Szła na trybuny, co krok musiała kogoś wymijać, albo poczekać aż przejdzie. W końcu znalazła trybunę dla vip 'ów , okazała bilet i ruszyła w stronę swojego miejsca. Zobaczyła Arianę wraz z Ewą, Agatą i innymi wags. Stanęła obok Ariany, a ta najpierw z niedowierzaniem na nią patrzyła, potem ją przytuliła i powiedziała na ucho.
- Przecież miało cię tu nie być..
- Wiem. Ale zmieniłam zdanie i jestem. Kto strzelił ?- zapytała patrząc na przyjaciółkę.
- Pierwszą....Aubamayang ku zdziwieniu.- powiedziała z uśmiechem. I to chyba na tyle jeśli chodziło o ich rozmowę. Trudno było się porozumieć w ogromnym tłumie. 
Zegar na ogromnym telebimie wskazywał 35 minutę gry. Nie spóźniła się tak strasznie, zważywszy na to, że przed nimi jeszcze 10 minut gry i cała druga połowa. Przy piłce teraz był Mats Hummels.
Chwilę potem leżał już na ziemi i zwijał się z bólu. Jego dziewczyna automatycznie się nie podniosła, tylko po to aby zobaczyć jak jej ukochany najpierw trzyma się za nogę a potem wstaję i wbiega w pole karne. Niby normalne zachowanie osoby która martwi się o kogoś innego niż o samego siebie. Rosie wiedziała co by zrobiła gdyby to właśnie Marco leżał na trawie i zwijał się z bólu.
Przy piłce stanął Marco, spojrzał na kolegów w polu karnym, następnie na piłkę oraz bramkę. Był to dość ostry kont ale nadawał się do strzału. Przynajmniej tak się wydawało.
Marco podbiegł do piłki, kopnął a następnie było słychać wszystkich wkoło. Stadion oszalał, Rose siedziała jeszcze na swoim miejscu. Nie wiedziała czy ma się podnosić i czekać aż wszyscy na nią spojrzą. To było pewne że na telebimie pojawi się teraz właśnie ona. No ale wstała, uśmiechnęła się i zaczęła krzyczeć ze szczęścia tak samo jak wszyscy.
W tym samym czasie na telebimie pojawił się przedzielony ekran. Na jeden połowie Marco uśmiechnięty od ucha do ucha, a na drugiej właśnie ona. Wiedziała, że tak będzie. Patrzyła na telebim i w tej samej chwili Marco spojrzał na nią. Zachowywał się tak zawsze gdy na nią patrzył. Nie rozbierał jej wzrokiem jak reszta chłopaków, nie..on po prostu cieszył się na jej widok. Przyłożył dłoń do ust i machnął nią w kierunku swojej ukochanej, następnie puścił jej oczko i wrócił na swoje miejsce na boisku, po to aby znowu zacząć grać.
- Jesteś kochany Marco.- powiedziała sobie w myślach.
***
Mecz skończył się wynikiem 4:2 dla Borussii Dortmund. Wszyscy kibice wychodzili uśmiechnięci ze stadionu, tylko ona została na swoim miejscu. Nie sądziła że ktokolwiek zrozumie to po co chciała tam zostać. Kolana podłożyła sobie pod brodę i w spokoju siedziała myśląc o tym wszystkim. Przyjaciele pożegnali się z nią i każdy z nich poszedł w swoim kierunku.
- Dlaczego sądziłem że tu zostaniesz ?- usłyszała znany już jej głos.
- Może po prostu czytasz mi w myślach.- powiedziała na tyle głośno, aby ją usłyszał.
- Może..a może znam już cię na tyle dobrze, że przeczuwam każdy twój ruch.- usiadł obok niej, wcześniej kładąc torbę na ziemi.
- Nie wiem Marco.- spojrzała mu w oczy.
- Co się dzieje ?- zapytał czytając jej nastrój z wyrazu twarzy.
- Ja....ze mną coś jest nie tak. - wykrztusiła to w końcu.
- Czemu tak uważasz ?- zapytał łapiąc ją za rękę.
- Od dwóch miesięcy, nie mogę spokojnie spać. Cały czas śnią mi się koszmary z udziałem ciebie i mojej macochy. Codziennie jest inny, ale w jakimś sensie taki sam. Ja nie wiem, dlaczego ale w każdym z nich umierasz, a ja razem z tobą. To nienormalne.- powiedziała puszczając jego dłoń i wstając ze swojego miejsca.
- To tylko sny, koszmary. One mają się nijak do rzeczywistości.- jego głos był cały czas taki sam.
- Ale zrozum, że boję się o ciebie. Nie wiem czy to dobrze, ale się martwię.- spojrzała na niego przesz łzy.
- Rose, kochanie. To dobrze bo wiem, że zależy ci na mnie jak na nikim innym.- Marco podszedł do niej i próbował objąć.
- Marco...
- Jesteś dla mnie wszystkim. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać ? Powiedź mi to ile razy ?
- Nie wiem. Ale wiem tylko to, że wydarzy się coś złego.
- Masz rację. Ja wiem że jak czegoś zaraz nie zjem, to ja będę zły.
- To nie jest śmieszne.- jej mina mówiła wszystko.
- No weź się rozchmurz. Wygraliśmy mecz..strzeliłem dwie bramki i obie są dla ciebie.- złapał ją od tyłu i pocałował w szuję.
- Jesteś uparty jak osioł.-powiedziała znowu siadając na swoim miejscu na trybunach.
- Masz racje skarbie. Ale ty też nie dajesz za wygraną.- usiadł obok niej i pocałował.
- Idziemy coś zjeść ?- zapytała z uśmiechem przerywając pocałunek.
- Zaraz.- odpowiedział dokończając swoje dzieło.
***
 We're a thousand miles from comfort
We have travelled land and sea
But as long as you are with me
There's no place I'd rather be
I would wait forever
Exulted in the scene
As long as I am with you
My heart continues to beat. -
piosenka leciała już druga godzinę. Było w niej coś, co skłaniało ją do myślenia.
Od trzech godzin siedziała na dachu, nikt jeszcze nie domyślił się gdzie może być. Widziała panoramę Dortmundu i to było w tym wszystkim najpiękniejsze. Patrzyła w dal i próbowała znaleźć coś czego szukała tak długo. W końcu zadzwonił jej telefon. Muzyka przestała grać, a na wyświetlaczu zobaczyła zdjęcie Marco. Nie widzieli się już pół dnia. Wzięła telefon do ręki i przyłożyła do ucha.
- Gdzie jesteś ? - zapytał od razu.
- Sama. Nie chce z nikim rozmawiać.- powiedziała delikatnie.
- Proszę cię nie wygłupiaj się.- w jego głosie odczuła ból i strach.
- Nic mi nie jest.- była stanowcza i zakłopotana.
- Zejdziesz z tego dachu.- poprosił stojąc od niej zaledwie 10 metrów.
Odłożyła telefon na bok, nie odzywając się przy tym ani słowem. Marco stał tylko i patrzył na nią.
Wiedział że nie chciała go widzieć, ale nie wiedział o co chodzi. Podszedł ostrożnie do niej i złapał za rękę tak jakby brał w ręce najdelikatniejszy kawałek szkła.
- Co się stało ?- zapytał w końcu patrząc w jej oczy.
- Nic takiego.- odpowiedziała próbując uniknąć jego wzroku.
- Przecież widzę Rose.- położył jej swoją dłoń na policzku i oczekiwał jakiegoś ruchu, czegokolwiek ale ona nic.
- Chciałam chwilę pomyśleć. W samotności.- jej głos był jak raniące szkło.
- Mam sobie iść ? Jedno twoje słowo i już mnie nie ma.- powiedział ostrożnie aby nie przekroczyć granicy.
- Nie o to chodzi Marco.- oparła się o jego ramię. Złapała jego rękę i przycisnęła do siebie. Marco był zaskoczony. Przed chwilą miał wrażenie że chciała go zrzucić z tego dachu, a teraz się do niego przytulała.
- To co się dzieje kochanie ?- powiedział znowu starając się nie przekroczyć żadnych granic.
- Koszmary. Nie mogę spać, nie myślę. Ja nie mogę zasypiać z myślą że znowu moja podświadomość sprawi że umrzesz. Marco jestem chora, i ty dobrze o tym wiesz. Z moją psychiką jest coraz gorzej. Mam coraz gorszy nastrój. Cały czas boję się o ciebie. Boję się że coś ci się stanie, że nam coś się stanie.- powiedziała przyciskając teraz jego rękę do swojego policzka.
- Przy mnie nie masz się czego bać. Od teraz, zawsze i wszędzie będę przy tobie. Chodź bym musiał rzucić wszystko..zrobię to i będziemy razem.- w końcu pozwoliła mu spojrzeć w jej oczy. Próbował zrozumieć ich treść, historię którą opowiadała mu wzrokiem.
- Idziemy na dół. Trochę zimno się tu zrobiło.- powiedziała z uśmiechem, całując go w policzek.
- Dla twojej wiadomości. Mam lęk wysokości.- jego głos załamał się na końcu zdania.
- Żartujesz ? Prawda ?!- zapytała zakłopotana.
- Chciałbym.- jego mina, przepraszająca a zarazem strasznie wystraszona, spowodowała że szybko znaleźli się z powrotem w jej pokoju.
Usiadła na łóżku jako pierwsza, a on od razu za nią.
- Marco..- wymówiła jego imię.
- Tak ?- zapytał patrząc na nią.
- Dlaczego wszedłeś na ten dach, skoro masz lęk wysokości ?- patrzyła na niego zaskoczona jego wcześniejszym czynem.
- Nie wiem. Tak jakoś. Samo tak wyszło. Sam nie wiem czemu, ale gdy cię szukałem wcale nie zwracałem uwagi ani na wysokości, ani na to czy to bezpieczne czy też nie. - złapał ją za rękę.
- Narażasz się dla mnie. Nawet nie wiem co powiedzieć.- oparła głowę o jego tors a ten cały czas trzymał jej dłoń.
- A dla kogo innego miałbym się narażać jeśli nie dla ciebie ?- spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
- Szczerze ?? Nie mam pojęcia.- jej śmiech odbijał się od ściany pokoju, zaraz potem dołączył do niej Marco.
- Masz cudowny śmiech.- powiedział gdy ich śmiechy już ucichły.
- Nie przesadzaj.
- Taka prawda słoneczko.- jego uśmiech był taki słodki. Rosie zawsze rozpływała się na jego widok.
Zaczęła rozglądać się po pokoju. Wzrok utknął jej w zdjęciu które wisiało na ścianie.
- Czy twoim zdaniem..jestem ładna ?- zapytała wpatrując się w zdjęcie, które zrobił jej fotograf będąc jeszcze w ośrodku psychiatrycznym.
- Czy jesteś ładna !? Jesteś przepiękna, najpiękniejsza na świecie. Jeszcze nigdy nie widziałem na oczy ładniejszej niż ty. Rose nie mówię ci tego, tylko dlatego że jesteś moją dziewczyną. Mówię ci to bo widzę jak wielu facetów się za tobą ogląda. Jak patrzą na ciebie inne kobiety, patrzą na ciebie z zazdrością. Jesteś najpiękniejsza, najcudowniejsza na całej planecie.- jego głos brzmiały jak cudowna piosenka, której Rose chciałaby słuchać codziennie. Może i jest to dziwne, ale na swój sposób słodkie.
- Jesteś kochany. Wiesz ?- zapytała patrząc teraz na niego.
- Wiem skarbie.- nie odrywał od niej wzroku.
***
Zostali sami, Ewa wraz z Łukaszem udali się na urodziny do znajomych. Ariana wybrała się z Erikiem na romantyczną kolację. Sara pojechała do Błaszczykowskich na noc. Cały dom był do ich dyspozycji. Rose udała się do kuchni, aby naszykować coś na kolacje. Marco w tym czasie rozmawiał ze swoim młodszym bratem i instruował go jak wyłączyć fontannę, którą mieli przed domem.
- Pachnie wspaniale.- powiedział zachodząc ją od tyłu, gdy kończyła robić sos.
- Spaghetti nic niezwykłego.- nie lubiła się chwalić, ani nie przepadała za tym aby ktoś chwalił ją zbyt często. Nałożyła na talerze, nalała wina i włączyła cicho muzykę w salonie.
- Lepiej tu niż w najbardziej ekskluzywnej restauracji w Dortmundzie.- głos Marco był strasznie przekonujący.
- No nie wiem. Ja tam lubię chodzić do restauracji.- powiedziała na przekór.
- Ja wolę rodzinne lub inaczej, domowe kolacje. Wolę sam coś czasami ugotować niż stołować się tylko na mieście.- powiedział z uśmiechem.
Gdy już zjedli, oboje postanowili obejrzeć jakiś ciekawy film. Ostatnio furorę robią dwa filmy : Szybcy i Wściekli 7 oraz Pięćdziesiąt Twarzy Greya.
- Zdecydowałeś się już ? - zapytała wchodząc z miską pop cornu do salonu.
- Chyba Szybcy i Wściekli ale nie jestem jeszcze pewien. A ty co byś chciała ? - zapytała patrząc na nią.
- Mi to żadna różnica. Może być i to.- powiedziała siadając na kanapie i przykrywając się kocykiem.
Zaraz oboje zasiedli do oglądania filmu.
Tej prędkości, tej wściekłości nigdy dość! Dominic Toretto, Brian O'Conner, Letty Ortiz i inni szybcy i wściekli wracają na ekrany kin. Za każdym razem twórcy filmu starają się przebić efekty poprzedniej części, tak będzie i tym razem - zwłaszcza że motywem przewodnim filmu będzie zemsta. Tyle, że ta nie będzie słodka, a wyrafinowana, brutalna i skuteczna - Deckard Shaw planuje pomścić śmierć brata – Owena. W filmie po raz ostatni zobaczymy Paula Walkera.
Zaraz po filmie oboje poszli do jej pokoju.
- Czekałem na to cały wieczór.- powiedział w końcu i rzucił ją na łóżko.
Położył się na niej, delikatnie i czule. Następnie zaczął ją całować na początku delikatnie a potem każdy ich ruch sprawiał, że oboje chcieli więcej.
Wszystko wskazywało na to, że nikt nie będzie w stanie im przeszkodzić i tak się rzeczywiście stało.




C.D.N

Wiem, że od ostatniego rozdziału minął prawie miesiąc. To wszystko przez szkołę i piłkę. Niestety treningi i mecze cały czas zabierają mi czas. Chciałabym to wszystko nadrobić, ale będzie to strasznie trudne. Spodziewałam się tego. Dlatego teraz zajmuję się tylko i wyłącznie tym blogiem. Przysięgam że na innych na razie nic się nie pojawi. A to wszystko dlatego, że ten jest dla mnie na razie najważniejszy. Mam wiele pomysłów i zapewniam że się wam spodobają. 
Już zaczęłam pisać kolejny rozdział. Mam nadzieję że mi wybaczycie i poczekacie na następny rozdział. Który postaram się dodać jak najszybciej tylko będę mogła. Teraz mam dwa tygodnie przerwy w treningach więc powinnam coś napisać w miarę ciekawego. 
DZIĘKUJE I PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO JESZCZE RAZ !! 
Do zobaczenia ! :* 


niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 10

Zrań mnie mówiąc prawdę, ale nig­dy nie po­cie­szaj kłamiąc!

 Otworzyła oczy, na początku nie pamiętała nic z wczorajszego dnia. Po chwili zorientowała się, gdzie dokładnie się znajduję, co robi i jak to wszystko się wydarzyło. Marco spał obok niej z nagim torsem, przykryty chyba tylko kołdrą. Rose nie miała na sobie nic, więc najpierw zaczęła szukać bielizny która miała na sobie poprzedniego dnia. W końcu wszystko znalazła i ruszyła to łazienki, aby  w spokoju się ogarnąć.
W końcu po dojściu do ładu, wyszła z łazienki.
Marco nadal sobie smacznie spał, zastanawiała się czy go nie obudzić. Ale postanowiła, na razie pójść do swojego pokoju i w spokoju się ogarnąć. Przeszła przez hol, cichutko na paluszkach. Zjechała windą na swoje piętro i ruszyła do pokoju. W środku, na dwóch złączonych ze sobą łóżkach spała Ariana z Erickiem. Ewy w pokoju nie było, więc pewnie była w pokoju chłopaków. Rose przejrzała cichy w walizce ale tak, aby nie obudzić śpiących w pokoju zakochanych. Wzięła swoje ulubione vansy, pierwsze lepsze ciuchy i wyszła z pokoju. Wolała nie zaglądać do pokoju chłopaków, więc od razu ruszyła do pokoju w którym spał Reus.
Chłopak już nie spał, myślał ,że sobie poszła, ale gdy tylko wstał z łóżka usłyszał jak otwierają się drzwi.
- Rose...- powiedział widząc dziewczynę.
- Cześć Marco.- uśmiechnęła się jednocześnie zamykając drzwi.
- Już się bałem, że uciekłaś.- powiedział podchodząc do niej, delikatnie.
- Jak mogłabym od ciebie uciec ? Po tym wszystkim ?- położyła mu dłoń na policzku i spojrzała w oczy.
- Rosie...Kocham Cię.- powiedział delikatnie, całując ją najpierw w czoło, potem w skroń.
- Ja ciebie też.- jej uśmiech z każdą chwilą był coraz jaśniejszy i coraz to bardziej szczery.
- Jesteś niesamowita.- jego słowa brzmiały jak muzyka, piękną i romantyczna.
- Boję się. - powiedziała w końcu.
- Czego?- zapytał zaskoczony. Nie spodziewa się takich słów.
- Że już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz.- przytuliła się do niego, nie tak zwyczajnie, ale z siłą aby dać mu do zrozumienia żeby nigdy już jej nie zostawi.
***
Rose siedziała sama w swoim pokoju. Reszta z jej przyjaciół, razem z Marco poszli zwiedzać Paryż. Dziewczyna wszystkim jasno dała do zrozumienia że nie czuje się najlepiej i kazała zostawić ją w spokoju. 
Usiadła na parapecie i patrzyła na Paryż. Nikt jej nie przeszkadzał, spokojnie myślała i to sprawiło że w jej głowie teraz nie było niczego. Zapomniała o wszystkich przykrościach jakich ktokolwiek, kiedykolwiek jej wyrządził. Teraz nie liczyło się nic. Wychyliła głowę za okno i wpatrywał się w przechodniów.
Próbowała dopatrzeć się w nich czegoś niezwykłego, ale nagle poczuła na sobie czyiś dotyk.
- Co tu robisz ?- usłyszała głos Reus'a.
- Patrzę.- powiedziała nie zerkając na niego.
- Na co patrzysz ?- zapytał ciekawszy.
- Na codzienność.- odpowiedziała i uśmiechnęła się leciutko, prawie nie zauważalnie.
- A co w niej niezwykłego ? - Marco wpatrywał się w nią, nie rozumiejąc.
- To że nikt w niej nie dostrzega tego co powinien.- powiedziała w końcu, siadając z powrotem na parapecie.- Nie ważne. Jak było ?- zapytała oplatając rękoma jego szyję.
- Fajnie ale bez ciebie to nie było to.- Marco nie oderwał od niej wzroku nawet na chwilę.
- Przepraszam...musiałam pomyśleć. Rozumiesz prawda ?- Rose patrzył w jego niesamowite zielone oczy.
- Rozumiem.- powiedział i złożył na jej ustach pocałunek.
***
Paryż..miejsce zakochanych. Najbardziej romantyczne miasto na całym świecie. Nie słynęło tylko z tego, oczywiście wspaniałe miejsca jak na przykład łuk triumfalny czy wieża Eiffla, z której słynął Paryż.
Tym razem po Paryżu chodzili tylko oni. Marco cały czas pilnował Rosie aby ta nawet na chwilę nie oddaliła się od niego. Bał się o nią najbardziej na świecie. Znali się tak krótko, a mimo to darzył ją niespotykanym uczuciem.
- Marco. Czy mogę zadać ci pytanie ? - spojrzała na niego.
- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz.- na jego twarzy pojawił się lęk. Nie wiedział czym jest to spowodowane.
- Czy przede mną była dziewczyna na której punkcie zwariowałeś bardziej niż na moim? - zapytała, zatrzymując się.
- Miałem bardzo dużo dziewczyn za nim cię spotkałem. Nie wiem czy była taka którą kochałem tak jak teraz ciebie kocham.- powiedział zatrzymując się kawałek dalej.
- To czemu wszyscy mówią, że za nim mnie spotkałeś byłeś nie do zniesienia ? Co się takiego wydarzyło że zmieniłeś się wtedy i zmieniłeś się teraz ?- jej głos był lekko załamany ale nad wyraz szczery.
- Rose...to już nie ważne.- powiedział Marco próbując złapać ją za rękę.
- Ale mnie interesuje.- jej stanowczy ton głosu sprawił że Marco zachwiał się na chwilę.
- Nazywała się Cassidy. Chodziłem z nią za nim cię poznałem. Była super modelką, nie powiem była najpiękniejszą dziewczyną na świecie, za nim spotkałem ciebie Rose.- zaczął w miarę spokojnie.- Z czasem zakochiwałem się w niej coraz bardziej. Nie wiem co mi było, ale ona sprawiała że zacząłem wariować. Nasza miłość różniła się wszystkim od przeciętnych randek, i tego typu bzdetów. Nie powiem że można było porównać naszą miłość do książki "Pięćdziesiąt Twarzy Greya" bo była by to przesada. Kochałem ją bardziej niż piłkę, swoich rodziców, przyjaciół, niż siebie samego. Pewnego wieczoru powiedziała że mnie zostawia, nie chciała wyjaśnić mi żadnego powodu z jakiego chce się ze mną rozstać. W końcu powiedziała że znalazła sobie innego, a ja po prostu się jej znudziłem. Ból jaki poczułem gdy wypowiedziała te słowa,sprawił że chciałem ją zabić. Po prostu podeszłam do niej i uderzyłem ją z czystym zamiarem. Leżała na ziemi, a z jej policzka lała się krew. Nazwałem ją dziwką, suką i jeszcze wieloma innymi określeniami. Wiem że zrobiłem coś najgorszego, że powinien cierpieć za to co wtedy zrobiłem, ale emocje przezwyciężyły nade mną. Po tym jak wygarnąłem jej to wszystko, zostawiłem ją w parku, a sam poszedłem na stadion aby wyżyć się w jakikolwiek sposób. Spędziłem tam 4 godziny, aby następnie wrócić do domu i wyżyć się we własnym garażu. Nie czułem bólu, tylko gniew zmieszany ze strachem, z rozczarowaniem i ze złością. Brat próbował mnie powstrzymać, albo chociaż uspokoić. Gdy nie dał rady, zadzwonił do chłopaków z drużyny, w tym też do Łukasza. Uspokoili mnie, zajęli się moimi ranami na rękach. Z czasem to wszystko zmieniało się w coraz większy ból. Może to i dziwne ale właśnie dlatego się zmieniłem. Nie potrafiłem znaleźć nikogo kto mógłby mi pomóc. Od tamtego czasu minęło pół roku. - powiedział przerywając historię. W kącikach jego oczu pojawiły się łzy, twarz miał spuchniętą. Oddech nie był już taki równy jak wcześniej. Rose tylko stała i wpatrywała się w to co chce teraz zrobić, nie ruszała się. Myślała, próbowała to wszystko zrozumieć, poukładać. Marco w tym czasie, patrzył na nią. Na jej wyraz twarzy, na to co robi, próbował odkryć jakiekolwiek uczucie typu wstręt, czy żal , ale nic do niego nie dochodziło.
- Zrozumiem jeśli teraz mnie zostawisz, zrozumiem to co teraz powiesz, ale odezwij się proszę.- powiedział błagalnym tonem. Rosie tylko na niego spojrzała.Nie wykrztusiła ani słowa, patrzyła na
 niego i próbowała się odnaleźć w tym wszystkim.
- Marco..- zaczęła w końcu.- Jak mogłabym cię zostawić po tym wszystkim, po tym co się wydarzyło. Jestem zbyt słaba, a tym bardziej zbyt niedoświadczona w tych sprawach. Wiem jak to jest czuć ból, złość, wściekłość, ale nie wiem jak to jest czuć to co ty czułeś przez ten czas.- powiedziała ze łzami w oczach. Nie wiedziała dlaczego płakała, wiedziała tylko to że kocha go mimo wszystko.
- Nie zostawisz mnie teraz ?- zapytał stojąc w tym samym miejscu co wcześniej.
- Nie.- powiedziała wolno i spokojnie.
- Przepraszam że tyle czasu to ukrywałem. Tylko Łukasz i ty znają prawdę.- powiedział wpatrując się w swoją ukochaną.
- Rozumiem Marco.- powiedziała stojąc cały czas w tym samym miejscu...
***
Wszyscy szykowali się na wieczorną kolację. Niby miało to być zwyczajne, przyjacielskie spotkanie ale mimo tego każdy chciał się jakoś na to przygotować. Chłopcy wyjęli tylko z toreb garnitury i był to cały ich strój. Natomiast dziewczyny miały jak zwykle straszne problemy.
- W co ja mam się ubrać do cholery ?!- Ariana wszystkie osoby znajdujące się w pokoju postawiła do pionu.
- Masz przy sobie 3 walizki pełne ubrań i masz problem co na siebie włożyć ?- zapytała zaskoczona Rose, której sukienka z ubiegłego wieczora leżała już przygotowana.
- Nie wiem czy włożyć to w czym byłam wczoraj czy jakąś nową, nie używaną.- powiedziała patrząc na butik znajdujący się na przeciwko hotelu.
- Rób co chcesz, my nie mamy takich problemów Ariano.- powiedziała Ewa, robiąc to samo co Rosie.
Gdy w końcu, Ariana ogarnęła się i doprowadziła do tak zwanego, ładu, wszystkie wyszły i zeszły do hotelowej restauracji. Chłopcy zajmowali już miejsca przy stoliku.Wszystko już było gotowe, do kolacji.
- Wyglądasz ślicznie.- zaczął Erik całując Arianę. Wyglądali razem tak słodko.
- Dziękuje kochanie.- powiedziała i usiadła mu najpierw na kolanach, a następnie na swoim miejscu , które również było obok niego.
Łukasz szepnął coś Ewie na ucho, a ta uśmiechnęła się zachęcająco i go pocałowała.
Marco nie powiedział nic, spojrzał tylko na Rose a następnie spuścił wzrok i więcej na nią nie spojrzał. Rose nie wiedziała o co chodzi, i na sercu poczuła kłucie. W oczach pomału zbierały się jej łzy, w końcu wstała i tak po prostu wyszła. Nie wiedziała dlaczego, nie mogła na niego patrzeć. Najpierw poszła do pokoju po płaszcz a następnie postanowiła się przejeść po ulicach Paryża. Był późny wieczór, ale na ulicach Paryża wędrowali sami zakochani. Rosie na twarzy miała łzy, policzki zaczerwieniły jej się od zdenerwowania. Nie czuła nic, prócz wściekłości na swojego chłopaka. Nie dość że czuła się upokorzona, to jeszcze na pewien sposób rozczarowana. Nie wiedziała jak powinna się zachować w takiej sytuacji, ma nikłe doświadczenia randkowe.
Chodź znali się tak krótko, naprawdę go kochała. Wcześniej nie miała siły, odwagi i czasu aby zwrócić uwagę na jakiegoś chłopaka. W ośrodku było wielu normalnych jak się później okazało chłopaków, ale ona nie zwracała na nich uwagi. Nikt nigdy nie przykuł tak jej uwagi jak Marco.
Miłość jest na­miętnością. Wytrąca z równo­wagi. Gu­bi rytm. Za­burza spokój. Zmienia wszys­tko. Przew­ra­ca świat do góry no­gami. Wyw­ra­ca wszys­tko na lewą stronę, zachód zmienia w połud­nie, a północ we wschód, to, co złe, w dob­re, każe ot­wierać ser­ce bez wa­runków. W ta­kim obłąka­niu cier­pienie i lęk są niezauważal­ne. Pa­radok­salnie, bez nich miłość nie ma sensu. 
Kiedyś gdzieś przeczytała te słowa, i nie miała pojęcia co one znaczą. Teraz z każdą chwilą, z każda sekunda myślenia o nim , zaczęła je rozumieć. Pomyślała o nim, i zastanawiała się co teraz robi. Czy jej szuka, czy moczy usta w alkoholu. Znowu w głowie miała jego głos, i słowa które wypowiadał mówiąc o swojej byłej. W tej chwili miała ochotę usiąść na środku ulicy i zacząć płakać. Nie czuła się dobrze, czuła tylko ból rozwalający ją od środka. Nie sądziła, że w tak krótkim czasie, kiedyś, kiedykolwiek kogoś pokocha tak, jak teraz pokochała jego. 
Usiadła na ławce, z której widok miała na oświetloną wieże Eiffla. Schowała twarz w dłoniach i nie wstrzymywała się od płaczu. Była już za bardzo zmęczona tym wszystkim. Nagle zobaczyła cień, stała przed nią jakaś postać. Poczuła zapach jego perfum. Nic nie powiedziała, tylko wstała. Podeszła do barierki i spojrzała na Tamizę. Poczuła wtedy na sobie jego dotyk. Nie odezwał się do niej ani słowem. Założył na nią swoją marynarkę i czekał. W końcu złapał ją za oba nadgarstki i odwrócił w swoim kierunku. Oczy miała czerwone od łez, policzki już troszkę spuchnięte od nadmiaru złości. Mimo to patrzył na nią i w końcu pocałował, ale ona szybko ten pocałunek przerwała. 
- Myślisz że skoro się tu pojawiłeś, to wszystko będzie dobrze ?- zapytała. 
- Wiem że nie tego oczekiwałaś. Myślałaś że będę taki banalny jak Erik, albo tak romantyczny jak Łukasz. Ale już ci mówiłem, że nie jestem taki, jaki chciałabyś żebym był.- powiedział i pogłaskał ją po policzku. 
- Skąd możesz wiedzieć czego oczekuje ? - spojrzała w jego głębokie, cudowne, zielone oczy. 
- Bo widzę jak się wkurzasz gdy nie robię tego co inni. Widzę to wszystko, i zastanawiam się dlaczego akurat się w tobie zakochałem.- Marco nie puścił jej ani na chwilę. 
- Dlaczego ? - jej głos był bardziej tajemniczy, ale i poważny za razem. 
- Bo wiem że z tobą będzie zupełnie inaczej niż z innymi dziewczynami. Nie jesteś zwykłą, przeciętną dziewczyną, które myśli wyłącznie o tym aby wskoczyć ze mną do łóżka. Jesteś kimś znacznie więcej. Kimś kogo kocham cały czas a nie tylko przez trzy godziny. Kimś za kim tęsknie cały dzień, a nie tylko wtedy kiedy cię nie widzę. Dziewczyną która sprawia, że z każdą sekunda  bardziej ją kocham. Kobietą która sprawia, że nie boję się jej dotknąć. Podniecasz mnie w każdej chwili. Gdy stoję obok ciebie, gdy cię całuje, gdy się dotykam. Nie powiem ci tego, tak zwyczajnie, bo jak już mówiłem nie znam się na miłości. Mówię ci to wszystko w moim języku, trochę poplątanym, dziwnym i niezrozumiałym. Ale wiedź z tego wszystkiego tyle, że cię kocham i przysięgam, że już na zawsze będziemy razem, choćby nie wiem co.- powiedział i na końcu ją pocałował. Ten pocałunek nie był taki jak poprzedniego wieczora, Marco dał jej do zrozumienia 
co tak naprawdę do niej czuje. Tym razem nie przerwała, chciała w tym trwać całe wieki. Kochała go i z każdą sekundą dochodziło to do niej jeszcze bardziej. 
- Specjalnie dla ciebie zmienię się na takiego, jakiego chcesz abym był.- powiedział między pocałunkami. 
- Nie możesz się zmienić, kocham cię takiego jakim jesteś.- powiedziała i dalej tkwili w tej samej pozycji. Ich usta tańczyły w jednym i w tym samym rytmie. Marco trzymał ją, aby mu nie uciekła, ale ta nawet nie miała takiego zamiaru...

C.D.N 

OD AUTORKI :
Rozdział jest jaki jest. Na kolana nie powala, ale obiecałam że dodam coś za poprzedni tydzień, no ale cóż, nie wyszło tak jak oczekiwałam. 
Na komentarze nie mam chyba co liczyć, za takie nie wiadomo co. 
Przepraszam wszystkim. Do następnego tygodnia :) 
Pozdrawiam <3 

niedziela, 15 marca 2015

Opóźnienie.

Rozdział nie pojawi się w tym tygodniu. Przepraszam. Obecnie nie ma mnie w domu, o też się równa, że gdy wrócę nie dam rady napisać rozdziału. Postaram się go dodać jakoś w tygodniu, ale najpóźniej dodam go w przyszłą niedzielę.
Przepraszam jeszcze raz <3

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 9

I właśnie te­raz... Tak, te­raz... Te­raz pot­rze­buję cze­goś lub ko­goś kto obudzi we mnie życie... 

Wszystko było już w walizkach. Rosie siedziała na łóżku przeglądając swoje zdjęcia w telefonie. Zatrzymała się na zdjęciu, swoim i Ariany. Po raz kolejny rozmyślała na temat ich znajomości, przyjaźni która trwała już tyle lat.
Zawsze na myśl o tym wszystkie co je łączyło, przypominał jej się dzień w którym Ariana po raz pierwszy pojawiła się w ośrodku.

Weszła do swojej sali po skończonej terapii. To było dziwne bo w pokoju było zapalone światło, i nie był pusty tak jak powinien być. Na środku leżały walizki, całkiem sporo ich było. Na zwykle pustym łóżku, siedziała dziewczyna. Oczy miła podkrążone, jakby nie spała z tydzień, oba nadgarstki były owinięte bandażem. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć że jest to dziewczyna po przejściach, Rosie na myśl przypomniała się dziewczyna która kiedyś tutaj była, wyglądała dokładnie tak samo, jak ta teraz i była po próbie samobójczej. Patrzyła się na nią, jak na jakiegoś dziwoląga. Dziewczyna nawet nie podniosła wzroku, na dźwięk tego że ktokolwiek wchodzi do sali. 
- Kim jesteś ?- Rose zapytała jako pierwsza, stanęła na środku i spojrzała na dziewczynę. 
- Nazywam się Ariana.- powiedziała podnosząc wzrok. 
- Rozalia Fray , ale dla przyjaciół Rose. - powiedziała podchodząc do niej. 
- Miło mi.- powiedziała nie spuszczając wzroku z Rosie. 
- Wygląda na to, że będziemy współlokatorkami.- Rose uśmiechnęła się do dziewczyna, a ta tylko wygięła usta na coś w podobieństwie do uśmiechu. 
- Na to wychodzi.- Ariana oparła głowę na swoich kolanach i spojrzała na nadgarstki. 
- Boli cię ?- Rose zapytała patrząc w to samo miejsce co ona. 
- Nie cięłaś się nigdy ?- Ariana spojrzała na nią zaskoczona. 
- Nie. Jakoś się nie złożyło.- Rose, usiadła obok niej na łóżku.- Co się stało ? 
- Moje siostry twierdzą , że zwariowałam. Dlatego tu jestem. W nikim nie mam oparcia. A siostra która traktowała mnie w miarę po ludzku, wyprowadziła się ze swoim nowym chłoptasiem do Niemiec.- Ariana spojrzała w oczy Rose. Zobaczyła w nich iskierkę zrozumienia, co sprawiło że troszeczkę się rozluźniła. - A ty co tu robisz ? 
- Moja chora matka mnie tu wysłała. Znaczy nie tyle co matka, a macocha. Nie wiem co to ma znaczyć, ale jakoś szczególnie nie wnikałam. Jestem tu już od 2 lat. To mogę nazwać swoim domem, tak jakby. Jakbyś chciała papierosa, ale jakieś nowe ciuchy to powiedź. Postaram się je załatwić. Mam już swoje dojścia.- Rose położyła jej dłoń na ramieniu. 
- Widzę właśnie. To najnowsze buty jakie są teraz dostępne.- powiedziała patrząc się na jej buty jak i cały strój.
- Jeśli byś coś chciała, to powiedź.- Rose uśmiechnęła się do niej i poszła na swoje łóżko które było naprzeciwko. 
- Przecież nawet mnie nie znasz.- powiedziała Ariana patrząc zaskoczona. 
- No i co z tego ? Nie dość że teraz będziemy współlokatorkami to może jeszcze się coś między nami urodzi.- powiedziała z uśmiechem wariaki. 
- Nie mów że jesteś homo...- powiedziała Ariana błagalnym tonem, jednocześnie patrząc na swoje vansy. 
- Pojebało ? Chodziło mi o przyjaźń. Sorki ale nawet jeśli bym była homo to nie jesteś w moim typie.-  Rose uśmiechnęła się jak szaleniec w laboratorium który knuje swój własny plan. 
- No wiesz co ?? Dzięki.- powiedziała ironicznie, pierwszy raz śmiejąc się głośniej niż Rose.- W sumie, z tą przyjaźnią to nawet spoko pomysł.
- Mam nadzieję że się jakoś wspólnie dogadamy.- powiedziała Rosie. 

Od tamtej pory, nic i nikt nie był w stanie ich rozłączyć aż do teraz. Ustawiła zdjęcie na tapetę i schowała telefon do tylnej kieszeni swoich spodni, i ostatni raz przed wyjściem ogarnęła to co miała na sobie.Nie czuła się jakoś specjalnie, wręcz przeciwnie. Wyjazd do Paryża, sprawił że dziewczynie po raz to kolejny cokolwiek wywołało na twarzy uśmiech.
Wzięła rączkę od walizki w rękę i ruszyła, w stronę drzwi. Wiedziała kto na dole będzie na nią czekał, więc jeszcze przed wyjściem poprawiła włosy i błyszczykiem przejechała po ustach po raz kolejny. Założyła na szyję swoje ulubione słuchawki i puściła piosenkę której mogłaby słuchać w kółko.
***
You're the light, you're the night
You're the color of my blood
You're the cure, you're the pain
You're the only thing I wanna touch
Never knew that it could mean so much, so much -
słowa cały czas chodziły jej po głowię.

W samolocie, było tak jak zwykle, no może prócz tego że obok niej siedział Marco który nie mógł oderwać od niej wzroku. Udawała że go nie widzi, i próbowała wyrzucić wszystkie myśli związane z nim, ale nie mogła. W końcu nie wytrzymała, spojrzała na niego. Patrzyli sobie prosto w oczy. Rose uśmiechnęła się trochę nie pewnie, a Marco złapał ją za rękę i ani na sekundę nie oderwał wzroku od jej tęczówek.
- Nigdy nie chciałem więcej, dopóki nie poznałem ciebie. - wymówił cytat z książki " Pięćdziesiąt Twarzy Greya". Nie wiedział że to była jedna z jej ulubionych książek. 
- Odkąd pojawiłeś się w moim życiu, już nigdy nie będę taka jak dawniej. - to również był cytat z tej serii, ale te słowa wymówiła szczerze. Marco nic nie powiedział, tylko patrzył. Rose przestała na niego patrzeć, wyjrzała na okno ogromnego samolotu. W głowie cały czas miała obraz jego nieziemskich oczu. 
- Rosie...- wymówił jej imię z taką delikatnością. 
- Tak ?- zapytała spoglądając na niego po raz kolejny. 
- Czy mogłabyś, oczywiście gdy już wylądujemy, pójść ze mną na kolacje wieczorem ?- zapytał. 
- Z wielką chęcią.-Rose pocałowała go w policzek. 
- Cieszę się.- powiedział. 
- Marco..czy moglibyśmy porozmawiać ? - spojrzała na niego. 
- Zawsze kiedy tylko zechcesz kochanie.- Marco pocałował ją w czoło.- O co chodzi ? 
- Drodzy Pasażerowie, mówi wasz kapitan. Proszę zapiąć pasy, zbliżamy  się do lądowania. Za oknem mogą państwo już podziwiać panoramę Paryża.- oboje usłyszeli z głośników głos kapitana. 
- Porozmawiamy wieczorem.- Rose uśmiechnęła się do niego. 
- Jak sobie życzysz.- Marco, cały czas patrzył na nią, tak jakby chciał poznać każdy detal jej twarzy, ciała. 
Dalej oboje byli w kompletnej ciszy, cały czas jednak trzymali się za ręce. Każdy w samolocie patrzył na dwójkę zakochanych. Marco tak samo jak i Rose, wyszedł z samolotu w tym samym czasie, a tuż za nim i Rose, wyszła kolejna para jaką tworzyli Erick wraz z Arianą. Oni bardziej wyglądali na zakochanych. W samolocie jak i poza nim nie mogli się od siebie odkleić. Nie o to chodzi że się obściskiwali, cały czas byli w tuleni do siebie, jakby jedno jak i drugie bało się ,że będą musieli się rozdzielić i już nigdy więcej nie zobaczyć. Rose patrząc na swoją przyjaciółkę, zazdrościła jej takiego chłopaka. 
- Co jest Rosie ?- zapytała Ewa podchodząc do co dziwne, do samej Rose. 
- Nic. Znaczy...nie ważne.- powiedziała uśmiechając się do przyjaciółki. 
- Na pewno ?- Ewa położyła jej rękę na ramieniu i wpatrywała się w dziewczynę. 
- Tak. Dziękuje.- powiedziała i odwróciła się w kierunku prowadzącym do ogromnego hangaru na lotnisku. Szybko poczuła na sobie dotyk, potem perfumy których zawsze używał.
- W porządku ?- zapytał tym razem Marco. 
- Tak. Wszystko w porządku.- powiedziała i ruszyła zostawiając blondyna w tyle. Nie rozumiała co się dzieję, przecież to ona go od siebie odpychała cały czas. Zawsze uważała, że nie zasłużyła na to co było dobre, a to co złe się jej należało, dlatego teraz nie potrafiła docenić tego co ma. 
Wzięła wszystkie swoje walizki, i czekała na resztę swoich przyjaciół. Każdy pomału dochodził, ostatnia okazała się być Arian, które na tydzień wzięła aż 5 walizek. P
Przed lotniskiem czekała na nich taksówka, która od razu miała zawieść ich do hotelu 
Le Bristol Paris. Wszystkie dziewczyny miały jeden wspólny pokój, i chłopcy również. Wszystko zapowiadało się niesamowicie.
Rosie gdy tylko weszła do pokoju od razu poszła na pierwsze lepsze łóżko aby chociaż odrobinkę odetchnąć.
- Powiem wam moje drogie że hotel całkiem ładny, i pokoje również.- powiedziała Ewa zajmując kolejne łóżko.
- Popatrz jaki mamy nieziemski widok z okna.- powiedziała Ariana, odchylając okno.
- Wieża Eiffla.- powiedziała Ewa, podchodząc do swojej młodszej siostry.
- Całkiem, całkiem.- Ariana wymawiając te słowa, była w całkiem radosnym nastroju.
- Ariana..pożyczyłabyś mi jakąś sukienkę na wieczór ?- zapytała Rose spoglądając na przyjaciółkę.
- Pewnie, ale po co ?- dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę, zaskoczona jej pytaniem.
- Marco zaprosił mnie na kolację wieczorem.- powiedziała i spojrzała tym razem na Ewe i uśmiechnęła się do niej.
- Na takie coś, potrzebne jest coś więcej niż zwykła sukienka.- Ariana spojrzała na siostrę i obie kiwnęły głową, co oznaczało zgodę.
- Nie rozumiem.- powiedziała.
- Zakupy. Idziemy na zakupy moja droga.- powiedziała Ewa z uśmiechem pokazując jej swoją kartę kredytową.
- Żartujecie...- Rosie spojrzała na nie, tak jakby widziała przed sobą dwie wariatki.
- Nie...Ja też idę wieczorem na kolację z Erickiem. I też potrzebuję czegoś olśniewającego.- powiedziała z uśmiechem.
- No dobra. Poddaję się.- powiedziała wstając z łóżku. Już po 10 minutach cała 3 była gotowa.
Poszły do najlepszego centrum handlowego w Paryżu, a to za sprawą tego że Ewa już wcześniej była z Łukaszem w Paryżu.
Weszły do pierwszego sklepu i się zaczęło. Po godzinie, w końcu Ariana znalazła dla siebie coś naprawdę odpowiedniego. Czarna sukienka, podkreślająca jej talię i idealne dodatki sprawiły że będzie wyglądała cudownie. Po bardzo długich poszukiwaniach, przymierzeniu 15 sukienek, w końcu i Rose znalazła coś w czy czuła się niesamowicie. Również czarna sukienka, czarne szpilki i zwykła kopertówka tego samego koloru.
- Obie wyglądacie wspaniale.- powiedziała Ewa przyglądając się im obu.
- A ty nicz4ego dla siebie nie szukasz ? - zapytała Rosie patrząc na Ewę.
- Nie...Łukasz nigdzie mnie nie zaprosił.- powiedziała patrząc na czubki swoich butów.
- To chociaż pokaż mu co stracił.- powiedziała Ariana patrząc na swoją siostrę.
- Macie rację.- powiedziała biorąc do ręki sukienkę której przyglądała się już 15 minut. 
- I jak ??- zapytała wychodząc z przebieralni.
- Wyglądasz wspaniale.- Ariana, powiedziała siedząc już w normalnym stroju, z resztą tak samo jak Rose.
- Zgadzam się z przed mówcą.- Rose podeszła i przytuliła się do Ewy.
- Co ja bym bez was zrobiła ? Ogromnie się cieszę, że cały czas teraz przy mnie jesteście. - Ewie po twarzy spływały kolejno pojedyncze kropelki.
- To dzięki tobie tu jesteśmy. Pamiętaj o tym.- powiedziała Ariana, mocniej przytulając obie dziewczyny.
- Wiem, i dziękuje wam za wszystko.- powiedziała Rose.
***
Była już gotowa, tylko jeszcze nie wiedziała na co. Poprawiła sukienkę jeszcze raz, przejrzała się w lustrze jeszcze raz. W pokoju była tylko ona. Ewa poszła z Łukaszem do hotelowej restauracji, Ariana i Erick poszli zwiedzać miasto. Teraz była ich kolej. Marco ubrany w garnitur, uczesany i dopracowany w każdym calu, był gotowy iść po nią już pół godziny przed godziną na którą się umówili. Rose natomiast wykorzystała każdą minutę tak aby wyglądać perfekcyjnie tego wieczoru.
Równo o godzinie 19:00 , Marco stał już przed drzwiami do pokoju w którym znajdowała się Reus.
19:01 zapukał i jego oczom ukazała się dziewczyna ,którą od pierwszego wejrzenia pokochał na zabój. Nie mógł oderwać od niej wzroku, wyglądała jak najpiękniejsza na świecie rzeźba, której bał się dotknąć.
- Wyglądasz cudownie. Naprawdę cudownie Rose.- wydusi z siebie tylko te słowa i zaczął podziwiać jej przepiękne nogi, następnie talię, której powinny zazdrościć jej wszystkie kobiety.
- Dziękuje Marco. Ty również wyglądasz wspaniale.- powiedziała. Uwielbiała widzieć go w garniturze. Wtedy wydawał się jej najprzystojniejszym facetem na całej ziemi.
- Zapraszam cię.- powiedział nagle przyciągając ją do siebie. Na hotelowym holu nie było nikogo, przycisnął ją do ściany i zaczął wędrować rękami po całym jej ciele. Ich języki jakby związane w tańcu, ich ciała tak zgrane. Reus nie chciał tego przestawać, ale usłyszał czyjeś kroki, i pomału zaczął oddalać się od swojej ukochanej. Rosie była zaskoczona jego zachowaniem, ale podobało się jej.
- Chodźmy.- powiedział chwytając ją za rękę, gdy ta zamknęła pokój. Następnie w recepcji oboje oddali klucze i ruszyli zwiedzać tak cudowne miasto, jakim jest Paryż. Rose nigdy nie była w Paryżu, to było jedno z jej marzeń, zobaczyć miasto miłości, bo przecież z tego słynęła stolica Francji. Tu było normalne to , że wszędzie można było spotkać zakochane pary.
- Przepraszam.- Rose spojrzała na niego.
- Za co mnie przepraszasz ?- Marco spojrzał na nią zaskoczony.
- Za moje zachowanie, na lotnisku. - powiedziała idąc z nim ramię w ramię, nie puszczając jego dłoni.
- Już o tym zapomniałem. Przez chwilę zastanawiałem się co zrobiłem źle, ale potem mi przeszło.- powiedział całując ją w skroń.
- Naprawdę przepraszam. Wkurzyłam się trochę, bo Ariana i Erick są taką cudowną i prawdziwą parą i tak dalej. Przepraszam Marco.-patrzy cały czas do przodu, nie chciała patrzeć teraz w jego oczy.
- Nic nie szkodzi.- powiedział zatrzymując ją i przytulając ją do siebie.
- Czy ty naprawdę mnie kochasz ?- zapytała patrząc w jego brązowe tęczówki.
- Oczywiście, że tak. Jak mogłabyś myśleć inaczej? Jesteś wszystkim co mam, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nie byłbym sobą gdybym cię stracił. Nie chcę abyś myślała inaczej, nie chcę. Po prostu odkąd tylko cię zobaczyłem, poczułem , że nie jesteś taka jak wszystkie. Jest w tobie coś takiego co mnie przyciąga, i nie chce aby się odczepił.- wymówił te słowa z uwielbieniem, w jej oczach pojawiły się łzy, a na ustach zagościł uśmiech. Po raz pierwszy to ona dotknęła go swoimi wargami, ale nie tak zwyczajnie. Z ogromnym pożądaniem. Ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. W końcu przerwała, spojrzała jeszcze raz w jego oczy i powiedziała...
- Marco..ja nie wierze, że to się dzieje naprawdę.- powiedziała, całując go po raz kolejny. 
- Spójrz co widzę.- powiedział przerywając pocałunek.
- Co ?- zapytała odwracając się w tym samym kierunku.
- Chodź.- powiedział i pociągnął ją w kierunku wieży Eiffla.
Zbliżał się wieczór, na ulicę Paryża wyszli wszyscy zakochani, w tym para z Dortmundu. Marco ciągnął Rose w kierunku najromantyczniejszego miejsca w Paryżu.
- Tu jest wspaniale.- powiedziała idąc za nim.
- Od dzisiaj to jest nasze miejsce.- zatrzymał się i przyciągnął ją do siebie powtórnie. Ich ciała pracowały w idealnej harmonii.
- Muszę ci coś powiedzieć...- powiedział przerywając pocałunek.
- O co chodzi ?- zapytała przegryzając dolną wargę.
- Nie jestem dobry w te całe romantyczne głupoty.- pogłaskał ją po policzku.
- Masz szczęścia, bo ja jestem.- przyciągnęła go do siebie, za marynarkę i zaczęła ją rozpinać. Ten oparł ją o ścianę kamienicy i zbliżył się na tyle na ile mu pozwoliła.
- Chodźmy do hotelu proszę.- powiedziała przerywając.
- Chodźmy. - powiedział i pociągnął ją w kierunku w którym przyszli.
Po około 15 minutach byli w tym samym hotelu w którym byli już zarejestrowani. 
- Poproszę apartament małżeński z szampanem w środku.- powiedział do mężczyzny siedzącego za biurkiem recepcji.
- Proszę bardzo.- podał mu kluczyk a Reus tylko skinął głową i ruszył do windy razem z ukochaną.
Gdy tylko weszli do pokoju, Marco od razu rzucił ja na łóżko. Ta zdjęła jego marynarkę a następnie koszulę. Ich pocałunki były jeszcze bardziej romantyczniejsze niż przedtem. Z każdym dotykiem, byli coraz bliżej siebie.
- Kocham Cię.- powiedział między pocałunkami.
- Chcę tego najbardziej na świecie.- powiedziała rozpinając guzik od jego spodni.
- Jesteś pewna ?- zapytał patrząc jej w oczu.
- Niczego bardziej nie pragnę jak tego.- powiedziała a ten zdjął z niej sukienkę. Ręką błądził po jej ciele, a gdy dotarł do tego miejsce, nie zatrzymała go. Chciała tego, wiedziała że wtedy ich więź będzie jeszcze silniejsza...
C.D.N

OD AUTORKI : 
Rozdział będzie ukazywał się co tydzień tak jak obiecałam, i mam zamiar dotrzyma słowa <3
Mam nadzieję że ten rozdział wam się spodoba, bo na przykład ja bardzo go lubię <3
CZEKAM NA KOMENTARZE I DO ZOBACZENIA <3

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 8

 Ser­ce jest słabe i zmien­ne, łak­nie tyl­ko miłości i nie ma nic gor­sze­go, niż uczy­nić je włas­nym mistrzem.

    Stała w garderobie, przed lustrem i starała się dobra idealną kreację na dzisiejszy wieczór. Marco zaprosił ją do najdroższej i najbardziej ekskluzywnej restauracji w Dortmundzie.
    Na razie miała na sobie tylko dres, który założyła aby czuć się swobodnie, tak jak lubiła najbardziej.
    Usiadła na środku garderoby, oparła czoło o kolana i po prostu zamknęła oczy. Nie mogła się wyobrazić w żadnej z tych sukienek. Zastanawiała się nad tym jakby chciała wyglądać, po prostu nie widziała się dzisiaj w niczym. Z reguły miała do tego dar, do wybierania ciuchów dla siebie i dla innych, ale dzisiaj jej wena była po prostu wyłączona.
    Usłyszała kroki, spojrzała na kobietę.
- Co ci ??- Ewa uśmiechnęła się do niej i usiadła obok.
- Nie mogę....nie mogę po prostu nie mogę.- powiedziała do niej, w kącikach oczu było widać gromadzące się tam łzy.
- Słoneczko..posłuchaj. Jeszcze z nikim nigdy nie byłaś umówiona na randkę i ja to doskonale rozumiem..ale w końcu dostałaś swoją szansę ,dlatego musisz ją wykorzystać..jak najlepiej tylko potrafisz..niestety nie ma Ariany. Pojechała gdzieś tam z Erickiem i niestety jestem tylko ja i Sara. Łukasz też gdzieś pojechał..więc aniołku tylko ja ci mogę pomóc.- Ewa przytuliła ją najdelikatniej jak tylko potrafiła.
- Dziękuję że jesteś.- Rosie pocałowała ją w policzek.
- No o bierzemy się do roboty.- Ewa wstała z podłogi jako pierwsza. Podeszła do odtwarzacza i nacisnęła przycisk włączający muzykę. Od razu z głośników poszła muzyka, jako pierwsza poleciała piosenka MAGIC - Rude.
  Rose chyba od godziny przymierzała sukienki.
Na początku...było katastrofalnie. Ale z czasem, wszystko zaczynało nabierać sensu.
- Może to ??- zapytała Ewa podając kolejny zestaw Rosie. 
- Chyba sukienka, będzie prezentowała się lepiej...nie uważasz ??- Rose odłożyła zestaw na wielką stertę ciuchów.
- No dobrze...ale jaki kolor ?? Czerwony, niebieski ? - zapytała patrząc na kolejne sukienki.
- Chyba postawie na klasyk..czyli albo biała, albo czarna.- powiedziała stając obok niej i przeglądając następne kreacje.
- Podoba ci się ??- zapytała biorąc czarna sukienkę w ręce.
- Szukajmy dalej.- powiedziała Ewa biorąc następną czarną sukienkę w ręce.- A ta ? 
- Nie...nie podoba mi się.- powiedziała Rosie.
- No dobra..mam jedną sukienkę na wyjątkowe okazje, ale jak ci się nie spodoba, to się poddaję.- powiedziała Ewa i podeszła do ostatniej szafy. Wyjęła czarne szpilki, a razem z nimi, zwykłą, najzwyklejsza czarno białą sukienkę, z przedłużanym tyłem i idealnie dopasowanym biustem.
- Skąd wiedziałaś?- zapytała biorąc sukienkę w swoje delikatne, patyczkowate dłonie.
- To jest moja ulubiona sukienka. - powiedziała Ewa z uśmiechem podając jej sukienkę.
- O matko...nie mogę tego wziąć.- Rose patrzyła na nią i od razu chciała zwrócić ją właścicielce.
- Kochana, nie martw się...na mnie już jest za mała. Ale jak jest dobra na ciebie to bierz ją śmiało.- powiedziała z uśmiechem do dziewczyny.
- Ewa...ja nie...nie wiem jak ci się odwdzięczę.- Rose położyła sukienkę delikatnie i od razu rzuciła się na siostrę swojej przyjaciółki.
- Nie ma za co. W zamian chce porządną kawę jak będziesz miała czas.- powiedziała  Ewa z uśmiechem.
- Jesteś cudowna.- powiedziała po raz kolejny tuląc się nadal do Polki.
***
Od pół godziny stała przed lustrem i wpatrywała się sama w siebie. Jej zachowanie nie było dziwne, w sumie to nawet zrozumiałe. Jej pierwsza randka w życiu, pierwszy chłopak na którym naprawdę jej zależy.
- A ty co robisz ?- zapytał Łukasz zachodząc ją od tyłu. Ta o mało co się nie wywaliła o własne buty.
- Łukasz do cholery.- krzyknęła spoglądając wkurzona na Polaka.
- Paczam jak ty ładnie wyglądasz moja droga. W końcu idziesz na randkę z kolegą z mojej drużyny i z jednym z moich lepszych kumpli.- powiedział uśmiechając się do niej.
- No dobrze. Przepraszam..po prostu mnie przestraszyłeś.- powiedziała siadając delikatnie w pożyczonej od Ewy sukience.
- A masz coś na sumieniu ?- zapytał z uśmiechem do dziewczyny.
- Nie..tylko..no może kilka rzeczy.- powiedziała po dłuższej chwili.
- Jeśli chcesz możesz mi powiedzieć. Oczywiście jeśli chcesz.- powiedział Łukasz.
- Dziękuje.- powiedziała z uśmiechem do chłopaka.
- Nie ma sprawy. Miłej zabawy. A tak w ogóle wyglądasz jak moja żona gdy była młodsza.- powiedział z uśmiechem otwierając jej drzwi.
- Naprawdę ?- zapytała zaskoczona takim porównaniem.
- Naprawdę.- powiedział nie zdejmując z twarzy radości.
- Dzięki.- Rose zeszła po schodach jako pierwsza, w tym samym czasie w drzwiach ukazał się Marco, ubrany w zwykłe trampki nike, czarne spodnie, koszule i marynarkę w tym samym kolorze.
- Marco. - wymówiła jego imię i uśmiechnęła się naprawdę szczerze.
- Rose...wyglądasz przepięknie.- powiedział te słowa nie odrywając od niej wzroku. W sumie to wszyscy domownicy się na nią patrzyli, nie jak na eksponat w muzeum ale jak na coś naprawdę pięknego.
- Dziękuje. Ty również prezentujesz się nie nagannie.- powiedziała zbliżając się do niego na jak najbliższą odległość. 
- Idziemy ? - zapytał łapiąc ją za rękę.
- Oczywiście.- poszła za nim, jednocześnie machając Ewie i Łukaszowi.
Po chwili byli już sami we dwójkę, szli ku samochodowi Reus'a. Rosie cały czas trzymała go za rękę, on też jej nie puszczał. Gdy doszli do auta, Reus jak na dżentelmena przystało otworzył drzwi najpierw swojej towarzyszce a następnie ruszył ku drzwiom prowadzącym na fotel kierowcy. W samochodzie było ciepło. Odkąd weszli nikt nie powiedział ani słowa, jechali w kompletnej ciszy. Piosenkę lecąca w radiu sprawiła że nie było wcale aż tak cicho. W końcu jedno z nich postanowiło przerwać niezręczną ciszę.
- Chcesz jechać teraz do restauracji czy dopiero za jakąś godzinę..dwie?- zapytał Marco zerkając na nią ukradkiem.
- Jak chcesz. Dla mnie to nie ma różnicy.- powiedziała patrząc na niego.
- No to najpierw pojedziemy do restauracji a potem zabiorę cię w pewno miejsce.- powiedział z uśmiechem skręcając pod jedną z  najlepszych restauracji w Dortmundzie.
 - Zapraszam.- powiedział wysiadając z auta jako pierwszy. Od razu ruszył ku drzwiom pasażera.
Po chwili oboje znowu złapani za ręce ruszyli ku wejściu do restauracji.
***
Kolacja była nie z tej ziemi, dla obojga. Nie rozmawiali zbyt wiele ale atmosfera była całkiem miła. Wszyscy patrzyli się na nich przez całą kolację. W sumie Rosie spodziewała się tego. Jak mogła myśleć że uda się jej uniknąć czegoś takiego. Marco był gwiazdą. Gdziekolwiek by nie pojechali byli skazani na wzrok innych ludzi. Marco Reus, on nie jest zwykłym facetem, jest piłkarzem wysokiej klasy którego kochały całe Niemcy , a tym bardziej Dortmund.
Znowu siedzieli w aucie. Rose podziwiała wszystko co było za oknem, natomiast Marco starał się jak najczęściej patrzeć na nią. Wydawało się jej że od czasu do czasu się w nią wpatruje ale nie sądziła że robił to tak często.
- Gdzie jedziemy ?- zapytała patrząc na niego i w końcu przerywając te niezręczną między nimi ciszę. 
- Zaraz będziemy na miejscu.- powiedział Marco, łapiąc ją za rękę.
- Mam się bać ?- zapytała z uśmiechem.
- Nie musisz. Spodoba ci się.- powiedział uśmiechając się do niej. W tym samym momencie skręcił w polną drogę prowadzącą do lasu. Słońce było jeszcze na niebie, chodź było już po 19, był blisko zachodu, ale jeszcze dzielnie się trzymał na niebie. Marco wyszedł z auta, zatrzymując się pod jednym z drzew przy drodze.
- Mogę prosić ?- zapytał podchodząc do jej już otwartych drzwi, wyciągnał do niej prawą dłoń i uśmiechnął się tak że w kącikach ust pojawiły mu się zauważone już wcześniej przez nią, dołeczki.
- Marco..gdzie jesteśmy ?- zapytała chwytając jego dłoń.
- Na pewno poza Dortmundem.- powiedział z uśmiechem i ruszył ku tyłom auta, do bagażnika.
- Co ty robisz ?- zapytała zaskoczona.
- Załóż te buty.- powiedział podając jej, jej własne buty.
- Skąd...ty..ale jak ?- zapytała zaskoczona.
- Od początku chciałem tu przyjechać, dlatego Ewa pomogła mi się przygotować.- powiedział z uśmiechem.
- A..H...A.- powiedziała nadal troszeczkę zaskoczona całą tą sytuacją.
- Przepraszam. Powinien wcześniej uprzedzić cię o moich zamiarach. Nie chciałem robić czegoś banalnego. Chciałem cię zaskoczyć.- powiedział całując ją w skroń.
- Nie powiem udało ci się.- powiedziała całując go w policzek.
Miał racje nie tego się spodziewała. Myślała że to będzie zwykła, najzwyklejsza na świecie randka. Zwykła tak już nudząca się restauracja i spacer po parku albo kino, ale nie wyjazd do lasu. Nie spodziewała się niczego szczególnego, prócz owadów i spotkania jakiegoś zwykłego lisa, wilka czy jelenia.
Zmieniła buty i ruszyła za Reus'em. Szli trzymając się za ręce, jak zwykle oboje w ciszy. Nagle Marco skręcił a dziewczyna nie mając wyjścia podążała za nim. 
- O matko.- powiedziała patrząc na to co miała przed sobą.
- Podoba ci się ?-zapytała, przyciągając ją do siebie.
- Miałeś racje że mi się spodoba.- powiedziała przytulając się do jego klatki piersiowej.
- Ale to nie jest jeszcze to miejsce. To tylko mała zapowiedź tego co czeka nas w środku lasu.- powiedział Marco, całując ją tym razem nie w skroń tylko w czoło.
- Naprawdę ?- zapytała idąc dalej, tam gdzie kierowały ją drzewa.
- Mam nadzieję że ci się spodoba.- powiedział z uśmiechem puszczając ją nieco do przodu.
- Skąd znasz to miejsce ??- Rosie zapytała odwracając się w jego stronę i idąc tyłem.
- Moja mama mnie tu kiedyś przywiozła. Zabłądziliśmy jadąc do babci. Samochód się popsuł i jakoś musieliśmy się odnaleźć. Szliśmy przez trzy dni. Powiem ci ,że jeszcze nigdy nie miałem tak dosyć przyrody jak po tych 3 dniach. Potem wracałem tu kilka razy ale zawsze byłem sam. Zawsze aż do teraz.- powiedział patrząc na nią.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś ? To miejsce twoje i twojej mamy. Nie powinnam tu być Marco. Dlaczego jej tu ni wziąłeś ? Przecież była by szczęśliwa że pamiętasz o takich rzeczach. Spędzili byście tu cudowne chwile. - Rose podeszła do niego, złapała go za rękę i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Chciałbym ją tu wziąć ale to jest nierealne. Ona....ona nie żyje. W zeszłym roku zginęła w wypadku samochodowym. Jechała do pracy.- zobaczyła że w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Natychmiast się do niego przytuliła.
- Rozumiem. Kochanie wiem co czujesz.- powiedziała Rose przytulając go nadal czule, delikatnie.
- Jak możesz to czuć. Ty nie straciłaś matki.- te słowa sprawiły że Rose poczuła ukłucie i złość zarazem.
- Masz racje. Nie straciłam matki. Straciłam oboje rodziców...- Marco spojrzał na nią zaskoczony.
- Jak to ? Rose...ja..- patrzył na nią pogrążony w żalu.
- Skąd mogłeś wiedzieć ? Nikt tego nie wie prócz Ariany. Mojego ojca nie pamiętam. Podobno umarł na raka gdy miałam 5 lat. A matko...oddała mnie do psychiatryka gdy miałam 14 lat. Od tamtej pory śni mi się prawie co noc. Nienawidzę jej. Po tym co zrobiła powinna wylądować w piekle.- powiedziała Rose idąc cały czas przed siebie.
- Moją mamę pamiętam doskonale. Była miła, delikatna i czuła. Troszczyła się o mnie i o mojego młodszego brata. Ojciec się nami nie interesuje. Mieszka w Ameryce. Znany miliarder bla bla bla. Nie pamiętam go za dobrze. Nie wszystkim się powodzi.- powiedział Reus idąc ramię w ramię z Rosie.
- Wszyscy mówili że przed tym jak mnie poznałeś byłeś zimny jak lód, nie potrafiłeś okazywać uczuć, nie potrafiłeś rozmawiać. Co się stało że ze mną jakoś się dogadujesz ? Nie wydajesz mi się zimny a tym bardziej egoistyczny. - Rose patrzyła na niego takim delikatnym wzrokiem.
- Nie wiem. Jakoś spędzanie z tobą czasu, próbowanie zwrócić twojej uwagi i to wszystko sprawiły że teraz potrafię rozmawiać z ludźmi, potrafię mówić o swoich uczuciach. Nie rozumiem tego, ale cieszę się że cokolwiek się zmieniło.- powiedział łapiąc ja po raz kolejny tego dnia za rękę.
- Marco...daleko jeszcze ?- zapytała z uśmiechem. Złość jej minęła. Rozumiała go, dlatego tak szybko jej przeszło.
- Jeszcze z pół kilometra i będziemy na miejscu. - powiedział cały czas patrząc na nią.
- Marco...mogę cię o coś zapytać.- jej ton głosu nie był zbyt pewny, w sumie to bała się zadać mu to pytanie.
- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz.- Reus szedł przed siebie, teraz nawet na nią nie zerknął.
- Jesteś na mnie zły, za to że ci nie powiedziałam że umiem grać w piłkę ?- zapytała.
- Nie. Znaczy na początku byłem zły, bo mi nie powiedziałaś. Ale z czasem...stwierdziłem że to całkiem fajnie.- na jego twarzy pojawił się uśmiech, nie spojrzał na nią ale widziała że się uśmiechnął. Chwile jeszcze szli w zupełnej ciszy. Gdy w końcu Marco poprosił ją aby zamknęła oczy. W sumie to niczego wielkiego się nie spodziewała. Ale to co ujrzało, sprawiło że w piersiach straciła dech.
 - Marco....tu jest przepięknie.- powiedziała patrząc na niego.
- Chcesz wskoczyć do wody ?- zapytał z uśmiechem, zdejmując z siebie najpierw marynarkę a następnie koszulę którą miał pod spodem.
- Jesteś pewien ?- zapytała martwiąc się że ktoś ich zobaczy, ale po chwili przypomniało się jej że są na kompletnym pustkowiu.
Zdjęła sukienkę, ale w bieliźnie została.
- Jak chcesz możesz też i to zdjąć.- powiedział do niej i puścił jej oczko. Sam został w samych bokserkach.
- Nie bądź taki do przodu. - powiedziała i pomału zanurzała się w jeziorze. Widoki były niesamowite. Pogoda dopisywała, woda miała około 10 stopni a było to jeszcze wczesna jesień.
Ruszyła się spokojnie, w końcu była na tyle głęboko że nie mogła dotknąć dna. Nie była wysoka, miała niespełna 1.70 wzrostu.
- Pomogę ci.- powiedział i wziął ją na ręce. Na początku trochę się zlękła ale potem było całkiem przyjemnie. Jego dotyk sprawiał że czuła się kochana, że czuła się wielbiona w jakimś tam stopniu.
- Rosie....- zaczął a ta mu przerwała.
- Naprawdę nazywa się Rozalia a nie Rose.- powiedziała uciekając od niego wzrokiem.
- Rozalia...nawet nie przyszło mi to do głowy.- jego głos był delikatny, za każdym razem delikatniejszy gdy wymawiał jej imię.
- Nie znasz mnie....więc nie rozumiem dlaczego się we mnie zakochałeś. powiedziała ni stąd ni zowąd.
- Sam tego nie rozumiem. Nie wiem dlaczego to się stało. Myślałem że jesteś taka jak wszystkie ,za pierwszym razem kiedy cię ujrzałem. Ale z każda chwilą, z każdym dniem zrozumiałem że jesteś czymś więcej niż wszystko.- powiedział i pocałował ją w szyję.
- Znamy się zaledwie dwa tygodnie.- powiedziała przerywając tak cudowną chwilę. Miała rację, znali się zaledwie dwa tygodnie.
- Wiem, ale i tak czuję się tak, jakbym znał cię całe życie.- powiedział powtarzając gest.
- Marco. Ja......jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, a tym bardziej nie byłam w takim związku. Nie uważasz że to wszystko dzieję się za szybko ? Nie powinniśmy chociaż odrobinkę się jeszcze wstrzymać z tym wszystkim ? - zapytała przerywając jego czułości. Teraz oboje patrzyli sobie w oczy.
- Tak uważasz ? Chcesz tego ?- zapytał delikatnie, ani odrobinkę nie podniósł tonu głosu.
- Myślę że powinniśmy trochę zwolnić Marco.- powiedziała delikatnie tak samo jak on. - Nie chodzi że nic do ciebie nie czuję, ale....po prostu nie chce aby nasz związek rozpędzał się do takiego stopnia. - jej mina mówiła jednocześnie o jej przerażeniu i o tym jak jest w tej chwili poważna
- Rozumiem.- znowu na nią spojrzał tak czule, nie było widać że jest rozczarowany.
- Cieszę się.- powiedziała i tym razem to ona go pocałowała. - Idziemy na plaże ??
- Chodź.- powiedział i ruszył w kierunku brzegu.
Szedł delikatnie, nadal trzymając ją na rękach. Puścił ją dopiero wtedy gdy oboje byli już na piasku otaczającym niesamowicie piękne jezioro.
Włożył swoja koszulę, a ona pomału zaczęła wkładać sukienkę. Gdy oboje byli już gotowani, Marco pocałował ją po raz kolejny tego cudownego wieczoru. Nie można im było zarzucić że ich wcześniejsza rozmowa nie dojdzie do skutku. Oboje w tym momencie tego chcieli. Ona, rozkochała go w sobie, a on po prostu marzył żeby się do niej zbliżyć.
- Chodźmy już do auta.- powiedziała po raz trzeci odpychając go od siebie, ale on nie dość że był silniejszy to jeszcze ona sama na to pozwala.
- Chodźmy.- powiedział gdy ta odepchnęła go powtórnie z uśmiechem na ustach.
Jakoś w tę stronę szło im się o wiele szybciej niż wtedy gdy szli do tego cudownego miejsca. Był już wieczór, coś koło godziny 21. Oboje mieli zajęcia na następny dzień, Rose musiała iść załatwić kilka spraw na mieście, a Reus miał trening o których chyba zapomniał.
W końcu doszli do auta. Oboje cały czas trzymali się za ręce. To był niesamowity obrazek. Rose chciała iść do drzwi pasażera, ale Reus ją powstrzymał. 
Podniósł ją i posadził na masce swojego auta. Zbliżył swoje usta do jej ust i stało się to co działo się przez dłuższy czas. Nie dawał za wygraną, chciał dotknąć każdego kawałka jej ciała. Ona chodź starała się mu to uniemożliwić na wiele sposobów, w końcu niestety się poddała. Marco dotykał, albo inaczej, starał się dotknąć jej najbardziej intymne miejsca, ale gdy czuł że dziewczyna się wzdryga od razu przestawał. Wiedział że jest to bardzo intymna strefa, dlatego nie chciał na razie naruszać tej strefy. Każdy ich pocałunek stawa się coraz bardziej śmiały, co raz to bardziej namiętny. Obojgu się to podobało. Żadne z nich nie chciało przestawać, i w końcu to Rose sprawdziła Marco na ziemie.
- Z tobą nie można negocjować, a tym bardziej ustalać jakichkolwiek zasad.- powiedziała z uśmiechem na ustach, seksownie przegryzając wargę co skłaniało go jeszcze bardziej.
- Nie mów że tego nie chcesz.- powiedział w końcu.
- Masz rację. Chcę tego, ale miałam nadzieję że dasz mi czas aby jeszcze raz to przemyśleć.- powiedziała sama całując go tym razem. Był o znak, że teraz nie ma miedzy nimi żadnych zasad. Marco wiedział co to oznacza. W końcu wykorzystał tak upragnioną przez niego sytuację.
***
OD AUTORKI : 
Hej wszystkim, dawno mnie tu nie było, wiem. Ale mam nadzieję że ten niezwykle długo wyczekiwany przez was rozdział zadowolił kogokolwiek. Osobiście uważam, że wyszedł mi całkiem nieźle i jest bardzo z tego zadowolona. Oczywiście nie myślcie sobie, że to wszystko tak łatwo się potoczy. Nie powiem namieszam tu jeszcze raz a porządnie. 
POZDRAWIAM WSZYSTKICH KTÓRZY TO PRZECZYTALI <3 
OCZEKUJE NA JAKIEŚ KOMENTARZE I WYBACZCIE ŻE TAK DŁUGO.
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ ZA TYDZIEŃ, TEŻ COŚ KOŁO NIEDZIELI WIĘC MAM NADZIEJĘ ŻE BĘDZIECIE CZEKAĆ. 
POZDROWIENIA MIŚKI :* 
P.s. : Rozdział będzie ukazywał się co tydzień w weekend. 
BUZIAKI <3  



wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 7

Sen to ideal­ny przykład jak łat­wo człowiek pot­ra­fi trwać w sta­nie fałszu nie odróżniając prawdy.

Obudziły ją promienie słońca. Otworzyła oczy, ale nie czuła się zmęczona, a nawet można by rzec, że była wręcz wypoczęta. Po wczorajszych wrażeniach, było jej bardzo trudno zasnąć. Przekręciła się na bok i spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu. Zobaczyła sms'a z treścią "Kocham Cię" od Marco. Uśmiechnęła się ale stwierdziła że pewnie już czeka na nią na dole, więc szybko się ogarnęła. Weszła do swojej garderoby i poszukała jakieś normalnych ubrań. Znalazła szarą bluzę, biały top i czarne rurki, vansy wzięła jako pierwsze lepsze buty.  Związała włosy w zwykłego kucyka.
Szybko ogarnęła swój pokój, i z wielką radością zbiegł na dół.
- Dzień Dobry wszystkim.- powiedziała wchodząc do kuchni. Ku jej zaskoczeniu nikogo tam nie było. Od razu ruszyła w kierunku tarasu prowadzącego na ogródek. To zaskakujące ile osób może być codziennie około 9 rano, w domu Łukasza Piszczka. Była większa cześć drużyny razem z partnerkami, a nie którzy nawet z dziećmi. Przeszła przez drzwi balkonowe i od razu ruszyła w kierunku Ewy Piszczek, która w tym momencie dokładała rzeczy na stół.
- Cześć Ewuniu. - powiedziała podchodząc do kobiety.
- Rose....już wstałaś.- powiedziała podchodząc do niej i całując w czoło jak swoją córkę.
- No tak. A co...mam sobie iść ??- zapytała zaskoczona jej słowami.
- Nie....przepraszam. Jestem nie wyspana. Sara nie dała mi spać.- powiedziała patrząc na córkę która świetnie bawiła się z dziećmi innych piłkarzy.- A tak w ogóle jak było wczoraj w kinie ?? Wydarzyło się coś ciekawego o czym powinnam wiedzieć ? - śmiesznie poruszyła oboma wargami, od razu Rose wiedziała że ona wie co się stało.
- Już wiesz ??- spytała z uśmiechem zakrywając lekko usta, tylko tak aby ją słyszała.
- Marco dzwonił wczoraj do Łukasza. Podsłuchałam trochę rozmowy. Gratulacje.- powiedziała przytulając się do dziewczyny.
- Dziękuje. Widziałaś Ariane ?? Muszę z nią pogadać i przeprosić, że ostatnio ją zaniedbywałam. - zapytała rozglądając się w koło w poszukiwaniu dziewczyny.
- Jest w kuchni. Przynajmniej powinna być, przed chwilą widziałam jak wchodziła.- puściła jej oko, a ta od razu poszła w poszukiwaniu najlepszej przyjaciółki. Zastała ją w kuchni, kładła kanapki na tace.
- Hej.- powiedziała podchodząc do dziewczyny.
- Cześć.- zignorowała ją, znaczy taki miała zamiar.
- Wiem że jesteś na mnie zła. Przepraszam. Ariana ja nie chciałam cię skrzywdzić. Wiesz że jesteś dla mnie najważniejsza.- Rozalia podeszła do niej, położyła jej dłoń na ramieniu.
- Przecież wiesz, że nie umiem się na ciebie złościć. Ja też ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką. Zostawiałam cię często, ale to dlatego, że chciałam abyś w końcu zapomniała o tym wszystkim co cię spotkało. Ja mam siostrę na której mogę polegać w jakimś tam stopniu. A ty nie masz nikogo. Rosie ja nie chciałam abyś czuła się samotna. Wiesz o tym. Znam cię jak mało kto, i wiem że nie powinnaś czuć się sama. Kocham cię i ty dobrze o tym wiesz. Jesteś dla mnie najważniejsza na całym świecie. - powiedziała podchodząc do niej i przytulając ją do siebie.
- Mam chłopaka, podobno.- Rozalia wypowiedziała jej te słowa do ucha.
- Czekaj no niech zgadnę....Marco Reus.- powiedziała z uśmiechem na ustach.
- Skąd......??
- Ewa mi powiedziała. No wiesz jako siostry nie powinnyśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic. - powiedziała patrząc na nią i puszczając jej oczko, z resztą tak samo jak jej siostra.
- Jesteś najlepsza.- Rose schowała twarz w jej włosach, kiedy się do niej przytuliła.
- Wiem. Ale dziękuje.- wypowiedziała ta słowa i spojrzała przyjaciółce prosto w oczy.- Bądź szczęśliwa, a jak zrobi ci krzywdę to obiecuję że zrobię mu taką krzywdę że żadna laska już nigdy na niego nie spojrzy. - i uśmiechnęła się na końcu.
- Dziękuje. Wiesz że dzisiaj jest ten mecz ?- Rose puściła ją i pomogła jej zanieść rzeczy na zewnątrz.
- Gwiazdy kontra fani...wiem Erik mnie zaprosił. Chyba mu się podobam.- powiedziała spoglądając na Durma w czasie w którym rozmawiał z kumplami z drużyny. Marco był w śród nich i uśmiechał się szeroko.
- Ja nie wierzę.....
- W co ??- Ariana spojrzała na Reus'a a potem na przyjaciółkę.
- W to że z nim chodzę. Przecież to jest jakaś pomyłka. Taki przystojny, mądry, sławny, słodki, uroczy i rozważny jak on i taka zwykła szara myszka jak ja. I to jeszcze z psychiatryka. Przecież to jest nie dorzeczne. - Rose cały czas na niego patrzyła ale on jej chyba nie zauważył.
- Pasujecie do siebie jak dwie krople wody. - powiedziała spoglądając na te dwójkę prawie cały czas, a to na nią a to na niego.
- Niby z którego punktu widzenia ?- Rose patrzyła na nią zaskoczona jej wypowiedzią.
- Jesteście do siebie bardzo podobni. Wiesz że podobno, to dzięki tobie jest teraz taki uśmiechnięty. Łukasz mi mówił, że wcześniej był zamknięty w sobie, taki ponury. A to wszystko po tym jak jego była dziewczyna go zdradziła z jednym z najlepszych kumpli. Nie trenował, nie chciał spotykać się z przyjaciółmi. Dopiero po tej nocy w klubie, zaczął żyć jak nowo narodzony. Zaczął się uśmiechać, spotykać z ludźmi. Jego morale znacznie podskoczyły a to wszystko przez ciebie.
- Przeze mnie ?? - zapytała zaskoczona wskazując na siebie.
- Jak to się mówi " By­wają w życiu chwi­le, których ból da­je się zmie­rzyć do­piero po je­go przeżyciu, i wówczas dzi­wi nas, iż zdołaliśmy go znieść." On właśnie taki jest, przeżył coś i nawet nie wie że zdołał go znieść a to wszystko dzięki tobie. - powiedziała spoglądając na niego.
- Nawet nie wiedziałam ,że coś takiego się wydarzyło. Nie mówił nic. Ja nie....
- Jest tak zapatrzony w ciebie, że zapomniał o tym co kiedyś się wydarzyło. Każda laska na świecie, chciałaby takiego chłopaka.- powiedziała opierając się o Rose, a ta tak była zapatrzona w Reus'a że nawet tego nie poczuła.
- Dziękuje ci.- powiedziała całując przyjaciółkę w policzek.
- Za co ??- zapytała zaskoczona.
- Za to że jesteś. - odskoczyła od przyjaciółki i ruszyła w stronę dzieci, przy których stała grupa piłkarzy, z Reus'em w towarzystwie.
- Rosie.- krzyknęła mała Sara Piszczek zbliżając się do dziewczyny.
- Cześć mała.- powiedziała Rose podnosząc małą na ręce.
- Pobawisz się z nami. Proszę.- zapytała wskazując na inne dzieci. Na przykład na małego Sahina, albo na Oliwie Błaszczykowską.
- Kochanie....- usłyszała głos Marco za swoimi plecami.
- Wujek Marco. On się z nami pobawi.- krzyknęła mała a ja zaczęłam się śmiać.
- Może później. Teraz porywam Rose na chwilę.- powiedział łapiąc ją za rękę, ale mała nie dawała za wygraną.
- Byłam pierwsza. Co najwyżej mogę ci ją pożyczyć. Ale za drobną opłatą.- powiedziała machając rączkami i wtulając się w klatkę piersiową Rosie.
- Ty mała......
- Sara chodź do mnie.- powiedziała Ariana, biorąc ją od Rose.- Ja się z wami pobawię.- dodała puszczając oko dwójce przyjaciół którzy się na nią patrzyli. Rosie wiedziała że Ariana nienawidzi się bawić z małymi dziećmi i że zrobiła to tylko dla niej.
- Dziękuje.- Rose powiedziała do niej cicho i ruszyła za Marco. Postanowili że razem pójdą do jej pokoju aby w spokoju porozmawiać. Usiadła na łóżku a on obok jej. Włączyła cicho muzykę i wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Marco......- chciała coś powiedzieć ale była w stanie wymówić tylko jego imię.
- Tak ?? - zapytał patrząc na nią.
- Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie..- zerknęła na niego, ale nadal leżał na jego torsie.
- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz.- powiedział całując ją w czoło.
- Co się zmieniło odkąd pierwszy raz mnie zobaczyłeś ? Znaczy bo słyszałam wiele historii i no wiesz...nie dawno byłeś inny. Wszyscy mówią że zmieniłeś się przeze mnie. To prawda ??- patrzyła na niego i widziała jego minę.
- Zanim cię zobaczyłem.- zaczął i złapał ją za rękę.- Moje życie nie miało zbyt wielkiego sensu. Miłość mojego życia, zdradziła mnie z moim najlepszy kumplem. Znaczy byłym, bo teraz już się do niego nie odzywam. Nie byłbym w stanie udawać że wszystko jest okej. A kiedy ciebie ujrzałem..- przerwał aby oprzeć się o ścianę i lepiej ją widzieć. - W moim życiu coś się zmieniło. Poczułem małą iskierkę w moim sercu, iskierkę nadziei że jeszcze wszystko się ułoży. Poznałem cię i z czasem zacząłem się cieszyć z tego co mam. Dziękuje ci że jesteś. - powiedział i pocałował ją.
- Marco..ja jeszcze nigdy....ja....- zaczęła ale on jej przerwał.
- Wiem i powiem ci że to jest najmniej istotne. Liczysz się tylko ty i nic innego się nie liczy. - Marco był blisko niej, czuła jego oddech, bicie jego serca. To było coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyła.
- Dlaczego ja ??- zapytała patrząc mu w oczy.
- Sam tego nie wiem. Ale ciesze się że to właśnie ty Rose. - wymówił jej imię z takim uwielbieniem, z podziwem.
- Kocham cię.- wymówiła te słowa i tym razem, to ona pocałowała go jako pierwsza.
***
Wszyscy byli już gotowi do największego wydarzenie w tym tygodniu. Mecz gwiazdy kontra fani. Każdy z obecnych przed stadionem dziwił się ,że to właśnie piłkarze Borussii Dortmund wymyślili coś takiego. Każdy z piłkarzy musiał wybrać przynajmniej dwie osoby jedną znaną a drugą nie. Marco wybrał swoją dziewczynę i jakiegoś młodego chłopaka który znajdował się pod stadionem kiedy akurat przechodzili. Każdy z piłkarzy z głównej "11" , którą wybrał sam Jurgen Klopp , tak uwielbiany przez wszystkich trener, mógł wybrać dwie osoby, a reszta w tym po prostu nie uczestniczyła. Jak sama nazwa wskazuje " Mecz gwiazdy kontra fani "  okazał się tak pełnym emocji wydarzeniem że wszystkie bilety rozeszły się w 4 dni.
Rose cały czas nie mogła w uwierzyć w to co właśnie się działo. Każdy przechodzień patrzył na nią i na Reus'a którzy trzymali się za rękę.  Ich grupa szła za nimi, a był tam nie tylko Piszczek z małżonką ale i reszta kolegów z ich drużyny. Oczywiście były tam też partnerki piłkarzy i Ariana wraz z Durmem który było widać że wpadł jej w oko.
- Rose...ty umiesz grać w piłkę nożną ??- zapytał Hummels, podchodząc do niej.
- Szczerze...nie wiem. Grałam jak byłam mała, taki karzełek z metr trzydzieści wzrostu. Nie wiem. Ale zostałam poproszona to się zgodziłam.- powiedziała uśmiechając się do Niemca.
- Już nie mogę się doczekać żeby cię zobaczyć w akcji. - Mats spojrzał na Marco a potem się wrócił.
- Żebyś się nie zdziwił.- powiedziała i spojrzała na swoją przyjaciółkę która uśmiechnęła się do niej.
W ośrodku psychiatrycznym, dziewczyny często grały w piłkę. Rose zawsze najlepiej szło ze wszystkich. Było tak wiele osób w ich wieku, którzy uwielbiali ten sport. Był tam też pewien chłopak imieniem Kamil który grał kiedyś w akademii Legii Warszawa, można by powiedzieć że był najlepszy, ale zawsze ktoś potrafił go kiwać tak że zapomniał w którą stronę jest jego pokój. Tylko Rozalia tak umiała, a to wszystko dlatego że jako małe dziecko, grała z tatą bardzo często. Za nim jeszcze zginął w wypadku, to chyba było najbardziej przykre w całym jej życiu. Macocha teraz była jej tylko największym koszmarem sennym , a tak to było najprzykrzejszym wydarzeniem jakie miało miejsce w jej krótkim, normalnym do pewnego czasu życiu. Przez dwa lata Rozalia grała w nogę w drużynie. Za nim jeszcze dostała się do psychiatryka. To była jej ucieczka od codziennych problemów. Ale odkąd tylko dostała się do psychiatryka obiecywała sobie że z tym skończy w każdy możliwy sposób, i do pewnego czasu jej się to udawało. Aż do nie dawna kiedy znowu zaczęła kopać piłkę ale bez wiedzy jej najlepszej przyjaciółki. Ariana wolała inne sporty, takie jak ręczna czy siatkówka. Rose została przy swojej cichej pasji i teraz znowu zacznie to traktować na poważnie. Nie tylko dlatego że mieszka z piłkarzem ale też dlatego że jej chłopak kocha ten sport ponad wszystko i również zaskakuje tym piłkarski świat.
***
Mecz miał rozpocząć się za równo pół godziny. Obie dziewczyny bo tak samo Rose jak i Ariana były gotowe na to co je zaraz spotka.
- Powiedziałaś mu ??- Ariana zapytała ją, łapiąc za ramię.
- Niby o czym ??- Rose spojrzała na nią zaskoczona, chodź podejrzewała o co jej chodzi.
- O tym.- powiedziała podając jej piłkę Adidasa do rąk.
- Jeszcze nie.- powiedziała kładąc ją tam skąd wzięła ją jej przyjaciółka.
- Raczej na pewno si do myśli jak zobaczy cię dzisiaj na boisku.- Ariana wyszła przez drzwi jako pierwsza i ruszyła w stronę murawy, Rose szła równo z nią.
- Najpierw będę udawała że nie umiem, dopiero jak strzelą nam pierwsza bramkę wezmę się do roboty.- Rose spojrzała na nią tłumacząc swoje zamiary.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł, z ich szczęściem strzelą nam bramkę pod koniec drugiej połowy.- Ariana z uśmiechem pierwsza wyszła na murawę.
- To przez pierwsze 20 minut, będę udawała że nie umiem grać.- Rose rzuciła w nią piłką a potem kopnęła te która stawała jej na drodze, ku jej zaskoczeniu piłka z 30 metrów wpadła do bramki Romana Weidenfellera. - Cholera.- powiedziała pod nosem.
- Ty to było całkiem niezłe. Teraz na pewno nikt nie zauważył że nie umiesz GRAĆ !!- krzyknęła tak żeby do niej dotarło.
- Ja pierdziele.- powiedziała i już więcej nie kopnęła żadnej piłki aż do rozpoczęcia meczu.
***
Chyba to nie było zaskoczeniem że drużyna Borussii już po pierwszych 15 minutach objęła prowadzenie. Ariana cały czas patrzyła na swoją koleżankę aż do czasu gdy na zegarze wybiła 20 minuta gry.
- No to do roboty.- Rose wymówiła te słowa sama do siebie. Pierwszą jej przeszkodą było to że to piłkarze Borussii mieli piłkę, i co najgorsze jej chłopak był teraz przy niej. Starała się nie zwrócić na ten moment na to uwagi. Ale gdy w końcu dostała piłkę  w końcu coś się zaczęło dziać. Rozkręciła
się z każdą chwilą. Na nic nie zwracała uwagi tylko na to co jest pod jej nogą i na to jak bardzo za tym tęskniła. Z każdą chwilą czuła się coraz pewniej i coraz bliżej była aby strzeli bramkę, z Piszczkiem bawiła się jak z małym dzieckiem, oczywiście w przenośni.
Wszyscy patrzyli na nią zaskoczeni jej tak naglą zmianą. W końcu gdy drużyna fanów wyrównała na 1:1, był gwizdek na przerwę. Ariana jak najszybciej podbiegła do swojej przyjaciółki.
- To była niesamowite.- zaczęła ją chwalić. - Jak ty to zrobiłaś ??
- Nie wiem, tak jakoś się udało. - Rose uśmiechnęła się do niej szeroko.
Wszyscy byli pod wielkim szokiem jej umiejętności. W końcu znowu wrócili na boisko, gdy tylko Rose wyszła z szatni, brawa tak ogłuszyła cały stadion, było słychać jej imię. Wszyscy krzyczeli głośno i donośnie "Rose" co ją bardzo zaskoczyło.
***
W końcu mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Borussii. To chyba nie zdziwiło nikogo, wręcz przeciwnie wszyscy bardzo to przeżywali. Pod koniec chyba każdy myślał że dla odmiany wygrają fani ,a to tylko za sprawa jednej osoby. Rose chyba podbiła serca wszystkich osób na stadionie, gdy ona była przy piłce wrzawa na trybunach była jeszcze większa.
- Pokochali cię.- powiedziała Ariana wychodząc za przyjaciółką z szatni, oczywiście po tym jak zebrała od wszystkich gratulacje.
- Nie wierzę. Przecież grałam jak zwykle.- Rose zobaczyła Marco który czekał na nią razem ze sowimi kumplami z drużyny.
- Kłamczucha.- krzyknął na nią Mats.
- No weź. Nie umiem grać.- powiedziała podchodząc na Marco i całując go w policzek.
- Nie umiem grać, ale bramki strzelać to już tak. Wbiłaś nam dwie bramki zza pola karnego. Weź się nie ośmieszaj....Jesteś niesamowita.- powiedział Mats podchodząc do niej aby przybić z nią tak zwanego żółwika.
- Dzięki. -powiedziała i przytuliła się do Marco. Gdy reszta odeszła od nich kawałek, ta zatrzymała się i zaraz za sobą zatrzymała Reus'a.
- Jesteś na mnie zły ??- zapytała widząc jego minę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?? - Marco spojrzał na nią.
- Bo nie sądziłam że jestem taka dobra. Kiedyś grałam, ale to było kiedyś. Musiałam coś robić żeby kompletnie nie oszaleć. - powiedziała zbliżając się do niego. - Przepraszam. Wiedziałam że powinnam ci powiedzieć ale....nie potrafiłam. Zapomniałam o tym.
- Kocham cię.- powiedział i po raz kolejny tego dnia ją pocałował.

C.D.N

O to przedstawiam wam kolejny rozdział w moim wykonaniu. Powiem wam że jestem z niego całkiem zadowolona i mam nadzieję że wy również. Minęło trochę czasu od ostatniego dodania, ale mam nadzieję że mi to darujecie.
POZDRAWIAM I OCZEKUJE NA KOMENTARZE <3



Obserwatorzy