niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 9

I właśnie te­raz... Tak, te­raz... Te­raz pot­rze­buję cze­goś lub ko­goś kto obudzi we mnie życie... 

Wszystko było już w walizkach. Rosie siedziała na łóżku przeglądając swoje zdjęcia w telefonie. Zatrzymała się na zdjęciu, swoim i Ariany. Po raz kolejny rozmyślała na temat ich znajomości, przyjaźni która trwała już tyle lat.
Zawsze na myśl o tym wszystkie co je łączyło, przypominał jej się dzień w którym Ariana po raz pierwszy pojawiła się w ośrodku.

Weszła do swojej sali po skończonej terapii. To było dziwne bo w pokoju było zapalone światło, i nie był pusty tak jak powinien być. Na środku leżały walizki, całkiem sporo ich było. Na zwykle pustym łóżku, siedziała dziewczyna. Oczy miła podkrążone, jakby nie spała z tydzień, oba nadgarstki były owinięte bandażem. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć że jest to dziewczyna po przejściach, Rosie na myśl przypomniała się dziewczyna która kiedyś tutaj była, wyglądała dokładnie tak samo, jak ta teraz i była po próbie samobójczej. Patrzyła się na nią, jak na jakiegoś dziwoląga. Dziewczyna nawet nie podniosła wzroku, na dźwięk tego że ktokolwiek wchodzi do sali. 
- Kim jesteś ?- Rose zapytała jako pierwsza, stanęła na środku i spojrzała na dziewczynę. 
- Nazywam się Ariana.- powiedziała podnosząc wzrok. 
- Rozalia Fray , ale dla przyjaciół Rose. - powiedziała podchodząc do niej. 
- Miło mi.- powiedziała nie spuszczając wzroku z Rosie. 
- Wygląda na to, że będziemy współlokatorkami.- Rose uśmiechnęła się do dziewczyna, a ta tylko wygięła usta na coś w podobieństwie do uśmiechu. 
- Na to wychodzi.- Ariana oparła głowę na swoich kolanach i spojrzała na nadgarstki. 
- Boli cię ?- Rose zapytała patrząc w to samo miejsce co ona. 
- Nie cięłaś się nigdy ?- Ariana spojrzała na nią zaskoczona. 
- Nie. Jakoś się nie złożyło.- Rose, usiadła obok niej na łóżku.- Co się stało ? 
- Moje siostry twierdzą , że zwariowałam. Dlatego tu jestem. W nikim nie mam oparcia. A siostra która traktowała mnie w miarę po ludzku, wyprowadziła się ze swoim nowym chłoptasiem do Niemiec.- Ariana spojrzała w oczy Rose. Zobaczyła w nich iskierkę zrozumienia, co sprawiło że troszeczkę się rozluźniła. - A ty co tu robisz ? 
- Moja chora matka mnie tu wysłała. Znaczy nie tyle co matka, a macocha. Nie wiem co to ma znaczyć, ale jakoś szczególnie nie wnikałam. Jestem tu już od 2 lat. To mogę nazwać swoim domem, tak jakby. Jakbyś chciała papierosa, ale jakieś nowe ciuchy to powiedź. Postaram się je załatwić. Mam już swoje dojścia.- Rose położyła jej dłoń na ramieniu. 
- Widzę właśnie. To najnowsze buty jakie są teraz dostępne.- powiedziała patrząc się na jej buty jak i cały strój.
- Jeśli byś coś chciała, to powiedź.- Rose uśmiechnęła się do niej i poszła na swoje łóżko które było naprzeciwko. 
- Przecież nawet mnie nie znasz.- powiedziała Ariana patrząc zaskoczona. 
- No i co z tego ? Nie dość że teraz będziemy współlokatorkami to może jeszcze się coś między nami urodzi.- powiedziała z uśmiechem wariaki. 
- Nie mów że jesteś homo...- powiedziała Ariana błagalnym tonem, jednocześnie patrząc na swoje vansy. 
- Pojebało ? Chodziło mi o przyjaźń. Sorki ale nawet jeśli bym była homo to nie jesteś w moim typie.-  Rose uśmiechnęła się jak szaleniec w laboratorium który knuje swój własny plan. 
- No wiesz co ?? Dzięki.- powiedziała ironicznie, pierwszy raz śmiejąc się głośniej niż Rose.- W sumie, z tą przyjaźnią to nawet spoko pomysł.
- Mam nadzieję że się jakoś wspólnie dogadamy.- powiedziała Rosie. 

Od tamtej pory, nic i nikt nie był w stanie ich rozłączyć aż do teraz. Ustawiła zdjęcie na tapetę i schowała telefon do tylnej kieszeni swoich spodni, i ostatni raz przed wyjściem ogarnęła to co miała na sobie.Nie czuła się jakoś specjalnie, wręcz przeciwnie. Wyjazd do Paryża, sprawił że dziewczynie po raz to kolejny cokolwiek wywołało na twarzy uśmiech.
Wzięła rączkę od walizki w rękę i ruszyła, w stronę drzwi. Wiedziała kto na dole będzie na nią czekał, więc jeszcze przed wyjściem poprawiła włosy i błyszczykiem przejechała po ustach po raz kolejny. Założyła na szyję swoje ulubione słuchawki i puściła piosenkę której mogłaby słuchać w kółko.
***
You're the light, you're the night
You're the color of my blood
You're the cure, you're the pain
You're the only thing I wanna touch
Never knew that it could mean so much, so much -
słowa cały czas chodziły jej po głowię.

W samolocie, było tak jak zwykle, no może prócz tego że obok niej siedział Marco który nie mógł oderwać od niej wzroku. Udawała że go nie widzi, i próbowała wyrzucić wszystkie myśli związane z nim, ale nie mogła. W końcu nie wytrzymała, spojrzała na niego. Patrzyli sobie prosto w oczy. Rose uśmiechnęła się trochę nie pewnie, a Marco złapał ją za rękę i ani na sekundę nie oderwał wzroku od jej tęczówek.
- Nigdy nie chciałem więcej, dopóki nie poznałem ciebie. - wymówił cytat z książki " Pięćdziesiąt Twarzy Greya". Nie wiedział że to była jedna z jej ulubionych książek. 
- Odkąd pojawiłeś się w moim życiu, już nigdy nie będę taka jak dawniej. - to również był cytat z tej serii, ale te słowa wymówiła szczerze. Marco nic nie powiedział, tylko patrzył. Rose przestała na niego patrzeć, wyjrzała na okno ogromnego samolotu. W głowie cały czas miała obraz jego nieziemskich oczu. 
- Rosie...- wymówił jej imię z taką delikatnością. 
- Tak ?- zapytała spoglądając na niego po raz kolejny. 
- Czy mogłabyś, oczywiście gdy już wylądujemy, pójść ze mną na kolacje wieczorem ?- zapytał. 
- Z wielką chęcią.-Rose pocałowała go w policzek. 
- Cieszę się.- powiedział. 
- Marco..czy moglibyśmy porozmawiać ? - spojrzała na niego. 
- Zawsze kiedy tylko zechcesz kochanie.- Marco pocałował ją w czoło.- O co chodzi ? 
- Drodzy Pasażerowie, mówi wasz kapitan. Proszę zapiąć pasy, zbliżamy  się do lądowania. Za oknem mogą państwo już podziwiać panoramę Paryża.- oboje usłyszeli z głośników głos kapitana. 
- Porozmawiamy wieczorem.- Rose uśmiechnęła się do niego. 
- Jak sobie życzysz.- Marco, cały czas patrzył na nią, tak jakby chciał poznać każdy detal jej twarzy, ciała. 
Dalej oboje byli w kompletnej ciszy, cały czas jednak trzymali się za ręce. Każdy w samolocie patrzył na dwójkę zakochanych. Marco tak samo jak i Rose, wyszedł z samolotu w tym samym czasie, a tuż za nim i Rose, wyszła kolejna para jaką tworzyli Erick wraz z Arianą. Oni bardziej wyglądali na zakochanych. W samolocie jak i poza nim nie mogli się od siebie odkleić. Nie o to chodzi że się obściskiwali, cały czas byli w tuleni do siebie, jakby jedno jak i drugie bało się ,że będą musieli się rozdzielić i już nigdy więcej nie zobaczyć. Rose patrząc na swoją przyjaciółkę, zazdrościła jej takiego chłopaka. 
- Co jest Rosie ?- zapytała Ewa podchodząc do co dziwne, do samej Rose. 
- Nic. Znaczy...nie ważne.- powiedziała uśmiechając się do przyjaciółki. 
- Na pewno ?- Ewa położyła jej rękę na ramieniu i wpatrywała się w dziewczynę. 
- Tak. Dziękuje.- powiedziała i odwróciła się w kierunku prowadzącym do ogromnego hangaru na lotnisku. Szybko poczuła na sobie dotyk, potem perfumy których zawsze używał.
- W porządku ?- zapytał tym razem Marco. 
- Tak. Wszystko w porządku.- powiedziała i ruszyła zostawiając blondyna w tyle. Nie rozumiała co się dzieję, przecież to ona go od siebie odpychała cały czas. Zawsze uważała, że nie zasłużyła na to co było dobre, a to co złe się jej należało, dlatego teraz nie potrafiła docenić tego co ma. 
Wzięła wszystkie swoje walizki, i czekała na resztę swoich przyjaciół. Każdy pomału dochodził, ostatnia okazała się być Arian, które na tydzień wzięła aż 5 walizek. P
Przed lotniskiem czekała na nich taksówka, która od razu miała zawieść ich do hotelu 
Le Bristol Paris. Wszystkie dziewczyny miały jeden wspólny pokój, i chłopcy również. Wszystko zapowiadało się niesamowicie.
Rosie gdy tylko weszła do pokoju od razu poszła na pierwsze lepsze łóżko aby chociaż odrobinkę odetchnąć.
- Powiem wam moje drogie że hotel całkiem ładny, i pokoje również.- powiedziała Ewa zajmując kolejne łóżko.
- Popatrz jaki mamy nieziemski widok z okna.- powiedziała Ariana, odchylając okno.
- Wieża Eiffla.- powiedziała Ewa, podchodząc do swojej młodszej siostry.
- Całkiem, całkiem.- Ariana wymawiając te słowa, była w całkiem radosnym nastroju.
- Ariana..pożyczyłabyś mi jakąś sukienkę na wieczór ?- zapytała Rose spoglądając na przyjaciółkę.
- Pewnie, ale po co ?- dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę, zaskoczona jej pytaniem.
- Marco zaprosił mnie na kolację wieczorem.- powiedziała i spojrzała tym razem na Ewe i uśmiechnęła się do niej.
- Na takie coś, potrzebne jest coś więcej niż zwykła sukienka.- Ariana spojrzała na siostrę i obie kiwnęły głową, co oznaczało zgodę.
- Nie rozumiem.- powiedziała.
- Zakupy. Idziemy na zakupy moja droga.- powiedziała Ewa z uśmiechem pokazując jej swoją kartę kredytową.
- Żartujecie...- Rosie spojrzała na nie, tak jakby widziała przed sobą dwie wariatki.
- Nie...Ja też idę wieczorem na kolację z Erickiem. I też potrzebuję czegoś olśniewającego.- powiedziała z uśmiechem.
- No dobra. Poddaję się.- powiedziała wstając z łóżku. Już po 10 minutach cała 3 była gotowa.
Poszły do najlepszego centrum handlowego w Paryżu, a to za sprawą tego że Ewa już wcześniej była z Łukaszem w Paryżu.
Weszły do pierwszego sklepu i się zaczęło. Po godzinie, w końcu Ariana znalazła dla siebie coś naprawdę odpowiedniego. Czarna sukienka, podkreślająca jej talię i idealne dodatki sprawiły że będzie wyglądała cudownie. Po bardzo długich poszukiwaniach, przymierzeniu 15 sukienek, w końcu i Rose znalazła coś w czy czuła się niesamowicie. Również czarna sukienka, czarne szpilki i zwykła kopertówka tego samego koloru.
- Obie wyglądacie wspaniale.- powiedziała Ewa przyglądając się im obu.
- A ty nicz4ego dla siebie nie szukasz ? - zapytała Rosie patrząc na Ewę.
- Nie...Łukasz nigdzie mnie nie zaprosił.- powiedziała patrząc na czubki swoich butów.
- To chociaż pokaż mu co stracił.- powiedziała Ariana patrząc na swoją siostrę.
- Macie rację.- powiedziała biorąc do ręki sukienkę której przyglądała się już 15 minut. 
- I jak ??- zapytała wychodząc z przebieralni.
- Wyglądasz wspaniale.- Ariana, powiedziała siedząc już w normalnym stroju, z resztą tak samo jak Rose.
- Zgadzam się z przed mówcą.- Rose podeszła i przytuliła się do Ewy.
- Co ja bym bez was zrobiła ? Ogromnie się cieszę, że cały czas teraz przy mnie jesteście. - Ewie po twarzy spływały kolejno pojedyncze kropelki.
- To dzięki tobie tu jesteśmy. Pamiętaj o tym.- powiedziała Ariana, mocniej przytulając obie dziewczyny.
- Wiem, i dziękuje wam za wszystko.- powiedziała Rose.
***
Była już gotowa, tylko jeszcze nie wiedziała na co. Poprawiła sukienkę jeszcze raz, przejrzała się w lustrze jeszcze raz. W pokoju była tylko ona. Ewa poszła z Łukaszem do hotelowej restauracji, Ariana i Erick poszli zwiedzać miasto. Teraz była ich kolej. Marco ubrany w garnitur, uczesany i dopracowany w każdym calu, był gotowy iść po nią już pół godziny przed godziną na którą się umówili. Rose natomiast wykorzystała każdą minutę tak aby wyglądać perfekcyjnie tego wieczoru.
Równo o godzinie 19:00 , Marco stał już przed drzwiami do pokoju w którym znajdowała się Reus.
19:01 zapukał i jego oczom ukazała się dziewczyna ,którą od pierwszego wejrzenia pokochał na zabój. Nie mógł oderwać od niej wzroku, wyglądała jak najpiękniejsza na świecie rzeźba, której bał się dotknąć.
- Wyglądasz cudownie. Naprawdę cudownie Rose.- wydusi z siebie tylko te słowa i zaczął podziwiać jej przepiękne nogi, następnie talię, której powinny zazdrościć jej wszystkie kobiety.
- Dziękuje Marco. Ty również wyglądasz wspaniale.- powiedziała. Uwielbiała widzieć go w garniturze. Wtedy wydawał się jej najprzystojniejszym facetem na całej ziemi.
- Zapraszam cię.- powiedział nagle przyciągając ją do siebie. Na hotelowym holu nie było nikogo, przycisnął ją do ściany i zaczął wędrować rękami po całym jej ciele. Ich języki jakby związane w tańcu, ich ciała tak zgrane. Reus nie chciał tego przestawać, ale usłyszał czyjeś kroki, i pomału zaczął oddalać się od swojej ukochanej. Rosie była zaskoczona jego zachowaniem, ale podobało się jej.
- Chodźmy.- powiedział chwytając ją za rękę, gdy ta zamknęła pokój. Następnie w recepcji oboje oddali klucze i ruszyli zwiedzać tak cudowne miasto, jakim jest Paryż. Rose nigdy nie była w Paryżu, to było jedno z jej marzeń, zobaczyć miasto miłości, bo przecież z tego słynęła stolica Francji. Tu było normalne to , że wszędzie można było spotkać zakochane pary.
- Przepraszam.- Rose spojrzała na niego.
- Za co mnie przepraszasz ?- Marco spojrzał na nią zaskoczony.
- Za moje zachowanie, na lotnisku. - powiedziała idąc z nim ramię w ramię, nie puszczając jego dłoni.
- Już o tym zapomniałem. Przez chwilę zastanawiałem się co zrobiłem źle, ale potem mi przeszło.- powiedział całując ją w skroń.
- Naprawdę przepraszam. Wkurzyłam się trochę, bo Ariana i Erick są taką cudowną i prawdziwą parą i tak dalej. Przepraszam Marco.-patrzy cały czas do przodu, nie chciała patrzeć teraz w jego oczy.
- Nic nie szkodzi.- powiedział zatrzymując ją i przytulając ją do siebie.
- Czy ty naprawdę mnie kochasz ?- zapytała patrząc w jego brązowe tęczówki.
- Oczywiście, że tak. Jak mogłabyś myśleć inaczej? Jesteś wszystkim co mam, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nie byłbym sobą gdybym cię stracił. Nie chcę abyś myślała inaczej, nie chcę. Po prostu odkąd tylko cię zobaczyłem, poczułem , że nie jesteś taka jak wszystkie. Jest w tobie coś takiego co mnie przyciąga, i nie chce aby się odczepił.- wymówił te słowa z uwielbieniem, w jej oczach pojawiły się łzy, a na ustach zagościł uśmiech. Po raz pierwszy to ona dotknęła go swoimi wargami, ale nie tak zwyczajnie. Z ogromnym pożądaniem. Ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. W końcu przerwała, spojrzała jeszcze raz w jego oczy i powiedziała...
- Marco..ja nie wierze, że to się dzieje naprawdę.- powiedziała, całując go po raz kolejny. 
- Spójrz co widzę.- powiedział przerywając pocałunek.
- Co ?- zapytała odwracając się w tym samym kierunku.
- Chodź.- powiedział i pociągnął ją w kierunku wieży Eiffla.
Zbliżał się wieczór, na ulicę Paryża wyszli wszyscy zakochani, w tym para z Dortmundu. Marco ciągnął Rose w kierunku najromantyczniejszego miejsca w Paryżu.
- Tu jest wspaniale.- powiedziała idąc za nim.
- Od dzisiaj to jest nasze miejsce.- zatrzymał się i przyciągnął ją do siebie powtórnie. Ich ciała pracowały w idealnej harmonii.
- Muszę ci coś powiedzieć...- powiedział przerywając pocałunek.
- O co chodzi ?- zapytała przegryzając dolną wargę.
- Nie jestem dobry w te całe romantyczne głupoty.- pogłaskał ją po policzku.
- Masz szczęścia, bo ja jestem.- przyciągnęła go do siebie, za marynarkę i zaczęła ją rozpinać. Ten oparł ją o ścianę kamienicy i zbliżył się na tyle na ile mu pozwoliła.
- Chodźmy do hotelu proszę.- powiedziała przerywając.
- Chodźmy. - powiedział i pociągnął ją w kierunku w którym przyszli.
Po około 15 minutach byli w tym samym hotelu w którym byli już zarejestrowani. 
- Poproszę apartament małżeński z szampanem w środku.- powiedział do mężczyzny siedzącego za biurkiem recepcji.
- Proszę bardzo.- podał mu kluczyk a Reus tylko skinął głową i ruszył do windy razem z ukochaną.
Gdy tylko weszli do pokoju, Marco od razu rzucił ja na łóżko. Ta zdjęła jego marynarkę a następnie koszulę. Ich pocałunki były jeszcze bardziej romantyczniejsze niż przedtem. Z każdym dotykiem, byli coraz bliżej siebie.
- Kocham Cię.- powiedział między pocałunkami.
- Chcę tego najbardziej na świecie.- powiedziała rozpinając guzik od jego spodni.
- Jesteś pewna ?- zapytał patrząc jej w oczu.
- Niczego bardziej nie pragnę jak tego.- powiedziała a ten zdjął z niej sukienkę. Ręką błądził po jej ciele, a gdy dotarł do tego miejsce, nie zatrzymała go. Chciała tego, wiedziała że wtedy ich więź będzie jeszcze silniejsza...
C.D.N

OD AUTORKI : 
Rozdział będzie ukazywał się co tydzień tak jak obiecałam, i mam zamiar dotrzyma słowa <3
Mam nadzieję że ten rozdział wam się spodoba, bo na przykład ja bardzo go lubię <3
CZEKAM NA KOMENTARZE I DO ZOBACZENIA <3

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 8

 Ser­ce jest słabe i zmien­ne, łak­nie tyl­ko miłości i nie ma nic gor­sze­go, niż uczy­nić je włas­nym mistrzem.

    Stała w garderobie, przed lustrem i starała się dobra idealną kreację na dzisiejszy wieczór. Marco zaprosił ją do najdroższej i najbardziej ekskluzywnej restauracji w Dortmundzie.
    Na razie miała na sobie tylko dres, który założyła aby czuć się swobodnie, tak jak lubiła najbardziej.
    Usiadła na środku garderoby, oparła czoło o kolana i po prostu zamknęła oczy. Nie mogła się wyobrazić w żadnej z tych sukienek. Zastanawiała się nad tym jakby chciała wyglądać, po prostu nie widziała się dzisiaj w niczym. Z reguły miała do tego dar, do wybierania ciuchów dla siebie i dla innych, ale dzisiaj jej wena była po prostu wyłączona.
    Usłyszała kroki, spojrzała na kobietę.
- Co ci ??- Ewa uśmiechnęła się do niej i usiadła obok.
- Nie mogę....nie mogę po prostu nie mogę.- powiedziała do niej, w kącikach oczu było widać gromadzące się tam łzy.
- Słoneczko..posłuchaj. Jeszcze z nikim nigdy nie byłaś umówiona na randkę i ja to doskonale rozumiem..ale w końcu dostałaś swoją szansę ,dlatego musisz ją wykorzystać..jak najlepiej tylko potrafisz..niestety nie ma Ariany. Pojechała gdzieś tam z Erickiem i niestety jestem tylko ja i Sara. Łukasz też gdzieś pojechał..więc aniołku tylko ja ci mogę pomóc.- Ewa przytuliła ją najdelikatniej jak tylko potrafiła.
- Dziękuję że jesteś.- Rosie pocałowała ją w policzek.
- No o bierzemy się do roboty.- Ewa wstała z podłogi jako pierwsza. Podeszła do odtwarzacza i nacisnęła przycisk włączający muzykę. Od razu z głośników poszła muzyka, jako pierwsza poleciała piosenka MAGIC - Rude.
  Rose chyba od godziny przymierzała sukienki.
Na początku...było katastrofalnie. Ale z czasem, wszystko zaczynało nabierać sensu.
- Może to ??- zapytała Ewa podając kolejny zestaw Rosie. 
- Chyba sukienka, będzie prezentowała się lepiej...nie uważasz ??- Rose odłożyła zestaw na wielką stertę ciuchów.
- No dobrze...ale jaki kolor ?? Czerwony, niebieski ? - zapytała patrząc na kolejne sukienki.
- Chyba postawie na klasyk..czyli albo biała, albo czarna.- powiedziała stając obok niej i przeglądając następne kreacje.
- Podoba ci się ??- zapytała biorąc czarna sukienkę w ręce.
- Szukajmy dalej.- powiedziała Ewa biorąc następną czarną sukienkę w ręce.- A ta ? 
- Nie...nie podoba mi się.- powiedziała Rosie.
- No dobra..mam jedną sukienkę na wyjątkowe okazje, ale jak ci się nie spodoba, to się poddaję.- powiedziała Ewa i podeszła do ostatniej szafy. Wyjęła czarne szpilki, a razem z nimi, zwykłą, najzwyklejsza czarno białą sukienkę, z przedłużanym tyłem i idealnie dopasowanym biustem.
- Skąd wiedziałaś?- zapytała biorąc sukienkę w swoje delikatne, patyczkowate dłonie.
- To jest moja ulubiona sukienka. - powiedziała Ewa z uśmiechem podając jej sukienkę.
- O matko...nie mogę tego wziąć.- Rose patrzyła na nią i od razu chciała zwrócić ją właścicielce.
- Kochana, nie martw się...na mnie już jest za mała. Ale jak jest dobra na ciebie to bierz ją śmiało.- powiedziała z uśmiechem do dziewczyny.
- Ewa...ja nie...nie wiem jak ci się odwdzięczę.- Rose położyła sukienkę delikatnie i od razu rzuciła się na siostrę swojej przyjaciółki.
- Nie ma za co. W zamian chce porządną kawę jak będziesz miała czas.- powiedziała  Ewa z uśmiechem.
- Jesteś cudowna.- powiedziała po raz kolejny tuląc się nadal do Polki.
***
Od pół godziny stała przed lustrem i wpatrywała się sama w siebie. Jej zachowanie nie było dziwne, w sumie to nawet zrozumiałe. Jej pierwsza randka w życiu, pierwszy chłopak na którym naprawdę jej zależy.
- A ty co robisz ?- zapytał Łukasz zachodząc ją od tyłu. Ta o mało co się nie wywaliła o własne buty.
- Łukasz do cholery.- krzyknęła spoglądając wkurzona na Polaka.
- Paczam jak ty ładnie wyglądasz moja droga. W końcu idziesz na randkę z kolegą z mojej drużyny i z jednym z moich lepszych kumpli.- powiedział uśmiechając się do niej.
- No dobrze. Przepraszam..po prostu mnie przestraszyłeś.- powiedziała siadając delikatnie w pożyczonej od Ewy sukience.
- A masz coś na sumieniu ?- zapytał z uśmiechem do dziewczyny.
- Nie..tylko..no może kilka rzeczy.- powiedziała po dłuższej chwili.
- Jeśli chcesz możesz mi powiedzieć. Oczywiście jeśli chcesz.- powiedział Łukasz.
- Dziękuje.- powiedziała z uśmiechem do chłopaka.
- Nie ma sprawy. Miłej zabawy. A tak w ogóle wyglądasz jak moja żona gdy była młodsza.- powiedział z uśmiechem otwierając jej drzwi.
- Naprawdę ?- zapytała zaskoczona takim porównaniem.
- Naprawdę.- powiedział nie zdejmując z twarzy radości.
- Dzięki.- Rose zeszła po schodach jako pierwsza, w tym samym czasie w drzwiach ukazał się Marco, ubrany w zwykłe trampki nike, czarne spodnie, koszule i marynarkę w tym samym kolorze.
- Marco. - wymówiła jego imię i uśmiechnęła się naprawdę szczerze.
- Rose...wyglądasz przepięknie.- powiedział te słowa nie odrywając od niej wzroku. W sumie to wszyscy domownicy się na nią patrzyli, nie jak na eksponat w muzeum ale jak na coś naprawdę pięknego.
- Dziękuje. Ty również prezentujesz się nie nagannie.- powiedziała zbliżając się do niego na jak najbliższą odległość. 
- Idziemy ? - zapytał łapiąc ją za rękę.
- Oczywiście.- poszła za nim, jednocześnie machając Ewie i Łukaszowi.
Po chwili byli już sami we dwójkę, szli ku samochodowi Reus'a. Rosie cały czas trzymała go za rękę, on też jej nie puszczał. Gdy doszli do auta, Reus jak na dżentelmena przystało otworzył drzwi najpierw swojej towarzyszce a następnie ruszył ku drzwiom prowadzącym na fotel kierowcy. W samochodzie było ciepło. Odkąd weszli nikt nie powiedział ani słowa, jechali w kompletnej ciszy. Piosenkę lecąca w radiu sprawiła że nie było wcale aż tak cicho. W końcu jedno z nich postanowiło przerwać niezręczną ciszę.
- Chcesz jechać teraz do restauracji czy dopiero za jakąś godzinę..dwie?- zapytał Marco zerkając na nią ukradkiem.
- Jak chcesz. Dla mnie to nie ma różnicy.- powiedziała patrząc na niego.
- No to najpierw pojedziemy do restauracji a potem zabiorę cię w pewno miejsce.- powiedział z uśmiechem skręcając pod jedną z  najlepszych restauracji w Dortmundzie.
 - Zapraszam.- powiedział wysiadając z auta jako pierwszy. Od razu ruszył ku drzwiom pasażera.
Po chwili oboje znowu złapani za ręce ruszyli ku wejściu do restauracji.
***
Kolacja była nie z tej ziemi, dla obojga. Nie rozmawiali zbyt wiele ale atmosfera była całkiem miła. Wszyscy patrzyli się na nich przez całą kolację. W sumie Rosie spodziewała się tego. Jak mogła myśleć że uda się jej uniknąć czegoś takiego. Marco był gwiazdą. Gdziekolwiek by nie pojechali byli skazani na wzrok innych ludzi. Marco Reus, on nie jest zwykłym facetem, jest piłkarzem wysokiej klasy którego kochały całe Niemcy , a tym bardziej Dortmund.
Znowu siedzieli w aucie. Rose podziwiała wszystko co było za oknem, natomiast Marco starał się jak najczęściej patrzeć na nią. Wydawało się jej że od czasu do czasu się w nią wpatruje ale nie sądziła że robił to tak często.
- Gdzie jedziemy ?- zapytała patrząc na niego i w końcu przerywając te niezręczną między nimi ciszę. 
- Zaraz będziemy na miejscu.- powiedział Marco, łapiąc ją za rękę.
- Mam się bać ?- zapytała z uśmiechem.
- Nie musisz. Spodoba ci się.- powiedział uśmiechając się do niej. W tym samym momencie skręcił w polną drogę prowadzącą do lasu. Słońce było jeszcze na niebie, chodź było już po 19, był blisko zachodu, ale jeszcze dzielnie się trzymał na niebie. Marco wyszedł z auta, zatrzymując się pod jednym z drzew przy drodze.
- Mogę prosić ?- zapytał podchodząc do jej już otwartych drzwi, wyciągnał do niej prawą dłoń i uśmiechnął się tak że w kącikach ust pojawiły mu się zauważone już wcześniej przez nią, dołeczki.
- Marco..gdzie jesteśmy ?- zapytała chwytając jego dłoń.
- Na pewno poza Dortmundem.- powiedział z uśmiechem i ruszył ku tyłom auta, do bagażnika.
- Co ty robisz ?- zapytała zaskoczona.
- Załóż te buty.- powiedział podając jej, jej własne buty.
- Skąd...ty..ale jak ?- zapytała zaskoczona.
- Od początku chciałem tu przyjechać, dlatego Ewa pomogła mi się przygotować.- powiedział z uśmiechem.
- A..H...A.- powiedziała nadal troszeczkę zaskoczona całą tą sytuacją.
- Przepraszam. Powinien wcześniej uprzedzić cię o moich zamiarach. Nie chciałem robić czegoś banalnego. Chciałem cię zaskoczyć.- powiedział całując ją w skroń.
- Nie powiem udało ci się.- powiedziała całując go w policzek.
Miał racje nie tego się spodziewała. Myślała że to będzie zwykła, najzwyklejsza na świecie randka. Zwykła tak już nudząca się restauracja i spacer po parku albo kino, ale nie wyjazd do lasu. Nie spodziewała się niczego szczególnego, prócz owadów i spotkania jakiegoś zwykłego lisa, wilka czy jelenia.
Zmieniła buty i ruszyła za Reus'em. Szli trzymając się za ręce, jak zwykle oboje w ciszy. Nagle Marco skręcił a dziewczyna nie mając wyjścia podążała za nim. 
- O matko.- powiedziała patrząc na to co miała przed sobą.
- Podoba ci się ?-zapytała, przyciągając ją do siebie.
- Miałeś racje że mi się spodoba.- powiedziała przytulając się do jego klatki piersiowej.
- Ale to nie jest jeszcze to miejsce. To tylko mała zapowiedź tego co czeka nas w środku lasu.- powiedział Marco, całując ją tym razem nie w skroń tylko w czoło.
- Naprawdę ?- zapytała idąc dalej, tam gdzie kierowały ją drzewa.
- Mam nadzieję że ci się spodoba.- powiedział z uśmiechem puszczając ją nieco do przodu.
- Skąd znasz to miejsce ??- Rosie zapytała odwracając się w jego stronę i idąc tyłem.
- Moja mama mnie tu kiedyś przywiozła. Zabłądziliśmy jadąc do babci. Samochód się popsuł i jakoś musieliśmy się odnaleźć. Szliśmy przez trzy dni. Powiem ci ,że jeszcze nigdy nie miałem tak dosyć przyrody jak po tych 3 dniach. Potem wracałem tu kilka razy ale zawsze byłem sam. Zawsze aż do teraz.- powiedział patrząc na nią.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś ? To miejsce twoje i twojej mamy. Nie powinnam tu być Marco. Dlaczego jej tu ni wziąłeś ? Przecież była by szczęśliwa że pamiętasz o takich rzeczach. Spędzili byście tu cudowne chwile. - Rose podeszła do niego, złapała go za rękę i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Chciałbym ją tu wziąć ale to jest nierealne. Ona....ona nie żyje. W zeszłym roku zginęła w wypadku samochodowym. Jechała do pracy.- zobaczyła że w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Natychmiast się do niego przytuliła.
- Rozumiem. Kochanie wiem co czujesz.- powiedziała Rose przytulając go nadal czule, delikatnie.
- Jak możesz to czuć. Ty nie straciłaś matki.- te słowa sprawiły że Rose poczuła ukłucie i złość zarazem.
- Masz racje. Nie straciłam matki. Straciłam oboje rodziców...- Marco spojrzał na nią zaskoczony.
- Jak to ? Rose...ja..- patrzył na nią pogrążony w żalu.
- Skąd mogłeś wiedzieć ? Nikt tego nie wie prócz Ariany. Mojego ojca nie pamiętam. Podobno umarł na raka gdy miałam 5 lat. A matko...oddała mnie do psychiatryka gdy miałam 14 lat. Od tamtej pory śni mi się prawie co noc. Nienawidzę jej. Po tym co zrobiła powinna wylądować w piekle.- powiedziała Rose idąc cały czas przed siebie.
- Moją mamę pamiętam doskonale. Była miła, delikatna i czuła. Troszczyła się o mnie i o mojego młodszego brata. Ojciec się nami nie interesuje. Mieszka w Ameryce. Znany miliarder bla bla bla. Nie pamiętam go za dobrze. Nie wszystkim się powodzi.- powiedział Reus idąc ramię w ramię z Rosie.
- Wszyscy mówili że przed tym jak mnie poznałeś byłeś zimny jak lód, nie potrafiłeś okazywać uczuć, nie potrafiłeś rozmawiać. Co się stało że ze mną jakoś się dogadujesz ? Nie wydajesz mi się zimny a tym bardziej egoistyczny. - Rose patrzyła na niego takim delikatnym wzrokiem.
- Nie wiem. Jakoś spędzanie z tobą czasu, próbowanie zwrócić twojej uwagi i to wszystko sprawiły że teraz potrafię rozmawiać z ludźmi, potrafię mówić o swoich uczuciach. Nie rozumiem tego, ale cieszę się że cokolwiek się zmieniło.- powiedział łapiąc ja po raz kolejny tego dnia za rękę.
- Marco...daleko jeszcze ?- zapytała z uśmiechem. Złość jej minęła. Rozumiała go, dlatego tak szybko jej przeszło.
- Jeszcze z pół kilometra i będziemy na miejscu. - powiedział cały czas patrząc na nią.
- Marco...mogę cię o coś zapytać.- jej ton głosu nie był zbyt pewny, w sumie to bała się zadać mu to pytanie.
- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz.- Reus szedł przed siebie, teraz nawet na nią nie zerknął.
- Jesteś na mnie zły, za to że ci nie powiedziałam że umiem grać w piłkę ?- zapytała.
- Nie. Znaczy na początku byłem zły, bo mi nie powiedziałaś. Ale z czasem...stwierdziłem że to całkiem fajnie.- na jego twarzy pojawił się uśmiech, nie spojrzał na nią ale widziała że się uśmiechnął. Chwile jeszcze szli w zupełnej ciszy. Gdy w końcu Marco poprosił ją aby zamknęła oczy. W sumie to niczego wielkiego się nie spodziewała. Ale to co ujrzało, sprawiło że w piersiach straciła dech.
 - Marco....tu jest przepięknie.- powiedziała patrząc na niego.
- Chcesz wskoczyć do wody ?- zapytał z uśmiechem, zdejmując z siebie najpierw marynarkę a następnie koszulę którą miał pod spodem.
- Jesteś pewien ?- zapytała martwiąc się że ktoś ich zobaczy, ale po chwili przypomniało się jej że są na kompletnym pustkowiu.
Zdjęła sukienkę, ale w bieliźnie została.
- Jak chcesz możesz też i to zdjąć.- powiedział do niej i puścił jej oczko. Sam został w samych bokserkach.
- Nie bądź taki do przodu. - powiedziała i pomału zanurzała się w jeziorze. Widoki były niesamowite. Pogoda dopisywała, woda miała około 10 stopni a było to jeszcze wczesna jesień.
Ruszyła się spokojnie, w końcu była na tyle głęboko że nie mogła dotknąć dna. Nie była wysoka, miała niespełna 1.70 wzrostu.
- Pomogę ci.- powiedział i wziął ją na ręce. Na początku trochę się zlękła ale potem było całkiem przyjemnie. Jego dotyk sprawiał że czuła się kochana, że czuła się wielbiona w jakimś tam stopniu.
- Rosie....- zaczął a ta mu przerwała.
- Naprawdę nazywa się Rozalia a nie Rose.- powiedziała uciekając od niego wzrokiem.
- Rozalia...nawet nie przyszło mi to do głowy.- jego głos był delikatny, za każdym razem delikatniejszy gdy wymawiał jej imię.
- Nie znasz mnie....więc nie rozumiem dlaczego się we mnie zakochałeś. powiedziała ni stąd ni zowąd.
- Sam tego nie rozumiem. Nie wiem dlaczego to się stało. Myślałem że jesteś taka jak wszystkie ,za pierwszym razem kiedy cię ujrzałem. Ale z każda chwilą, z każdym dniem zrozumiałem że jesteś czymś więcej niż wszystko.- powiedział i pocałował ją w szyję.
- Znamy się zaledwie dwa tygodnie.- powiedziała przerywając tak cudowną chwilę. Miała rację, znali się zaledwie dwa tygodnie.
- Wiem, ale i tak czuję się tak, jakbym znał cię całe życie.- powiedział powtarzając gest.
- Marco. Ja......jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, a tym bardziej nie byłam w takim związku. Nie uważasz że to wszystko dzieję się za szybko ? Nie powinniśmy chociaż odrobinkę się jeszcze wstrzymać z tym wszystkim ? - zapytała przerywając jego czułości. Teraz oboje patrzyli sobie w oczy.
- Tak uważasz ? Chcesz tego ?- zapytał delikatnie, ani odrobinkę nie podniósł tonu głosu.
- Myślę że powinniśmy trochę zwolnić Marco.- powiedziała delikatnie tak samo jak on. - Nie chodzi że nic do ciebie nie czuję, ale....po prostu nie chce aby nasz związek rozpędzał się do takiego stopnia. - jej mina mówiła jednocześnie o jej przerażeniu i o tym jak jest w tej chwili poważna
- Rozumiem.- znowu na nią spojrzał tak czule, nie było widać że jest rozczarowany.
- Cieszę się.- powiedziała i tym razem to ona go pocałowała. - Idziemy na plaże ??
- Chodź.- powiedział i ruszył w kierunku brzegu.
Szedł delikatnie, nadal trzymając ją na rękach. Puścił ją dopiero wtedy gdy oboje byli już na piasku otaczającym niesamowicie piękne jezioro.
Włożył swoja koszulę, a ona pomału zaczęła wkładać sukienkę. Gdy oboje byli już gotowani, Marco pocałował ją po raz kolejny tego cudownego wieczoru. Nie można im było zarzucić że ich wcześniejsza rozmowa nie dojdzie do skutku. Oboje w tym momencie tego chcieli. Ona, rozkochała go w sobie, a on po prostu marzył żeby się do niej zbliżyć.
- Chodźmy już do auta.- powiedziała po raz trzeci odpychając go od siebie, ale on nie dość że był silniejszy to jeszcze ona sama na to pozwala.
- Chodźmy.- powiedział gdy ta odepchnęła go powtórnie z uśmiechem na ustach.
Jakoś w tę stronę szło im się o wiele szybciej niż wtedy gdy szli do tego cudownego miejsca. Był już wieczór, coś koło godziny 21. Oboje mieli zajęcia na następny dzień, Rose musiała iść załatwić kilka spraw na mieście, a Reus miał trening o których chyba zapomniał.
W końcu doszli do auta. Oboje cały czas trzymali się za ręce. To był niesamowity obrazek. Rose chciała iść do drzwi pasażera, ale Reus ją powstrzymał. 
Podniósł ją i posadził na masce swojego auta. Zbliżył swoje usta do jej ust i stało się to co działo się przez dłuższy czas. Nie dawał za wygraną, chciał dotknąć każdego kawałka jej ciała. Ona chodź starała się mu to uniemożliwić na wiele sposobów, w końcu niestety się poddała. Marco dotykał, albo inaczej, starał się dotknąć jej najbardziej intymne miejsca, ale gdy czuł że dziewczyna się wzdryga od razu przestawał. Wiedział że jest to bardzo intymna strefa, dlatego nie chciał na razie naruszać tej strefy. Każdy ich pocałunek stawa się coraz bardziej śmiały, co raz to bardziej namiętny. Obojgu się to podobało. Żadne z nich nie chciało przestawać, i w końcu to Rose sprawdziła Marco na ziemie.
- Z tobą nie można negocjować, a tym bardziej ustalać jakichkolwiek zasad.- powiedziała z uśmiechem na ustach, seksownie przegryzając wargę co skłaniało go jeszcze bardziej.
- Nie mów że tego nie chcesz.- powiedział w końcu.
- Masz rację. Chcę tego, ale miałam nadzieję że dasz mi czas aby jeszcze raz to przemyśleć.- powiedziała sama całując go tym razem. Był o znak, że teraz nie ma miedzy nimi żadnych zasad. Marco wiedział co to oznacza. W końcu wykorzystał tak upragnioną przez niego sytuację.
***
OD AUTORKI : 
Hej wszystkim, dawno mnie tu nie było, wiem. Ale mam nadzieję że ten niezwykle długo wyczekiwany przez was rozdział zadowolił kogokolwiek. Osobiście uważam, że wyszedł mi całkiem nieźle i jest bardzo z tego zadowolona. Oczywiście nie myślcie sobie, że to wszystko tak łatwo się potoczy. Nie powiem namieszam tu jeszcze raz a porządnie. 
POZDRAWIAM WSZYSTKICH KTÓRZY TO PRZECZYTALI <3 
OCZEKUJE NA JAKIEŚ KOMENTARZE I WYBACZCIE ŻE TAK DŁUGO.
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ ZA TYDZIEŃ, TEŻ COŚ KOŁO NIEDZIELI WIĘC MAM NADZIEJĘ ŻE BĘDZIECIE CZEKAĆ. 
POZDROWIENIA MIŚKI :* 
P.s. : Rozdział będzie ukazywał się co tydzień w weekend. 
BUZIAKI <3  



wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 7

Sen to ideal­ny przykład jak łat­wo człowiek pot­ra­fi trwać w sta­nie fałszu nie odróżniając prawdy.

Obudziły ją promienie słońca. Otworzyła oczy, ale nie czuła się zmęczona, a nawet można by rzec, że była wręcz wypoczęta. Po wczorajszych wrażeniach, było jej bardzo trudno zasnąć. Przekręciła się na bok i spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu. Zobaczyła sms'a z treścią "Kocham Cię" od Marco. Uśmiechnęła się ale stwierdziła że pewnie już czeka na nią na dole, więc szybko się ogarnęła. Weszła do swojej garderoby i poszukała jakieś normalnych ubrań. Znalazła szarą bluzę, biały top i czarne rurki, vansy wzięła jako pierwsze lepsze buty.  Związała włosy w zwykłego kucyka.
Szybko ogarnęła swój pokój, i z wielką radością zbiegł na dół.
- Dzień Dobry wszystkim.- powiedziała wchodząc do kuchni. Ku jej zaskoczeniu nikogo tam nie było. Od razu ruszyła w kierunku tarasu prowadzącego na ogródek. To zaskakujące ile osób może być codziennie około 9 rano, w domu Łukasza Piszczka. Była większa cześć drużyny razem z partnerkami, a nie którzy nawet z dziećmi. Przeszła przez drzwi balkonowe i od razu ruszyła w kierunku Ewy Piszczek, która w tym momencie dokładała rzeczy na stół.
- Cześć Ewuniu. - powiedziała podchodząc do kobiety.
- Rose....już wstałaś.- powiedziała podchodząc do niej i całując w czoło jak swoją córkę.
- No tak. A co...mam sobie iść ??- zapytała zaskoczona jej słowami.
- Nie....przepraszam. Jestem nie wyspana. Sara nie dała mi spać.- powiedziała patrząc na córkę która świetnie bawiła się z dziećmi innych piłkarzy.- A tak w ogóle jak było wczoraj w kinie ?? Wydarzyło się coś ciekawego o czym powinnam wiedzieć ? - śmiesznie poruszyła oboma wargami, od razu Rose wiedziała że ona wie co się stało.
- Już wiesz ??- spytała z uśmiechem zakrywając lekko usta, tylko tak aby ją słyszała.
- Marco dzwonił wczoraj do Łukasza. Podsłuchałam trochę rozmowy. Gratulacje.- powiedziała przytulając się do dziewczyny.
- Dziękuje. Widziałaś Ariane ?? Muszę z nią pogadać i przeprosić, że ostatnio ją zaniedbywałam. - zapytała rozglądając się w koło w poszukiwaniu dziewczyny.
- Jest w kuchni. Przynajmniej powinna być, przed chwilą widziałam jak wchodziła.- puściła jej oko, a ta od razu poszła w poszukiwaniu najlepszej przyjaciółki. Zastała ją w kuchni, kładła kanapki na tace.
- Hej.- powiedziała podchodząc do dziewczyny.
- Cześć.- zignorowała ją, znaczy taki miała zamiar.
- Wiem że jesteś na mnie zła. Przepraszam. Ariana ja nie chciałam cię skrzywdzić. Wiesz że jesteś dla mnie najważniejsza.- Rozalia podeszła do niej, położyła jej dłoń na ramieniu.
- Przecież wiesz, że nie umiem się na ciebie złościć. Ja też ostatnio nie byłam najlepszą przyjaciółką. Zostawiałam cię często, ale to dlatego, że chciałam abyś w końcu zapomniała o tym wszystkim co cię spotkało. Ja mam siostrę na której mogę polegać w jakimś tam stopniu. A ty nie masz nikogo. Rosie ja nie chciałam abyś czuła się samotna. Wiesz o tym. Znam cię jak mało kto, i wiem że nie powinnaś czuć się sama. Kocham cię i ty dobrze o tym wiesz. Jesteś dla mnie najważniejsza na całym świecie. - powiedziała podchodząc do niej i przytulając ją do siebie.
- Mam chłopaka, podobno.- Rozalia wypowiedziała jej te słowa do ucha.
- Czekaj no niech zgadnę....Marco Reus.- powiedziała z uśmiechem na ustach.
- Skąd......??
- Ewa mi powiedziała. No wiesz jako siostry nie powinnyśmy mieć przed sobą żadnych tajemnic. - powiedziała patrząc na nią i puszczając jej oczko, z resztą tak samo jak jej siostra.
- Jesteś najlepsza.- Rose schowała twarz w jej włosach, kiedy się do niej przytuliła.
- Wiem. Ale dziękuje.- wypowiedziała ta słowa i spojrzała przyjaciółce prosto w oczy.- Bądź szczęśliwa, a jak zrobi ci krzywdę to obiecuję że zrobię mu taką krzywdę że żadna laska już nigdy na niego nie spojrzy. - i uśmiechnęła się na końcu.
- Dziękuje. Wiesz że dzisiaj jest ten mecz ?- Rose puściła ją i pomogła jej zanieść rzeczy na zewnątrz.
- Gwiazdy kontra fani...wiem Erik mnie zaprosił. Chyba mu się podobam.- powiedziała spoglądając na Durma w czasie w którym rozmawiał z kumplami z drużyny. Marco był w śród nich i uśmiechał się szeroko.
- Ja nie wierzę.....
- W co ??- Ariana spojrzała na Reus'a a potem na przyjaciółkę.
- W to że z nim chodzę. Przecież to jest jakaś pomyłka. Taki przystojny, mądry, sławny, słodki, uroczy i rozważny jak on i taka zwykła szara myszka jak ja. I to jeszcze z psychiatryka. Przecież to jest nie dorzeczne. - Rose cały czas na niego patrzyła ale on jej chyba nie zauważył.
- Pasujecie do siebie jak dwie krople wody. - powiedziała spoglądając na te dwójkę prawie cały czas, a to na nią a to na niego.
- Niby z którego punktu widzenia ?- Rose patrzyła na nią zaskoczona jej wypowiedzią.
- Jesteście do siebie bardzo podobni. Wiesz że podobno, to dzięki tobie jest teraz taki uśmiechnięty. Łukasz mi mówił, że wcześniej był zamknięty w sobie, taki ponury. A to wszystko po tym jak jego była dziewczyna go zdradziła z jednym z najlepszych kumpli. Nie trenował, nie chciał spotykać się z przyjaciółmi. Dopiero po tej nocy w klubie, zaczął żyć jak nowo narodzony. Zaczął się uśmiechać, spotykać z ludźmi. Jego morale znacznie podskoczyły a to wszystko przez ciebie.
- Przeze mnie ?? - zapytała zaskoczona wskazując na siebie.
- Jak to się mówi " By­wają w życiu chwi­le, których ból da­je się zmie­rzyć do­piero po je­go przeżyciu, i wówczas dzi­wi nas, iż zdołaliśmy go znieść." On właśnie taki jest, przeżył coś i nawet nie wie że zdołał go znieść a to wszystko dzięki tobie. - powiedziała spoglądając na niego.
- Nawet nie wiedziałam ,że coś takiego się wydarzyło. Nie mówił nic. Ja nie....
- Jest tak zapatrzony w ciebie, że zapomniał o tym co kiedyś się wydarzyło. Każda laska na świecie, chciałaby takiego chłopaka.- powiedziała opierając się o Rose, a ta tak była zapatrzona w Reus'a że nawet tego nie poczuła.
- Dziękuje ci.- powiedziała całując przyjaciółkę w policzek.
- Za co ??- zapytała zaskoczona.
- Za to że jesteś. - odskoczyła od przyjaciółki i ruszyła w stronę dzieci, przy których stała grupa piłkarzy, z Reus'em w towarzystwie.
- Rosie.- krzyknęła mała Sara Piszczek zbliżając się do dziewczyny.
- Cześć mała.- powiedziała Rose podnosząc małą na ręce.
- Pobawisz się z nami. Proszę.- zapytała wskazując na inne dzieci. Na przykład na małego Sahina, albo na Oliwie Błaszczykowską.
- Kochanie....- usłyszała głos Marco za swoimi plecami.
- Wujek Marco. On się z nami pobawi.- krzyknęła mała a ja zaczęłam się śmiać.
- Może później. Teraz porywam Rose na chwilę.- powiedział łapiąc ją za rękę, ale mała nie dawała za wygraną.
- Byłam pierwsza. Co najwyżej mogę ci ją pożyczyć. Ale za drobną opłatą.- powiedziała machając rączkami i wtulając się w klatkę piersiową Rosie.
- Ty mała......
- Sara chodź do mnie.- powiedziała Ariana, biorąc ją od Rose.- Ja się z wami pobawię.- dodała puszczając oko dwójce przyjaciół którzy się na nią patrzyli. Rosie wiedziała że Ariana nienawidzi się bawić z małymi dziećmi i że zrobiła to tylko dla niej.
- Dziękuje.- Rose powiedziała do niej cicho i ruszyła za Marco. Postanowili że razem pójdą do jej pokoju aby w spokoju porozmawiać. Usiadła na łóżku a on obok jej. Włączyła cicho muzykę i wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Marco......- chciała coś powiedzieć ale była w stanie wymówić tylko jego imię.
- Tak ?? - zapytał patrząc na nią.
- Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie..- zerknęła na niego, ale nadal leżał na jego torsie.
- Oczywiście. Pytaj o co tylko chcesz.- powiedział całując ją w czoło.
- Co się zmieniło odkąd pierwszy raz mnie zobaczyłeś ? Znaczy bo słyszałam wiele historii i no wiesz...nie dawno byłeś inny. Wszyscy mówią że zmieniłeś się przeze mnie. To prawda ??- patrzyła na niego i widziała jego minę.
- Zanim cię zobaczyłem.- zaczął i złapał ją za rękę.- Moje życie nie miało zbyt wielkiego sensu. Miłość mojego życia, zdradziła mnie z moim najlepszy kumplem. Znaczy byłym, bo teraz już się do niego nie odzywam. Nie byłbym w stanie udawać że wszystko jest okej. A kiedy ciebie ujrzałem..- przerwał aby oprzeć się o ścianę i lepiej ją widzieć. - W moim życiu coś się zmieniło. Poczułem małą iskierkę w moim sercu, iskierkę nadziei że jeszcze wszystko się ułoży. Poznałem cię i z czasem zacząłem się cieszyć z tego co mam. Dziękuje ci że jesteś. - powiedział i pocałował ją.
- Marco..ja jeszcze nigdy....ja....- zaczęła ale on jej przerwał.
- Wiem i powiem ci że to jest najmniej istotne. Liczysz się tylko ty i nic innego się nie liczy. - Marco był blisko niej, czuła jego oddech, bicie jego serca. To było coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyła.
- Dlaczego ja ??- zapytała patrząc mu w oczy.
- Sam tego nie wiem. Ale ciesze się że to właśnie ty Rose. - wymówił jej imię z takim uwielbieniem, z podziwem.
- Kocham cię.- wymówiła te słowa i tym razem, to ona pocałowała go jako pierwsza.
***
Wszyscy byli już gotowi do największego wydarzenie w tym tygodniu. Mecz gwiazdy kontra fani. Każdy z obecnych przed stadionem dziwił się ,że to właśnie piłkarze Borussii Dortmund wymyślili coś takiego. Każdy z piłkarzy musiał wybrać przynajmniej dwie osoby jedną znaną a drugą nie. Marco wybrał swoją dziewczynę i jakiegoś młodego chłopaka który znajdował się pod stadionem kiedy akurat przechodzili. Każdy z piłkarzy z głównej "11" , którą wybrał sam Jurgen Klopp , tak uwielbiany przez wszystkich trener, mógł wybrać dwie osoby, a reszta w tym po prostu nie uczestniczyła. Jak sama nazwa wskazuje " Mecz gwiazdy kontra fani "  okazał się tak pełnym emocji wydarzeniem że wszystkie bilety rozeszły się w 4 dni.
Rose cały czas nie mogła w uwierzyć w to co właśnie się działo. Każdy przechodzień patrzył na nią i na Reus'a którzy trzymali się za rękę.  Ich grupa szła za nimi, a był tam nie tylko Piszczek z małżonką ale i reszta kolegów z ich drużyny. Oczywiście były tam też partnerki piłkarzy i Ariana wraz z Durmem który było widać że wpadł jej w oko.
- Rose...ty umiesz grać w piłkę nożną ??- zapytał Hummels, podchodząc do niej.
- Szczerze...nie wiem. Grałam jak byłam mała, taki karzełek z metr trzydzieści wzrostu. Nie wiem. Ale zostałam poproszona to się zgodziłam.- powiedziała uśmiechając się do Niemca.
- Już nie mogę się doczekać żeby cię zobaczyć w akcji. - Mats spojrzał na Marco a potem się wrócił.
- Żebyś się nie zdziwił.- powiedziała i spojrzała na swoją przyjaciółkę która uśmiechnęła się do niej.
W ośrodku psychiatrycznym, dziewczyny często grały w piłkę. Rose zawsze najlepiej szło ze wszystkich. Było tak wiele osób w ich wieku, którzy uwielbiali ten sport. Był tam też pewien chłopak imieniem Kamil który grał kiedyś w akademii Legii Warszawa, można by powiedzieć że był najlepszy, ale zawsze ktoś potrafił go kiwać tak że zapomniał w którą stronę jest jego pokój. Tylko Rozalia tak umiała, a to wszystko dlatego że jako małe dziecko, grała z tatą bardzo często. Za nim jeszcze zginął w wypadku, to chyba było najbardziej przykre w całym jej życiu. Macocha teraz była jej tylko największym koszmarem sennym , a tak to było najprzykrzejszym wydarzeniem jakie miało miejsce w jej krótkim, normalnym do pewnego czasu życiu. Przez dwa lata Rozalia grała w nogę w drużynie. Za nim jeszcze dostała się do psychiatryka. To była jej ucieczka od codziennych problemów. Ale odkąd tylko dostała się do psychiatryka obiecywała sobie że z tym skończy w każdy możliwy sposób, i do pewnego czasu jej się to udawało. Aż do nie dawna kiedy znowu zaczęła kopać piłkę ale bez wiedzy jej najlepszej przyjaciółki. Ariana wolała inne sporty, takie jak ręczna czy siatkówka. Rose została przy swojej cichej pasji i teraz znowu zacznie to traktować na poważnie. Nie tylko dlatego że mieszka z piłkarzem ale też dlatego że jej chłopak kocha ten sport ponad wszystko i również zaskakuje tym piłkarski świat.
***
Mecz miał rozpocząć się za równo pół godziny. Obie dziewczyny bo tak samo Rose jak i Ariana były gotowe na to co je zaraz spotka.
- Powiedziałaś mu ??- Ariana zapytała ją, łapiąc za ramię.
- Niby o czym ??- Rose spojrzała na nią zaskoczona, chodź podejrzewała o co jej chodzi.
- O tym.- powiedziała podając jej piłkę Adidasa do rąk.
- Jeszcze nie.- powiedziała kładąc ją tam skąd wzięła ją jej przyjaciółka.
- Raczej na pewno si do myśli jak zobaczy cię dzisiaj na boisku.- Ariana wyszła przez drzwi jako pierwsza i ruszyła w stronę murawy, Rose szła równo z nią.
- Najpierw będę udawała że nie umiem, dopiero jak strzelą nam pierwsza bramkę wezmę się do roboty.- Rose spojrzała na nią tłumacząc swoje zamiary.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł, z ich szczęściem strzelą nam bramkę pod koniec drugiej połowy.- Ariana z uśmiechem pierwsza wyszła na murawę.
- To przez pierwsze 20 minut, będę udawała że nie umiem grać.- Rose rzuciła w nią piłką a potem kopnęła te która stawała jej na drodze, ku jej zaskoczeniu piłka z 30 metrów wpadła do bramki Romana Weidenfellera. - Cholera.- powiedziała pod nosem.
- Ty to było całkiem niezłe. Teraz na pewno nikt nie zauważył że nie umiesz GRAĆ !!- krzyknęła tak żeby do niej dotarło.
- Ja pierdziele.- powiedziała i już więcej nie kopnęła żadnej piłki aż do rozpoczęcia meczu.
***
Chyba to nie było zaskoczeniem że drużyna Borussii już po pierwszych 15 minutach objęła prowadzenie. Ariana cały czas patrzyła na swoją koleżankę aż do czasu gdy na zegarze wybiła 20 minuta gry.
- No to do roboty.- Rose wymówiła te słowa sama do siebie. Pierwszą jej przeszkodą było to że to piłkarze Borussii mieli piłkę, i co najgorsze jej chłopak był teraz przy niej. Starała się nie zwrócić na ten moment na to uwagi. Ale gdy w końcu dostała piłkę  w końcu coś się zaczęło dziać. Rozkręciła
się z każdą chwilą. Na nic nie zwracała uwagi tylko na to co jest pod jej nogą i na to jak bardzo za tym tęskniła. Z każdą chwilą czuła się coraz pewniej i coraz bliżej była aby strzeli bramkę, z Piszczkiem bawiła się jak z małym dzieckiem, oczywiście w przenośni.
Wszyscy patrzyli na nią zaskoczeni jej tak naglą zmianą. W końcu gdy drużyna fanów wyrównała na 1:1, był gwizdek na przerwę. Ariana jak najszybciej podbiegła do swojej przyjaciółki.
- To była niesamowite.- zaczęła ją chwalić. - Jak ty to zrobiłaś ??
- Nie wiem, tak jakoś się udało. - Rose uśmiechnęła się do niej szeroko.
Wszyscy byli pod wielkim szokiem jej umiejętności. W końcu znowu wrócili na boisko, gdy tylko Rose wyszła z szatni, brawa tak ogłuszyła cały stadion, było słychać jej imię. Wszyscy krzyczeli głośno i donośnie "Rose" co ją bardzo zaskoczyło.
***
W końcu mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla Borussii. To chyba nie zdziwiło nikogo, wręcz przeciwnie wszyscy bardzo to przeżywali. Pod koniec chyba każdy myślał że dla odmiany wygrają fani ,a to tylko za sprawa jednej osoby. Rose chyba podbiła serca wszystkich osób na stadionie, gdy ona była przy piłce wrzawa na trybunach była jeszcze większa.
- Pokochali cię.- powiedziała Ariana wychodząc za przyjaciółką z szatni, oczywiście po tym jak zebrała od wszystkich gratulacje.
- Nie wierzę. Przecież grałam jak zwykle.- Rose zobaczyła Marco który czekał na nią razem ze sowimi kumplami z drużyny.
- Kłamczucha.- krzyknął na nią Mats.
- No weź. Nie umiem grać.- powiedziała podchodząc na Marco i całując go w policzek.
- Nie umiem grać, ale bramki strzelać to już tak. Wbiłaś nam dwie bramki zza pola karnego. Weź się nie ośmieszaj....Jesteś niesamowita.- powiedział Mats podchodząc do niej aby przybić z nią tak zwanego żółwika.
- Dzięki. -powiedziała i przytuliła się do Marco. Gdy reszta odeszła od nich kawałek, ta zatrzymała się i zaraz za sobą zatrzymała Reus'a.
- Jesteś na mnie zły ??- zapytała widząc jego minę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś ?? - Marco spojrzał na nią.
- Bo nie sądziłam że jestem taka dobra. Kiedyś grałam, ale to było kiedyś. Musiałam coś robić żeby kompletnie nie oszaleć. - powiedziała zbliżając się do niego. - Przepraszam. Wiedziałam że powinnam ci powiedzieć ale....nie potrafiłam. Zapomniałam o tym.
- Kocham cię.- powiedział i po raz kolejny tego dnia ją pocałował.

C.D.N

O to przedstawiam wam kolejny rozdział w moim wykonaniu. Powiem wam że jestem z niego całkiem zadowolona i mam nadzieję że wy również. Minęło trochę czasu od ostatniego dodania, ale mam nadzieję że mi to darujecie.
POZDRAWIAM I OCZEKUJE NA KOMENTARZE <3



poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 6

Naj­częściej ci, którzy mają wie­cznie ot­warte ser­ca, po­noszą naj­większą cenę kosztów rozczarowań. 


Siedziała oparta o ścianę. Przypomniały jej się wszystkie koszmary związane z psychiatrykiem. Złapała się za głowę i zaczęła krzyczeć na cały głos, tak jakby przez sen. Czuła ogromny ból który sama stworzyła w okolicach klatki piersiowej. Z jej oczu płynęły łzy.Widziała siebie siedzącą w
ogromnym pokoju, skuloną, przestraszoną.
Jej sen mówił jej kim jest i starał się jej przypomnieć że jest, była i będzie nie normalna.
Nie mogła się ruszyć choćby nie wiadomo jak bardzo chciała. Poczuła na sobie dotyk. Otworzyła oczy i teraz tylko płakała, przestała krzyczeć bo poczuła się bezpieczna. Ewa obejmowała ją coraz mocniej, głaskała i mówiła spokojnym głosem.
- Rose, kochanie. Jestem przy tobie. Już już. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała uspokajając Rozalie.
- Jestem nienormalna.- krzyknęła ale tak aby usłyszała to tylko Ewa siedząca obok niej. 
- Jesteś całkowicie normalna kochanie. Rose uspokój się.- Ewa głaskała ją bez przerwy aby tylko ją uspokoić.
- On jest gwiazdą a ja psychopatką z psychiatryka. - powiedziała przez łzy.
- O kim ty mówisz Rose ??- zapytała zaskoczona Ewa.
- O nim. O nim.- powiedziała pokazując jej tapetę na telefonie.
- Podoba ci się Marco ??- zapytała odkładając telefon na miejsce.
- Bardziej niż bym chciała. - Rose przytuliła się do niej jak najmocniej.
Ewa ułożyła ją do łóżka, i postarała się aby ta zasnęła. Gdy dziewczyna już zamknęła swoje śliczne oczy i udała się ku swoim snom, kobieta zastanawiała się nad słowami Rose. Nie spała pół nocy i zastanawiała się jak by to ogarnąć i zbliżyć te dwójkę do siebie.
***
Budząc się czuła ogromny ból, już nie krzyczała bo wydawało się jej to takie normalne. Wstała ale zaraz szybko usiadła bo zakręciło się jej w głowię. W szafce przy łóżku miała leki przeciwbólowe, wzięła dwie tabletki które popiła wodą. Następnie poszła do swojej ukochanej garderoby. Rzeczy które dzisiaj chciała na siebie włożyć, naszykowała sobie wcześniej. Czarne dziurawe rurki, koszula w kratę i skórzana kurtka komponowały się idealnie z jej bardzo jasną cerą. Szybko się pomalowała i zbiegła na dół aby jak najszybciej pogadać z Ewą która przyszła do niej w środku nocy gdy ta miała kolejny atak. Czasami jej się to zdarzało. Miała ataki co jaki czas ale ostatnimi czasy coraz rzadziej. W szpitalu wyprawiali z nią różne rzeczy podczas ataku. Ale to właśnie Ewa potrafiła ją uspokoić.
Zbiegła po schodach przez nikogo nie napadnięta tym razem. Weszła do kuchni,ale nikogo tam nie było. Skierowała się w kierunku salonu, ale tam też nie było nikogo. Potem zobaczyła otwarte drzwi na taras. Wyjrzała tylko i od razu znalazła wszystkich domowników i innych, przyjaciół rodziny i kolegów z drużyny Łukasza.
- Rose.- usłyszała swoje imię i zobaczyła Ewę ze szklanką soku pomarańczowego, siedzącą na krześle tarasowym.
- Hej.- powiedziała podchodząc do niej.
- Jak się czujesz ??- zapytała zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
- Już jest w porządku. Na serio. Dziękuję że do mnie przyszłaś w nocy i przepraszam.- Rose przytuliła się do niej jak do własnej mamy.
- Nie ma za co i nic się nie stało. Byłam na to przygotowana. Ariana mówiła że możesz miewać takie ataki. - Ewa cały czas wtulona do Rose głaskała ją po głowie. 
- Dawno nie miałam żadnego ataku. Zawsze je mam gdy czegoś się boję albo jeśli czymś się za bardzo przejmuje. - Rose usiadła przed nią po turecku i złapała ją za rękę.
- Na przykład tym czy podobasz się Reus' owi prawda ??- powiedziała z uśmiechem wskazując na blondyna który teraz bawił się z dziećmi.
- Nie...skąd ci to przyszło do głowy ??- zapytała tak jakby właśnie została zdemaskowana.
- Powiedziałaś mi to dzisiaj....podczas ataku....nie przejmuj się nie powiedziałam ani nie powiem mu o tym.- Ewa z uśmiechem wstała.
- Naprawdę ??- powiedziała z uśmiechem wstając z resztą tak samo jak jej starsza przyjaciółka.
- Spójrz na niego.- powiedziała Ewa patrząc na blondyna.
- Po co ??- Rose zapytała zaskoczona.
- Spójrz na niego.- Ewa powtórzyła poprzednie zdanie nie odrywając wzroku od chłopaka.
- No patrzę.- powiedziała wpatrując się w chłopaka który bawiącego się piłką z małymi dziećmi. 
- Co widzisz ??- zapytała Ewa tym razem patrząc na nią.
- Faceta.- Rose uczyniła to samo co ona.
- To powiedziałaś abym się od ciebie odczepiła, a teraz możesz powiedzieć mi to sercem ??- Ewa usiadła na jednym z schodów prowadzących do domu.
- A więc widzę niesamowitego chłopaka, pewnego siebie, zaskakującego, opiekuńczego, piłkarza światowej klasy, niesamowicie przystojnego, aroganckiego a zaraz pociągającego. Widzę też to że nie mam żadnych szans. - powiedziała chowając twarz w dłoniach.
- Dzisiaj rano....cytuje.... On jest gwiazdą a ja psychopatką z psychiatryka.... Myślisz że on o tym nie wie ??- zapytała zaskoczona wpatrując się w swojego męża gadającego właśnie z blondynem.
- Wiem że wie. Ale szansa na to że mnie zauważy jest jak jeden do miliona. Ewciu naprawdę mi za nie długo przejdzie, jak zawsze z resztą. - Rose patrzyła w kierunku blondyna który posłał jej uśmiech a ona go odwzajemniła.
- Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa. - Ewa powiedziała te słowa patrząc na Łukasza i na Marco który nadal rozmawiali.
- Nie rozumiem. - Rose patrzyła w tym samym kierunku co Ewa.
- Kiedyś zrozumiesz. I mam nadzieję że wszystko się jakoś ułoży, a teraz chodź dam ci w końcu jakieś śniadanie. - powiedziała całując Rose w głowę po czym pomogła jej wstać.
- W sumie zrobiłam się trochę głodna.- powiedziała idąc za Ewą.
***
Stała i czekała na niego pod stadionem. Na dobrą sprawę sama nie wiedziała dlaczego. Z jednej strony bała się jego reakcji a z drugiej sama nie wiedziała co robi. Wszyscy już wyszli a on jeszcze tam siedział. Rose siedziała na ławce przed stadionem i czekała aż chłopak wyjdzie. Bawiła się telefonem, słuchała muzyki i cały czas czekała na niego. W końcu go zobaczyła. Na ramieniu miał torbę a w uszach słuchawki. Przeszły ją ciarki, zastanawiała się, czy ma podbiec do niego i zapytać o wspólne wyjście czy tak zwyczajnie udawać że czeka na kogoś innego. W końcu postanowiła wstać i ruszyć w jego kierunku. Obawiała się jego reakcji ale zacisnęła pięści, wstała i ruszyła. Podchodząc do niego wyjęła obie słuchawki i z uśmiechem odezwała się pierwsza.
- Hej.- Rose uśmiechnęła się szczerze.
- Hej. - Marco zrobił to samo co ona, najpierw wyjął słuchawki aby następnie uśmiechnąć się do niej. - Czekałaś na mnie?? - zapytał.
- Tak.- Rose trochę zakłopotana odpowiedziała na jego pytanie.
- Coś się stało ??- Marco był wpatrzony w nią jak w obrazek.
- Mam dwa bilety do kina, i chciałam się zapytać czy nie chciałbyś pójść ze mną..dzisiaj wieczorem.- Rose pokazała mu wejściówki.
- Z wielką chęcią Rose. Na co idziemy ??- Marco szedł z nią teraz ramię w ramię.
- Foxcatcher. - powiedziała z podekscytowania.
- Przyjadę po ciebie około 5. Okej?  - Marco zapytał całując ją w policzek.
- Okej.- Rose poczuła że się czerwieni.
- No to do zobaczenia.- Marco pomachał jej wchodząc do swojego Aston Martina.
- Do zobaczenia.
***
Stała i wpatrywała się we wszystkie sukienki jakie miała. Kurtkę skórzaną i buty miała już wybrane ale najgorsza była sukienka. Usłyszała pukanie, odwróciła się i zobaczyła Ewę w szczerym uśmiechu.
- Marco dzwonił do Łukasza i pytał się czy to realne że razem idziecie do kina....a potem paplał że bardzo mu się podobasz, ale że ci tego nie wyzna bo boi się twojej reakcji.- Ewa z uśmiechem podeszła do niej, i z wieszaka zdjęła sukienkę i podała ją w ręce Rose.
- Żartujesz ??!!- Rose przyłożyła sobie sukienkę po czym zdjęła tą którą miała na sobie i włożyła wybraną przez Ewę.
- Chciałabym.....nawet nie wiesz jak zaczęłam się śmiać gdy odłożył słuchawkę. - Ewa uśmiechnęła się poprawiając jej fryzurę.
- Myślał że to żart ??- Rose spojrzała na Ewę trochę zrezygnowana.
- Kochanie, nie przejmuj się. Najpierw krzyczałaś że ma się od ciebie odczepić i inne rzeczy, a teraz zaprosiłaś go do kina. To trochę zaskakujące nie uważasz ??- kobieta poprawiła jej fryzurę.
- Może trochę.- powiedziała uśmiechając się lekko pod nosem.
- Masz się dobrze bawić zrozumiano ??- Młoda mama przytuliła ją od tyłu co jednocześnie dodało jej otuchy.
- Tak jest.- Rose z uśmiechem pocałowała ją w policzek. Ewa zachowywała się w stosunku do niej jak starsza siostra albo jak mama której nigdy nie miała. I to było w tym wszystkim najbardziej radosne. Znalazła kogoś innego prócz Ariany, komu mogła się zwierzyć i nikt nie odsyłał jej z kwitkiem.
Po pół godzinie Marco w końcu przyjechał pod dom Piszczków swoim sportowym autem. Oboje w duszy chyba mieli nadzieję że to będzie randka. Marco ubrał się wręcz zaskakująco, czarne rurki, skórzana bluza, biały T- Shirt i białe vansy całkiem ładnie się komponowały. Rose zeszła ze schodów w towarzystwie Ewy, a Marco towarzyszył Łukasz. Obaj mężczyźni byli zszokowani strojem Rose.
- Wyglądasz.......przepięknie. - Marco aż odebrało dech. Łukasz też nie mógł nic z siebie wykrztusić.
- Dzięki. Idziemy ??- Rose złapała go za rękę i z uśmiechem otworzyła drzwi.
- Jasne.- Marco ruszył jako pierwszy zaskoczony tym co zrobiła.
Wsiedli oboje do auta. Marco znał drogę do kina, byli tam już po 15 minutach. Żadne nie odezwało się do siebie ani słowem przez całą drogę. Rose bała się jego reakcji a Reus nie chciał palnąć nic głupiego, ale w końcu się odezwał.
- Dziękuje za zaproszenie.- Marco spojrzał na nią.
- Nie za co. Miło mi że się zgodziłaś.- Rose podała bilety bileterowi aby je sprawdził.
- Zastanawiałem się czy to nie podstęp ale teraz wiem że to na poważnie.- Marco szedł ramię w ramię z Rose, ale w tym momencie stanął i na nią spojrzał. - Czy ty coś do mnie czujesz ??
To pytanie wstrząsnęło nią i nie wiedziała co powiedzieć. Czy wyznać mu prawdę czy tak po prostu unikać tego wszystkiego.
- Znaczy czy ty mi się podobasz ?- zapytała aby przeciągnąć tą rozmowę.
- Tak o to mi chodziło. Czy ty się we mnie zakochałaś ??- Marco patrzył na nią tak strasznie na serio.
- Szczerze.......Tak. - Rose powiedziała prawdę. Nienawidziła kłamców i nie chciała być jednym z nich.
Marco spojrzał na nią zastanawiająco.
- Powiedź mi...czy to kino wymyśliłaś tylko dlatego żeby się ze mną spotkać ?? - Reus patrzył na nią bez żadnych emocji, bez niczego tylko patrzył.
- Tak...- Rose przestraszona zerkała na niego od czasu do czasu.
- Kocham cię.- wykrztusił zbliżając swoje usta do jej. Ale ostatecznie pocałował ją w skroń.
- Że słucham ???- Rose zapytała zaskoczona.
- Też mi się podobasz. W sumie to zakochałem się od pierwszego wejrzenia.- Marco złapał ją za rękę i prowadził do sali w której miał odbyć się seans.
- Zaczekaj....po co była ta szopka ??- Rose zatrzymała go ,ale nie zabrała ręki.
- Chciałem się dowiedzieć czy naprawdę coś do mnie czujesz...opłacało się.- Marco spojrzał na nią po raz kolejny tym razem z radością która malowała się na twarzy. 
- Czyli to wszystko było tylko po to abym przyznała że mi się podobasz ?? - Rose patrzyła na niego cały czas zaskoczona z jego poprzedniego wyznania.
- Tak.- zbliżył się do niej jak najbliżej mógł ale zamiast pocałować ją w usta, pocałował ją w czoło.
- Idziemy ???- zapytała patrząc na godzinie w swoim Iphonie.
- Chodź.- powiedział znowu łapiąc ją za rękę.
***
Gdy już wyszli z kina, Marco zamiast zawieźć ją do domu, zawiózł ją do siebie. Dziewczyna nie miała nic przeciwko ale w duszy obiecała sobie że do niczego nie dojdzie.
- Zapraszam.- powiedział otwierając przed nią drzwi.
- Dziękuje.- powiedziała i pociągnęła go za sobą.
- Podoba ci się ??- Marco przytulił ją do siebie.
- Co ??? Nasza sytuacja czy twój dom ?- zapytała.
- I to i to.
- Tak i tak. - powiedziała przyciągając go do siebie.
- Ilu miałaś chłopaków przede mną ??- zapytał gdy jego twarz była nad jej twarzą.
- Dwóch ,ale nie byli tacy jak ty. - Rose patrzyła w jego przepiękne oczy.
- Rozumiem.
- A ty ile miałeś dziewczyn ??
- Nie ważne.
- Z 20 się uzbiera. Prawda ??
- Nie. No może z 10.
- Okej.
- Rose. Powiem ci że marzyłem o tej chwili kiedy po raz pierwszy cię ujrzałem.
- Marco. Ja nie rozumiem. Jak mogłeś zakochać się w lasce z psychiatryka ??
- Jesteś taka sama jak wszystkie inne. Ale na swój sposób różnisz się od wszystkich moich poprzednich dziewczyn. Nie poleciałaś na sławę i bogactwo.  
- Masz rację. Różnie się od nich wszystkich. One nie były tam gdzie ja.
- Rozumiesz że to mnie nie obchodzi. Liczy się tu i teraz. Dla mnie mogłabyś być nawet w więzieniu. Ale nie jesteś. Kocham cię za wszystko.
- Nie znasz mnie jeszcze.
- Poznaje cię z każdą sekundą.
- Kocham cię blondasie.
- Ja ciebie też księżniczko.
Pocałował ja jako pierwszy i całował przez następną minute, a potem kolejną i kolejną.

C.D.N

Wiem że pewnie większość z was się ucieszy z zakończenia i tak dalej. Ale ta dwójka nie będzie miała łatwo :*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :* 


niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 5

Zaz­droszczę jej ,że każde­go dnia może się budzić obok Ciebie by roz­począć no­wy dzień ... 

Rozdział dedykowany  Lalaa aa i Misi Marcie :3

Stała i wpatrywała się w dal. Widziała wodę, z każdej strony. Ból przeszywał ją od środka i właśnie w tej samej chwili poczuła czyjąś obecność. Stały tam dwie osoby, ona, kobieta której tak nienawidziła, że gdyby mogła to by ją zabiła i on, chłopak jej marzeń , przystojny jej ukochany. Oboje stali i się w nią wpatrywali.
- Mówiła ci już to wiele razy, ale chyba muszę powtórzyć jeszcze raz. Nigdy nie będziesz szczęśliwa.- powiedziała łapiąc jej chłopaka za koszulę i przyciągając do siebie. Wyglądało to wręcz obrzydliwie.
- Zostaw go w spokoju.- Rose wymówiła te słowa przez łzy.
- On cię nie kocha. I nigdy nie pokocha. Ja już tego dopilnuje.- powiedziała kobieta.
- Co ja ci takiego zrobiłam ?? - zapytała Rose opierając się o barierkę statku na którym się teraz znajdowała.
- Nie wiem. Taka już jestem. Nie chce żeby była szczęśliwa. Chce żebyś cierpiała.- obejmowała Marco a ten tak jakby był tam tylko jego sobowtór, taki nieruchomy, bez uczuć.
- Proszę....zostaw go.- Rose wykrztusiła te słowa ale z wielkim trudem.
- On jest tylko zabawką w tej grze. Taki pupil. Nagroda główna. Albo coś w tym rodzaju.- powiedziała. Rose czuła albo w sobie większy ból albo nienawiść. Nie mogła patrzeć na to jak ta pieprzona baba bawi się jej ukochanym.
- Nienawidzę cię. - Rose wypowiedziała te słowa z większą pewnością siebie.
- Dobrze że przynajmniej w tym się rozumiemy. A teraz pozwolisz zabawię się twoim chłoptasiem.- powiedziała i w tej samej chwili, złapała Marco za szyję i przycisnęła do podłogi statku.
- Zostaw go.- Reus krzyknęła i rzuciła się mu na ratunek. Ale co z tego jak nie mogła się ruszyć. Jej lewa ręka nie wiadomo jak i dlaczego była przywiązana przez łańcuch do barierki statku. Nie mogła się ruszyć a samo próby wyrwania się kończyły się kolejnymi ranami na jej nadgarstku. W końcu stanęła i tylko wpatrywała się co jej macocha, matka czy nie wiadomo kto, wbija jej ukochanemu nóż w serce. Ta od razu upadła, łzy lały się strumieniami. Nie mogła nic zrobić, wpatrywała się tylko w krew spływającą po jego ciele...
***
Obudziła się z krzykiem. Zegarek przy łóżku pokazywał 8:30. Poczuła jak jej było gorąco. Odkryła się lekko i oparła głowę o ścianę. Od tygodnia śniły się jej koszmary z Reus'em i jej matką w roli głównej. I za każdym razem albo ona albo on ginęli.
Po 10 minutach leżenia i zastanawiania się co z nią nie tak, postanowiła się ogarnąć. Wstała i poszła do swojego królestwa. Znalazła jeden ze swoich ulubionych swetrów i od razu wiedziała w co się ubierze. Umyła się i uczesała a następnie postanowiła zejść na dół tam gdzie była pewnie większość domowników. Nie zdążyła jeszcze zamknąć drzwi od pokoju, a już na dzień dobry leżała na podłodze. Podłoga była twarda a jej twarz nie szczególnie dobrze grała z dywanem.
- Co to kurna ?!- zapytała wkurzona a ten kto nad nią stał tylko się śmiał z tej sytuacji.
- Sorry. Hahahahaha. - chłopak nie mógł się przestać śmiać.
- Ale to śmieszne.....- odpowiedziała mu z ironią wstając z podłogi.
- Rose przepraszam.- Reus nagle spoważniał gdyż bał się chyba że dziewczyna mu przywali.
- Spadaj bałwanie.- powiedziała tylko i ruszyła ku schodom.
- Rose no kurde....
- Daj mi spokój.- odpowiedziała krótko i odwróciła się w jego kierunku, aby następnie obrócić się na pięcie i zejść po schodach.
- Wiesz że nie chciałem.- powiedział łapiąc ją w nadgarstku.
- Dla swojego dobra, lepiej mnie puść.- Rose spojrzała najpierw na nadgarstek a potem na niego.
- Nie traktuj mnie tak. Przecież nic ci nie zrobiłem.- Marco ją puścił ale ta nie szła dalej.
- Serio ? Bo ja mam wrażenie że wręcz odwrotnie.- wypowiedziała te słowa i dopiero wtedy zeszła ze schodów.
Nie wiedziała co w nią wstąpiło, przecież to nie jego wina że się w nim zakochała, przecież on sam do jej snów nie wchodzi. Chciała go przeprosić ale stwierdziła że jak tego nie zrobi to się od niej odczepi, więc weszła do kuchni, sama trochę wkurzona ale jednocześnie w nawet dobrym nastroju.
- Rose !- usłyszała głos małej Sary która od razu do niej podbiegła aby ją wyściskać.  
- Hej Saruś.- odpowiedziała biorąc dziewczynkę na ręce.
- Do twarzy ci z dziećmi Rose.- Ewa powiedziała do niej z uśmiechem.
- Może kiedyś ale nie teraz.- powiedziała i usiadła z małą na krześle przy stole. Chwile potem wszedł do kuchni Piszczek w towarzystwie Reus'a.
- Siadajcie a ja podam śniadanie.- Ewa z uśmiechem powiedziała do nich.
- Pomóc ci ?? - Rose zapytała Ewe.
- Ariana mi pomoże.- Ewa powiedziała do swojej młodszej siostry.
- Już idę.- Ariana uśmiechnęła się do Rose i zniknęła za ścianą do kuchni.
Czuła się obca, taka inna. Może to i dziwne ale właśnie tak się czuła. Jeszcze gorzej było gdy on usiadł na przeciwko niej, dziwne by to było gdyby od razu się przesiadła dlatego została na swoim miejscu ale nie zwracała na niego uwagi.
- Mam do was pytanie.- Łukasz zaczął zwracając się do wszystkich gdy już wszystko było gotowe.
- Wal śmiało.- odpowiedziała Ariana a ja zaczęłam się śmiać z resztą jak cała reszta.
- No dobra. Chodzi o to że z Ewą chcemy zrobić taki wspólny rodzinno-przyjacielski wypad do Paryża. Co wy na to ??- zapytał patrząc na każdego z nas.
- A kiedy miało by to być ??- zapytałam jako pierwsza.
- Za jakieś dwa tygodnie, no chyba że się uda to wcześniej.- Łukasz z uśmiechem patrzył po nas wszystkich.
- Ja się zgadzam. Pewnie większość drużyny też więc, będzie fajnie.- Marco spojrzał na nią.
- Będzie fajnie.- Ariana przytaknęła.
- Też się zgadzam.- odpowiedziała Rose.
*****
Siedziała u siebie w pokoju i słuchała muzyki. Gdy tylko zamknęła oczy miała przed oczami jego i którąś z jego śmierci. Ból był nie do wytrzymania. Nie mogła patrzeć na to jak cierpi. Niby nic do niego nie czuła, niby był jej obojętny a jednak za każdym razem czuła ból jakby traciła kogoś bliskiego.Rozłożyła się na łóżku i patrzyła w sufi gdy nagle ktoś zapukał do jej pokoju.
- Proszę.- odpowiedziała i czekała aż ten ktoś wejdzie do środka.
- Mogę ??- usłyszała jego głos.
- Wejdź.- powiedziała siadając na łóżku.
- Nie przeszkadzam ??- Marco spojrzał na nią.
- Nie. Śmiało.- Rose uśmiechnęła się do niego zachęcająco.
- Dzięki.Jak się czujesz ?? Sorki że na ciebie wbiegłem dzisiaj rano, to było nie chcący naprawdę.- Marco usiadł obok niej na łóżku.
- Dziękuje. W porządku. Nic się nie stało. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wow. Jakie piękne.- Marco powiedział patrząc na ścianę.
- Co ??- zapytała zaskoczona Rose.
- Twoje zdjęcie. Jest takie niesamowite.- powiedział patrząc i na nią i na jej portret.
- Aż tak ci się podoba ?? - zapytała zaskoczona.
- Pewnie. W ogóle ty mi się podobasz.- powiedział patrząc na nią.
- Dzięki.- odpowiedziała wstając z łóżka. Podeszła do szafki nocnej i wyciągnęła z niej coś, coś co przypominało kartkę papieru chodź tak naprawdę nie była to kartka.- Skoro tak strasznie ci się podobam to trzymaj.
- Dziękuję Rose. - odpowiedział wpatrując się w jej zdjęcie.
- Twoje sobie wydrukuje. W necie jest naprawdę dużo twoich zdjęć.- powiedziała z uśmiechem.
- Jesteś inna.
- W jakim sensie ?
- W takim że nie jesteś jak większość tych lasek na ulicy.
- Masz racje. Jestem zupełnie inna niż wszyscy.
- Mam do ciebie prośbę.- powiedział podchodząc do niej bliżej.
- Słucham.- odpowiedziała wpatrując się w jego oczy.
- W sobotę jest mecz Gwiazdy kontra fani. I każdy z piłkarzy ma nominować przynajmniej jedną osobę do składu fanów. Jeśli on gra w pierwszym to on/ona też musi. I ja chciałbym nominować właśnie ciebie. - powiedział wpatrując się w nią.
- Marco ja nie umiem grać w piłkę.- Rose zaczęła się śmiać.
- Co z tego ?? To nie ważne. Muszę kogoś nominować a ja chcę ciebie.- powiedział Reus.
- Wiesz jak to zabrzmiało....
- Ja nie....
- Jakbyś się we mnie zakochał co jest kompletnym absurdem bo jesteśmy z dwóch innych światów. Ja i ty...my nigdy nie będziemy razem. Mówię ci to tylko po to abyś później się nie rozczarował.- Rose patrzyła na niego a jego mina nie wyrażała nic.
- Mam dziewczynę Rose. Więc jak mógłbym się w tobie zakochać.
- Masz racje, właśnie o to chodzi że nie mógłbyś.- odpowiedziała jemu wspak.
- Posłuchaj ja nie jestem taki...jaki uważasz że jestem. Nie jestem jednych z tych piłkarzy którzy co dwa dni mają nową laskę. Nie jestem żadnym lalusiem ani lovelasem. Nie jestem taki.
- Czy ja powiedziałam że jesteś ? - zapytała zaskoczona jego reakcją.
- Ja tylko cię upewniam. Może kiedyś tam moglibyśmy być razem...ale nie w tym świecie.
- Rozumiem.
- Dziękuje.
- Nie ma za co.
- Rose ja nie chce cię skrzywdzić...chcę być tylko twoim przyjacielem albo kimś takim.
- Dziękuje.
- Ja już muszę iść. Więc cześć. - Reus ruszył w kierunku drzwi a potem zniknął za nimi.
- Cześć Marco.- powiedziała gdy ten wyszedł już z jej pokoju.
Miała na sobie sweter który podwinęła. 
Poczuła ten sam ból kiedy sobie robiła te rany. Są już one stare, tak z przed 3/4 lat. Jej ręce mówił dokładnie to co przechodziła przez te wszystkie lata. Ból, gniew, samotność, strach, rozpacz, smutek to wszystko towarzyszyło jej w psychiatryku.
- Jaka ty jesteś głupia. Jak mogłaś myśleć że mogłabyś być z kimś takim jak on ? - powiedziała sama do siebie. Kiedyś było to normalne. Każda rozmowa z nią samą pomagała jej w jakiś sposób. Wmawiała sobie że czasem warto pogadać z kimś takim samym jak ona.
Położyła się z powrotem na łóżku ale obok siebie miała laptopa.
Zaczęła sprawdzać wszystko po kolei zaczynając od instagrama kończąc na facebook 'u. Zobaczyła na facebook'u ze 40 nowych zaproszeń a wszystkie od piłkarzy Borussii Dortmund. Zdziwiła się bo ich wszystkich jeszcze nie poznała. Ostatnie jakie miała było od Reus'a. Weszła w jego profil, przyjęła zaproszenie i zaczęła oglądać zdjęcie. Nie wiedziała nic o swoich nowych znajomych a oglądanie ich zdjęć jest w jakiś tam sposób pomagające.
- Czemu ty jesteś piłkarzem do cholery ??- krzyknęła do laptopa tak jakby miał jej odpowiedzieć.
Patrzyła przez chwilę na niego a potem tak po prostu wyłączyła komputer, położyła go na szafce nocnej i sama udała się ku swoim snom i koszmarowi jakiemukolwiek który był z nimi związany.
C.D.N

sobota, 22 listopada 2014

ZAWIESZAM !!

Obecnie nie mam czasu na dodawanie rozdziałów na bloga. I tak nikt tego nie czyta więc stwierdziłam że bardziej opyla mi się na razie dać spokój z pisaniem tutaj a skończyć mojego głównego bloga http://borussssssia.blogspot.com/ na którego serdecznie zapraszam :*
Pozdrawiam i przysięgam że na pewno tu wrócę :*

czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 4

Wie­działa, że nie można zacząć ko­lej­ne­go roz­działu za­nim sta­rego się nie zam­knie i wie­działa też, że tyl­ko sil­nym osobą się to uda­je. Wal­czy dalej. 

Stała opierając się o barierkę. A to patrzyła przed siebie w dal, a to pod siebie i patrzyła na wodę. Wiatr tarmosił jej sukienkę, ale ona nie zwracała na to zbytniej uwagi. Obok niej chodzili ludzie, nie wiedziała co tam robi, skąd się tam wzięła. Zobaczyła obok siebie jakąś dziewczynę. Ta patrzyła na nią ale jakby jej nie widziała. Zobaczyła, jak dziewczyna wchodzi na barierkę. Jeszcze raz na nią spojrzała i skoczyła. Nikt nie zwrócił na to uwagi tak jakby to było normalne. Dziewczyna leciała w dół a gdy tylko dotknęła wody po prostu zniknęła. Tak zwyczajnie. Rose wpatrywała się w wodę i próbowała odnaleźć zaginioną istotę. Ból przy tym było ogromny. Nagle przed jej twarzą pojawił się widok jej matki.  Tej samej która zostawiła ją w psychiatryku i uciekła ze swoim ukochanym, pizdowatym partnerem.
-  Czego chcesz ??- zapytała mocniej trzymając się barierki.
- Patrzę na ciebie i aż szkoda mi twojego ojca. Jak mógł mieć takie coś za córkę?- powiedziała śmiejąc się w jej twarz.
- Przecież byłam też twoją córką. To ty mnie urodziłaś i wychowałaś. - Rose wykrzyczała jej te słowa przez łzy.
- To nie ja cię urodziłam. Twój ojciec zdradzał twoją matkę ze mną. Ta odeszła od niego od razu po twoich narodzinach i powiem szczerze że też bym odeszła gdyby urodziło mi się takie coś.- powiedziała jednocześnie z żalem a jednocześnie z dumą.
- Odejdź. Nie mogę na ciebie patrzeć. Obrzydza mnie twój widok.- Rose przez łzy zaczęła stopniowo jeszcze bardziej podnosić głos.
- Widziałaś tamtą dziewczynę ?? Miała takie samo życie jak ty. Moim zdaniem powinnaś do niej dołączyć a most samobójców jest chyba idealnym miejscem aby spotkać się ze swoim ojcem nie uważasz?? Hmmm. - zaczęła mówić tak kusząco w stronę Rose ale ta i tak nie chciała się poddać. Stawiała się.
- Jeszcze mi się do niego nie śpieszy. - krzyknęła. Wzięła rozbieg ale zaraz potem poczuła ból w okolicy szyi. Jakby ją ktoś dusił. Obejrzała się za siebie i zobaczyła Reus'a który trzymał ją za szyję.
****
Obudziła się z krzykiem. Serce waliło jej tak jakby zaraz miało wyskoczyć ze swojego miejsca. Oparła się o ścianę i złapała się za głowę.Często miewała sny z udziałem swojej matki ale takiego jeszcze nie miała. Zastanawiała się jak te wszystkie rzeczy, miejsca, osoby są ze sobą powiązane. W końcu podniosła się z łóżka. Poszła najsampierw do łazienki aby się odświeżyć a potem do garderoby. Stawała przed wszystkimi szafami aż w końcu wybrała ciuchy dla siebie. Czarne rurki, szara koszulka na ramiączka, dżinsowa koszula i nike za kostkę całkiem ładnie ze sobą współgrały.
Umalowała się trochę po czym postanowiła zejść na dół. Na korytarzu i w salonie nikogo nie było, w kuchni też świeciło pustkami, ale gdy usłyszała głosy dobiegające z ogrodu poszła w kierunku tarasu. Tam zamiast 3/4 osób zobaczyła około 15.
- Rose.- usłyszała głos swojej przyjaciółki Ariany.
- Hej.- odpowiedziała i jak to dzień w dzień się do niej przytuliła na przywitanie.
- Jak się spało ??- usłyszała głos Ewy zza swoich pleców gdy tak podeszła do nich z kubkiem dla Rose.
- Bywało lepiej. Znowu koszmary wróciły.- odpowiedziała troszkę poddenerwowana ale Ewa od razu złapała ją w swoje objęcia.
- Będzie dobrze.- powiedziała i pocałowała ją w skroń tak jak to powinna robić prawdziwa mama.
- Dziękuje.- powiedziała i uśmiechnęła się do niej bardzo ciepło.
- Na stole słońce są kanapki. Weź sobie kilka bo chyba nie jadłaś jeszcze śniadania.- puściła Rose i poszła w kierunku swojego męża. Rose i Ariana ruszyły w kierunku stołu. Usiadły i zaczęły rozmawiać.
- Co ci się śniło tym razem ??- zapytała.
- Moja macocha ale to było dziwne bo byłam w zupełnie innym miejscu. Dokładnie na moście samobójców. Na Golden Gate Bridge, rozmawiałyśmy. Potem miałam z niego zeskoczyć aby się od niej uwolnić ale ktoś zaczął mnie dusić. Zobaczyłam Marco Reus'a trzymającego mnie za szyję. A potem film się urwał.- powiedziała jedząc jedną z kanapek. 
- Reus dusił cię w twoim własnym śnie. Kurde dziewczyno.- powiedziała zaskoczona słowami wypowiedzianymi przez swoją przyjaciółkę. 
- Dokładnie. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że.....
- Dziewczyny. Chciałabym wam kogoś przedstawić.- powiedziała Ewa podchodząc do nich od tyłu.- To jest Alex. Twój brat cioteczny Ariano.- dodała pokazując na chłopaka.
- Hej.- powiedział z uśmiechem. Spojrzał na Rose a potem na Arianę ale wzrok bardziej utkwił mi w tej pierwszej.
- Cześć.- Ariana odpowiedziało jak pierwsza.- Ja jestem Ariana a to Rose moja najlepsza przyjaciółka. - dodała.
- Hej.- Rose powiedziała aby nie udawać niedostępnej.
- Rose.- usłyszała swoje imię i od razu wstała. Odwróciła się i zobaczyła Marco. Na pierwszy rzut oka przestraszyła się i chciała uciekać ale postanowiła być twarda i została.
- Tak ??- zapytała troszeczkę przestraszona.
- Mogę cię dzisiaj gdzieś zabrać ?? Pokaże ci Dortmund, stadion i najlepszą restaurację w mieście. Co ty na to ?? - uśmiechnął się do niej a ta przestraszona nie wyglądało tak jakby chciała się zgodzić.
- Okej. W sumie bardzo chętnie.- powiedziała na przekór sama sobie.
- To super. Wpadnę po ciebie około 5. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.- na jego twarzy było widać naprawdę szczery uśmiech.
- Przyjedź o 5. Będę już wtedy gotowa.- Rose z uśmiechem powiedziała do niego a gdy ten odszedł od razu walnęła się ręką w głowę. Co ja odwalam ??- pomyślała.
***
Siedziała na środku garderoby, zamknięta w swoim własnym świecie. Muzyka leciała na fula tak aby zagłuszać wszystko. Zastanawiała się co ona odwala. Przecież wiedziała że ten wieczór może się źle skończyć ale mimo tego zgodziła się ??
Przecież nigdy w życiu nie była sam na sam z chłopakiem. Nie miała nawet jeszcze chłopaka. Jakoś w psychiatryku, nie specjalnie zależało jej na jakimkolwiek. W końcu zobaczyła godzinę. Na zegarku wybiła godzina 16:00 więc miała tylko godzinę aby się przyszykować. Wstała i zaczęła przeglądać swoje rzeczy, ostatecznie stwierdziła że sukienka będzie w miarę odpowiednia na taki wypad. Postawiła na normalny zestaw na sukienkę i czarne szpilki. Umalowała się i można było powiedzieć że była gotowa. Zeszła na dół ale tam nikogo nie było. Weszła do kuchni by napić się soku pomarańczowego który chyba był w lodówce. Na zegarku kuchennym była godzina 16:50. Pomyślała że ma jeszcze trochę czasu, bo w sumie tak było. Usiadła na blacie i zaczęła się wpatrywać w ciemność za oknem. Zobaczyła światło i wyjrzała przez okno. Piękny sportowy samochód zaparkował przez domem. Wyszedł z niego blondyn ubrany jak na randkę, chodź czy ich spotkanie można by nazwać randką ? Widziała że w jego ręce jest bukiet kwiatów. Uśmiechnęła się sama do siebie. Podeszła do drzwi i usłyszała dzwonek. Odczekała chwilę po czym otworzyła drzwi do domu. Zobaczyła go i na dobrą sprawę nie wiedziała co ma zrobić. Patrzyła w jego kierunku i zastanawiała się co jest w nim takiego niezwykłego. Przecież jak na razie nie widziała w nim nim takiego, więc dlaczego teraz twierdziła że jest zabójczo przystojny? Nie zna go zbyt długo, parę dni nie można nazwać szmatem czasu. Spojrzał w jej kierunku i uśmiechnął się szeroko, ta odwzajemniła gest. Usłyszała jego śmiech niby zwyczajny ale jednocześnie było w nim coś takiego, stwierdziła że to słodkie. Popatrzyła na niego jeszcze raz. Zatrzymała się na tych śliczne acz śmiesznie ułożonych włosach i na tych cudownych oczach. Pierwsze co przyszło jej na myśl to to że nie ma u niego szans. Chłopak z tak zwanej wyższej półki, ale on uważał inaczej. Twierdzi że to ona nie da mu nawet najmniejsze szansy. Po chwili ciszy to on pierwszy się odezwał.
- Wyglądasz prześlicznie.- wyciągnął do niej dłoń i wręczył jej kwiaty.
- Ty również Marco.- powiedziała przyjmując gest.
- Idziemy ??- zapytał pokazując na auto.
- Oczywiście.- odpowiedziała i ruszyła w kierunku sportowego auta.
Gdy w końcu ruszyli, nikt nie był w stanie poruszyć jakiegoś tematu. Rose siedziała cicho jak mysz pod miotłom a Marco udawał że próbuje się skupić na jeździe. Zerkał czasami w jej kierunku, ale ta tak jakby unikała jego wzroku. W końcu dojechali pod stadion. Marco zaparkował pod stadionem i jak na dżentelmena przystało, wyszedł jako pierwszy aby otworzyć jej drzwi. Ta podziękowała skinieniem głowy i czekała aż Marco będzie w stanie zaprowadzić ją w to piękne miejsce.
- Jesteś tu codziennie ??- zapytała aby poruszyć jakiś temat.
- Prawie. Z wyjątkiem tych dni kiedy jestem naprawdę zajęty. Ale można powiedzieć że to mój drugi dom, a chłopaki z drużyny to druga rodzina.- powiedział Reus otwierając przed nią drzwi.
- Zazdroszczę ci.- Rose powiedziała mijając bez żadnych problemów miejsce w którym kasuje się bilety.
- Czego ?- zapytał zaskoczony.
- Tego że masz tylu ludzi na których naprawdę ci zależy. Że masz przyjaciół takich jak Łukasz czy Kuba, czy ktokolwiek inny. Że masz coś na czym ci zależy, czyli piłkę nożną. Tego ci zazdroszczę.- Rose powiedziała do niego.
- Za tobą przynajmniej nie latają tłumy paparazzi i nie pisze o tobie każda możliwa gazeta.- powiedział.
- To to tylko minus sławy. Ale uwierz mi że chciałabym mieć takie życie jak ty.
- Kto wie może kiedyś będziesz jego częścią.- powiedział gdy wchodzili na trybuny.
- Powątpiewam.
- A to dlaczego ??
- Nie jestem taka jak inne dziewczyny.
- Zawsze marzyłem aby mieć wyjątkową dziewczynę.
- Laskę z psychiatryka ??
- No może nie koniecznie z psychiatryka ale kogoś kto jest zupełnie inny, wyjątkowy.
- Ja taka nie jestem.
- Ja i parę innych osób twierdzimy inaczej.
- Znasz mnie kilka dni, nic o mnie nie wiesz.
- Ale chciałbym się dowiedzieć o wiele więcej niż wiem.
- Nie wiem czy ci się uda ale powodzenia.
- Czemu udajesz taką niedostępną ??- zapytał jako pierwszy wchodząc na murawę.
- A skąd wiesz że udaję ??- powiedziała stawiając pierwszy krok na trawie.
- Znam trochę to co teraz robisz, kiedy rzuciła mnie dziewczyna też taki byłem. Mogłem schować się na całą noc w garażu i walić w worek treningowy albo iść biegać o 8 wieczorem a wrócić o 5 rano. Ale odkąd Łukasz zabrał mnie do Polski, odkąd poznałem niesamowitą dziewczynę na imprezie. A następnego dnia okazało się że to byłaś ty. Od tamtej pory jakoś jest inaczej przynajmniej z mojej strony.- Marco spojrzał na nią. 
- Nie rozumiem.
- Coś zmieniłaś we mnie.
- Ale.....
- Sam nie mogę tego wytłumaczyć.
- Nie zakochałeś się we mnie prawda.
- Nie. Nie chyba nie.
- Chyba ??
- Nie wiem tego sam rozumiesz.
- Rozumiem.
- Podoba ci się ??
- Co ??
- Stadion. Podoba ci się ??
- Jest piękny. Może cię to zdziwi ale jeszcze nigdy nie byłam na żadnym stadionie.
- Ciekawe dlaczego..ale jakoś mnie to nie zdziwiło.
- Nie lubię rozmawiać o psychiatryku. Jakoś to nie jest mój ulubiony temat do rozmowy.
- Nie będę naciskał. Może kiedyś mi powiesz.
- Może kiedyś.
- Nie zrozum mnie źle ale naprawdę cię polubiłem.
- Cieszę się. Bo jesteś pierwszym chłopakiem z którym rozmawiam tak w miarę normalnie.
- Ale że w życiu ??
- Nie. Od dosyć długiego czasu nie rozmawiałam z chłopakami.
- Rozumiem.
- Fajnie że przynajmniej nie naciskasz.
- A tak z czystej ciekawości. Miałaś kiedyś chłopaka ???
- Nie.
- Nie ??
- Co nie rozumiesz słowa NIE ??
- Nie no rozumiem. Tylko do dziwne że taka ładna dziewczyna nie miała jeszcze chłopaka.
- W psychiatryku trudno znaleźć drugą połówkę.
- Nie wiem nie byłem.
- A ja już nigdy nie chciałabym tam wrócić. 
- I trzymam kciuki że nie wrócisz.
- Dzięki Marco................
C.D.N
********
Sorki że tak dawno nic nie dodałam ale ostatnio jakoś nie miałam weny a jak nawet miałam to musiałam się uczyć. <3
WYNAGRADZAM WAM CHYBA NAWET CIEKAWYM ROZDZIAŁEM MAM NADZIEJĘ <3
Pozdrawiam i całuje :*
Czekam na komentarze :* 

Obserwatorzy